Zły Film: Rewers

Źródło: itv.movie.eu

Nawet Bronisław ziewa na „Rewersie”. Źródło: itv.movie.eu

„Rewers”

Polska, 2009

reż. Borys Lankosz, scen. Andrzej Bart,

wyk. Agata Buzek, Marcin Dorociński, Krystyna Janda

Przyjrzyj mu się. Ale bezstronnie!

Mamy na tym blogu dziwną kategorię – „Formative Films”. Zawsze się trochę bałem tej etykietki, bo budziła ona we mnie lęk, że w pewnym momencie – gdy wylądujemy ze Współautorką na bezrobociu i zabraknie kasy na chodzenie do kina – blog stanie się takim kolejnym filmwebem czy IMDB; miejscem, gdzie będziemy pisać jedynie o starociach, tak żeby się wydawało, że impreza dalej trwa. Oczywiście, to tak pół-żartem pół-serio. Niedawno nastąpiła okoliczność, która pozwala mi zrobić wpis do tej właśnie specjalnej kategorii, stworzonej dla nienajnowszych filmów. „Formative Films” z założenia jest formą oddania czci tym produkcjom, które nas filmowo wychowały i ukształtowały nasz gust. Myliłby się jednak ktoś, gdyby sądził, że będą trafiać tu jedynie DOBRE filmy…

Wróćmy do tych specjalnych okoliczności. W jednym z niedawnych postów, poużywałem sobie trochę na drewniane dialogi w „AmbaSSadzie” czego najdobitniejszym wyrazem dla mnie był tekst: „pokiełbasiło cię?!”. Przez internety przetoczyła się fala oburzenia, która spowodowała, że ponad 70 proc. uprawnionych do głosowania Warszawiaków wolała zostać w domu i wdać się z nami w poważną dyskusję na pewnym portalu społecznościowym.

Wyjaśniając: OK – mea culpa, są ludzie, którzy wciąż mówią „pokiełbasić się” (podobno nawet Współautorka, ale nie wiem, czy należy ją traktować jako reprezentatywną próbę badawczą…), a i ja nie wyjaśniłem dostatecznie jasno, że problemem dialogów w najnowszym filmie Machulskiego są tyleż suche żarty, co zła gra aktorska i brak wyczucia jak się teraz mówi. Słowem – może i to „pokiełbasić” siadłoby, gdyby nie kontekst.

Wracając do awantury na fejsie – czara goryczy się przelała i autorowi poprzedniej recenzji dostało się za wszystkie grzechy, w tym za poprzednie, kontrowersyjne sądy o paru filmach, które zdaniem społeczności internetowej są DOBRE. No i wywołano wilka z lasu, bo padł tytuł „Rewers”, uznawany symbolicznie za moment założycielski tego bloga. Symbolicznie, bo choć nie ma recenzji tego filmu na naszym blogu, to jest to produkcja, która zdaniem autorów tego bloga zasługuje na miano jednej z najbardziej przecenionej w III RP. Pora nadrobić zaległość i jasno wyjaśnić, co naszym zdaniem zasługuje na taką etykietę.

Żeby oczywiście nie było – tak się złożyło, że ten dzień, kiedy toczyła się dyskusja nie należał do najlepszych, więc koniec końców wylądowałem w Artetece. Obiecałem, że z dystansem i wyważoną opinią zmierzę się po latach z moją największą filmową traumą. (Cztery lata temu prawie zażądałem zwrotu kasy za bilety, naprawdę, szlag mnie trafił!) Odnalazłem na półeczce „Rewers”, ale bojąc się, że mnie ktoś z kolegów zobaczy, że noszę przy sobie TAKI film, postanowiłem oglądnąć go na miejscu. („Dzień dobry, chciałbym oglądnąć „Rewers”. To znaczy – nie chcę, ale muszę!”) Zatem bez emocji, na luzie, z notatniczkiem w łapce… Znalazłem pufę, odpaliłem DVD i oto co ujrzałem po latach…

Żródło: Syrena Films

Żródło: Syrena Films

Pani w kulturze się udziela. To trudny odcinek

Akcja filmu toczy się na dwóch płaszczyznach, spiętych osobą Sabiny (Agata Buzek). Większa część „Rewersu” koncentruje się na  traumatycznych wydarzeniach ze stalinowskiej Polski. Jedynie miejscami historia z 1952 r. przeplatana jest współczesnym wątkiem Sabiny jadącej na lotnisko po syna (Marcin Dorociński), by razem z nim zapalić tu i tam znicze w dniu Zaduszek.

A zatem – na początku lat 50. Sabina mieszkała w jednym, nienajmnijeszym mieszkaniu ze swoją matką – Ireną (Krystyna Janda) i babcią. Jako młódka Sabina poddana była niemałej presji ze strony rodziny, która naciskała na znalezienie sobie w końcu chłopa. Po paru nieudanych próbach znalezienia odpowiedniego kandydata nagle, ni stąd ni z owąd, pojawia się czarujący Bronisław (również Marcin Dorociński). Przystojny, skromny, z sensowną robotą, gestem i manierami. Bajka! Dla nieśmiałej i zagubionej pracownicy wydawnictwa (dział poezji) taki facet to dar z nieba. Dobra, trochę porywczy (akt seksualny w ich wykonaniu ciężko nazwać satysfakcjonującym dla obu stron) i lubi popić, ale w porównaniu z całą resztą wieśniaków, którzy adorowali Sabinę…

