Zły film: Stażyści

Zdjęcie: thetechpanda.com

Zdjęcie: thetechpanda.com

„The Internship”

USA, 2013

reż. Shawn Levy

scen. Vince Vaughn, Jared Stern

wyk. Owen Wilson, Vince Vaughn, Dylan O’Brian

Rozsiadłem się wygodnie w samolocie. Trochę mi zajęło znalezienie miejsca w tej ogromnej przestrzeni foteli, a następnie ogarnięcie się z własnym bagażem i milionem prezentów od linii lotniczej (poduszka, kocyk, wykałaczki, gazety), ale — szczęściem — w końcu się udało. Pierwszy raz w życiu leciałem chyba tak ekskluzywnymi liniami i to tak długo. Co więcej, lot z Belina do stolicy ZEA — Abu Dhabi — był jedynie etapem całej większej podróży do Azji Południowo-Wschodniej. Wiedząc, że taka eskapada trochę zajmuje, byłem uzbrojony w polską prasę, z którą miałem się wkrótce na długo pożegnać. Gdy ja zagłębiałem się w lekturę, ludzie dookoła roczpoczęli walkę z ekranem znajdującym się na opartu fotela naprzeciwko. Odpalono muzykę, seriale i filmy…

Większość ruszyła z „Kac Vegas III”, ktoś tam z jakimś romantycznym badziewiem, a ja, gdy zamknąłem ostatnią stronę gazety, odnalazłem idealny film na tę okazję, czyli lot na koniec świata by odbyć darmowy staż. Tak się składało, że tę produkcję wyśmiewającą generację stażystów chciałem oglądnąć już jakiś czas temu, a że nie wiedziałem, kiedy następnym razem pójdę do kina, z dumą wmontowałem swoje lansiarskie białe słuchawki i oddałem się filmowi…

„Stażyści” mają być niezobowiązującą, nieco prześmiewczą i niezwykle aktualną komedią. Scenarzyści kreślą nam obraz świata pracy w drugiej dekadzie XXI w., gdzie powoli dostrzega się ogromną wyrwę między pokoleniem Web 2.0 a resztą świata. Różnice międzygeneracyjne zawsze istniały i będą istnieć, ale obecnie zostały one przecież pogłębione przeniesieniem się całych mas młodych ludzi do rzeczywistości wirtualnej. Fakt, nałogowe korzystanie ze smartfonów nie jest domeną jedynie nastolatków, ale oni — w przeciwieństwie do reszty — nie znają innej rzeczywistości.. Symbolem tego nowego, wspaniałego świata technologii jest pewna globalna korporacja, będąca symbolem tak pożądanych w dzisiejszych czasach kreatywności i mobilności.

Nasi bohaterowie, sprzedawcy w wieku 40+, czyli Billy (Vince Vaughn, współscenarzysta!) i Nick (Owen Wilson), nagle zostają wywaleni z pracy. To znaczy konkretniej — ich firma bankrutuje, bo czasy, gdy spotykano się z klientem i metodą bezpośrednią próbowano mu wcisnąć różne badziewia odszedł do lamusa. Rozglądając się za nową robotą, wpadają na pomysł, by odbyć staż w najlepszej firmie na świecie, która jest forpocztą przemian w organizacji pracy i podejściu do pracownika. Oczywiście, wszyscy wiedzą, że praca tam jest przyjemnością, dlatego na stażu lądują hordy młodych, spragnionych sukcesu i podpiętych non-stop do internetu. By zdobyć upragniony etat, trzeba wygrać męczące, acz porażające kreatywnością jeśli chodzi o dyscypliny zawody drużynowe. Billy i Nick może nie wiedzą co to jest ten fejsbuk, ale mają przecież inne zalety.

