Zły Film o Dobrych Wakacjach: Najlepsze Najgorsze Wakacje

Zdjęcie: Claire Folger

Zdjęcie: Claire Folger

The Way Way Back

USA, 2013

reż. i scen. Nat Faxon, Jim Rush,

wyk. Liam James, Sam Rockwell, Toni Collette, Steve Carell,

Miało być niezobowiązująco, młodzieżowo, trochę niezależnie, ale przede wszystkim lekko. Wyszło mdło i zamiast wakacyjno-młodzieżowej historii z pewnego amerykańskiego kurortu z aquaparkiem w roli głównej, otrzymaliśmy fabułę przypominającą zjazd po rurze w tymże przybytku po godzinach pracy. Czyli — bez wody umożliwiającej gładki ślizg i z wyraźnym odczuwaniem każdego jednego styku konstrukcji. Co z tego, że nawet szybko zeszło, gdy zabawy z tego — niestety — nie ma żadnej.

On, Duncan (Liam James), młody, zakompleksiony, słowem — typowy nastolatek z wszystkimi problemami tego wieku i dodatkowymi punktami za nieogarę i życiową ciapowatość jedzie na wakacje ze swoją siostrą, mamą (Toni Collette) i jej buckowatym partnerem (Steve Carell). Na miejscu początkowo jest uwiązany do upierdliwej rodziny, ale dosyć przypadkowo udaje mu się znaleźć wrota do nowego życia w parku wodnym. Tam też pod urokiem strzelającego żartami jak z kałasza ratownika Owena (Sam Rockwell) odkrywa swoje prawdziwe JA. Z niepewnego i zalęknionego chłopaka staje się pewnym siebie królem imprezy, pracownikiem roku itd. Po drodze czeka go jeszcze konflikt ze wspomnianym facetem matki, romans z równie nieakceptowaną jak on sam blond-dziewoją i ostateczne, symboliczne przełamanie swojej łazowatości w finale, gdzie dokonuje tego, co przez caly film uważane jest za niemożliwe.

To tak w dużym skrocie. Właściwie streściłem wam cały film i nakreśliłem najważniejsze wątki. Jak widzicie, historia znana i lubiana, wielokrotnie wykorzystywana, ale niestety nie za bardzo wyszło z realizacją. Nie trudno przewidzieć jak to się wszystko potoczy i pewnie byłbym w stanie to wybaczyć, gdyby nie brak tego wszystkiego co powoduje, że film się miło i przyjemnie ogląda.

Przede wszystkim żarty, żarciki. Naciągane, nieśmieszne, cieżkie i dużo. Mocno się tutaj produkuje Sam Rockwell, ok, nie wszystko co mówi jest ZŁE, ale jak na komedie powinno być tego chyba więcej, z odważniejszą dawką lekkości i brawury.

A po drugie bohaterowie. Mało w ich przedstawieniu głębi i przekonania. Nie czujemy ich, są sztuczni, ciężko się z nimi zidentyfikować. Są jak bańka mydlana. Najbardziej wyraziście widac to na przykladzie Duncana. Główny bohater jest tak łajzowaty, że aż zęby bolą i w połowie filmu zdajemy sobie powoli sprawę, że wlaściwie to niezbyt rozumiemy o co mu chodzi, w wyniku czego właściwie mu nie kibicujemy. Jeszcze bardziej nas w tym kontekście dziwi zainteresowana jego osobą blond-dziewoja, która choć również ma problemy ze znalezieniem sobie towarzystwa, to bynajmniej nie jest jest tak nudna jak Duncan.

Zdjęcie: LA Film Festival

Zdjęcie: LA Film Festival

Wracając do naszego bohatera – wielką zmiane z introwertycznego nastolatka na króla lata (nie mylić z DOBRYM filmem!) w aquaparku też jakoś trudno wytłumaczyć, o zrozumieniu nie wspominając. Cała reszta bohaterów to właściwie tło dla Duncana. No jeszcze Owen jest tutaj ważny, ale cała ta nadająca sens całemu filmowi relacja jest niebywale płytka i słabo skonstruowana. Nie czujemy tej narastającej między nimi chemii. Jest tylko ostrzał gagów i żartów Owena i krzywo uśmiechający się Duncan, który nagle, nic z tego ni z owego, zaczyna je rozumieć.

Po całości wychwytujemy tylko kolejne wątki i odniesienia, ale niestety ani to mądre, ani ładne. Zamiast lekkiej, niezależnej, wakacyjnej jazdy bez trzymanki z małym dramatem rodzinnym w tle, taplamy się przez ponad półtorej godziny filmu w brodziku, z utęskieniem patrząc na wijące się nad naszymi głowami rury zjeżdżalni i wyskakujących z ich końca rozbawionych uczestników.

Cały ten film rozczarowuje jeszcze bardziej, gdy zobaczymy kto go zrobił i kto w nim zagrał. Nat Faxon i Jim Rush choć debiutują za kamerą, to wcześniej dostali Oscara za najlepszy zaadaptowany scenariusz za tragikomedię „Spadkobiercy” z 2011 r. z Georgem Clooneyem w roli głównej. Z kolei Toni Collette i Steve Carell zagrali w 2006 r. w „Małej Miss”, która zdobyła cztery nominacje do Nagrody Akademii i parę innych nagórd po drodze.

Dlatego dla wszystkich rozgoryczonych po seansie „Najlepszych Najgorszych Wakacji”, a spragnionych dobrego amerykańskiego filmu o trudnej młodzieży w okresie wakacyjnym odsyłam do niegrzecznych lasek ze „Spring Breakers”, lub – niezmiennie polecanego przez autorów tego bloga – „Królów Lata„.

Wakacje się wprawdzie skończyły i nieważne, czy był to najgorszy czy czy najlepszy wypoczynek naszego życia – film o nim ma być DOBRY i tyle.

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s