Rozpoczyna się zatem — jak się spodziewamy — długi i fascynujący konkurs, z dziwnymi konkurencjami i licznymi przeszkodami. Pojawia się upierdliwie bystry przeciwnik Stuart (Dylan O’Brian), niechętny CEO korporacji — zabawny Hindus Pan Chetty (Aasif Mandvi) — który nieustannie pluje sobie w brodę, że zgodził się na to, by dwóch niemających pojęcia o tym jak funkcjonuje  świat Web 2.0 odbywało staż w firmie w dużej mierze odpowiedzialnej za jego kształt i przyszłość. Wszystko to oczywiście frustruje naszych bohaterów. Jest oczywiście w międzyczasie dużo miejsca na gorycze pracy zespołowej, która z czasem nabiera rumieńców, by w finale przerodzić się w piękną przyjaźń. No i mozolnie rozwijający się wątek romantyczny — ona, Dana, młoda, z sukcesem i bez życia towarzyskiego, a on — Nick — wręcz przeciwnie. Cóż — scena, w której Nick próbuje w 3 minuty nadrobić dwudziestokilkuletnie braki towarzyskie Dany, zasadzające się na zadawaniu się przez całe życie z uprzejmymi i kurtuazyjnymi facetami, naprawdę ujmuje.

Jednak im dalej w las, tym ciężej. Nie wiedzieć czemu, fabuła w pewnym momencie zaczyna się rozklejać, dłużyć, skupiać na wątkach, które są zupełnie z boku całej historii, a nagle są, i są, i są, i są. Ot wspomniany romans, jasne, nie narzekam, grająca Danę Rose Byrne jest urodziwą kobietą, można nacieszyć oko, ale z perspektywy całego filmu, jeśli dodamy do tego niezwykle rozwlekłą relację z imprezy ekipy Nickiego i Billego, trochę wytrąca z równowagi. Nie pamiętam kiedy ostatni raz z lekką zgrozą odnotowałem, że do końca filmu zostało ponad 50 minut!

Zdjęcie: lakwatseralovers.blogspot.com

Zdjęcie: lakwatseralovers.blogspot.com

Z żartami niestety nie jest lepiej. Wydawać by się mogło, że nie ma nic łatwiejszego niż zmontować gagi z niepodpiętych do świata czterdziestolatków i głupich nastolatków, jednak jak widać, wymaga to trochę fantazji. Żarty się sączą, ale są irytujące jak przeładowane serwery poczty. Wiemy o co chodzi, ale irytacja tylko narasta.

W „Stażystach” zupełnie nie zrozumiałem dlaczego zdecydowano się na nazwanie z imienia korporacji (tak, chodzi o Googla), w której toczy się cała historia. Jak dla mnie, cena uwiarygodnienia fabuły, w porównaniu do zagrożenia, jakim jest zrobienie wielkiej reklamówki panów od wyszukiwarki, była zbyt duża. I mści się. Miałem nieustannie wrażenie, że film jest „sponsorowany”, a przez to mdły. Nie udało się zrobić ani śmiesznej opowiastki o różnicach między dwoma pokoleniami, ani wyśmiać kosmitów z googlekorpo. Co więcej, złośliwi odnotowali, że premiera zbiegła sie w czasie z wygraną w procesie dwóch stażystów, którzy pozwali Fox Searchlight Pictures za to, że za darmaka musili robić nad „Czarnym Łabędziem” (to ten film z Natalie Portman, której rosną czarne skrzydła). A firma ta jest — żeby było niezręcznie — częścią 21st Century Fox – dystrybutora filmu.

Ci sami złośliwcy zasugerowali, że zamiast pakować 60 mln dolarów w nieśmieszny film promocyjny wszechświatowej korporacji, lepiej byłoby zainwestować w opłacanie pracujących tam stażystów.

Kończąc żartem – dobrze, że mój stażodawca nie robi filmów, bo gorycz tej recenzji byłaby przygniatająca.

Szczęściem, kino w Malezji nie jest drogie, a i są darmowe seanse.

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s