Nie ma jednak nic za darmo – gdy przychodzi co do czego, Bronisław – już po oświadczynach – prosi Sabinę, by ta co tydzień przynosiła mu donosy na swojego szefa. Dziewczyna wychowana w mieszczańskiej rodzinie, która nie za bardzo darzyła komunistów sympatią (przed wojną mieli aptekę i dużą kamienicę), odmawia. Cwany Bronisław znajduje jednak haka. Wie, że Sabina przechowuje twardą walutę (dolarówka amerykańska), za co mogą grozić poważne konsekwencje. Sparaliżowana strachem Sabina otruwa Bronisława, a następnie wraz z matką pozbywają się zwłok rozpuszczając je w kwasie, a kości chowając w fundamentach budowanego właśnie Pałacu Kultury i Nauki. Po dłuższej naradzie z rodziną postanawia jednak nie przerywać ciąży. Jak się dowiadujemy z rozmów starej Sabiny z dorosłym synem, młody wychowywany był w kłamstwie, że jego ojciec nie był -cytując „Psy” – „Ubekiem pier@#lonym”, ale bohaterskim patriotą. W końcu wszystko ma swoją drugą stronę. Rewers.

Nie mów, że się nie znasz, bo kokieteria ci nie przystoi.

Osią filmu jest właśnie ta nieszczęsna dolarówka, z którą Sabina nie za bardzo wie co ma zrobić. Bronisław słusznie śmieje się z jej głupoty, zwracając uwagę, że to co się zje, trzeba potem wydalić. Po co jednak Sabina grzebie w ustępie by wydobyć monetę? I skąd Bronisław wie o całej hecy?

Nie wytykając dziwnych pomysłów fabularnych skupię się na „czarności” tej komedii. Losy utrapionej przez lata Sabiny śledzimy z trwogą, czy raczej zażenowaniem. Buzkówna specjalnie gra nieco na wyrost, ale kompletnie nie wnosi to nic do rzeczy. Jej kreacja jest dramatyczna, ale nie komiczna; w scenach mających miejsce we współczesności ociera się wręcz o śmieszność. Mało w tym filmie komizmu, czy nawet tragikomizmu. Dramat Sabiny – jak już założymy, że jej kalkulacja iż łatwiej zabić i rozpuścić w kwasie na strychu ubeka, niż szukać alternatywnych rozwiązań – budzi zdziwienie. Oczywiście, wszystko ma swoją drugą stronę (rewers) i jak się domyślamy Sabina kochała Bronisława, nawet jeśli za cenę swojego spokoju musiała go zabić. I to – źródło udręki? – na daremno, bo dyrektor wydawnictwa i tak został aresztowany.

Fajnie w „Rewersie” gra Dorociński, to przyznaję. Janda też trzyma klasę jak zwykle. Jednak dobra gra dwójki wspomnianych aktorów nie przyćmiewa moim zdaniem intelektualnej pustki wyzierającej zza tego filmu. Po czterech latach film, który w 2009 r. doprowadził mnie swoją pomaptycznością i nadętością do szału, dzisiaj wydaje się po prostu… mdły. Wszystko ma zdaniem twórców swoją drugą stronę – morderstwo, komunizm, wojna, syn gej. I za niektóre uczynki płacimy całe życie. Naprawdę? „Rewers” traktowano go jako portret trzech różnych pokoleń, epicką historię miłosną, zakończenie filmowych rozliczeń z komuną i co tam jeszcze. Argh. Zamiast bawić się formą – ta irytująco nasycona odcieniami czerń i biel, gryzący się z realiami stalinowskiej polski współczesny fusion-jazz w tle i 80-letnia Agata Buzek – można by zrobić mniej, a lepiej. Patrzcie jak to Rumuni robią. Tam są dramaty, łzy i radość. Bez czerni i bieli. Bez bezsensownych i niewnoszących nic do rzeczy scen, jak choćby ta popijawa w pokoju z rozpuszczającym się w wannie Bronisławem.

„Rewers” tonie w gąszczu zabiegów formalnych, nadal pozostając nie trzymającą się większego sensu produkcją. Sam fakt, że zrobiono komedię (ale jak podkreślam – nie znalazłem tam wiele komizmu) w realiach stalinowskiej Polski, a w głównej roli obsadzono neurotyczną Agatę Buzek, wywołał sporo zamieszania. Film zdobył mnóstwó nagród w Polsce i jedną za granicą – w Belinie – za rolę główną. Był kandydatem do Oscara 2009 r., ale – o dziwo! – mu nie wyszło. Tymczasem w tym samym roku powstał świetnie zagrany i zmontowany, przerażająco prawdziwy „Dom Zły” Smarzowskiego, który był tak naprawdę najlepszym filmem roku.

I chyba dlatego tak bardzo nie lubię „Rewersu”…

Reasumując – „Rewers” zdaje się funkcjonować jako taki film-oliwka. Z oliwkami jest tak – albo je się lubi, albo nie lubi. Oliwki nikogo nie pozostawiają obojętnym. Podobnie „Rewers”. Ten film dzieli fanów kina prawie tak jak opinia o rządach PiS-u elektorat wyborczy. Współautorka tego bloga sama była świadkiem sceny, kiedy para w trakcie randki w pewnym krakowskim lokalu rozpoczęła rozmowę o filmie Lakosza. Po wymienieniu się pierwszymi uwagami, które wskazywały na radykalnie odmienną opinię, podsłuchująca mimowolnie Współautorka wysłała mi SMS-a: „Nie wróżę im udanego wieczoru”.

Słoń.

Ach – śródtytuły to cytaty z filmu. Żeby było, że po nic te notatki robiłem:)

4 thoughts on “Zły Film: Rewers

  1. Pingback: DOBRY film: Ida | Dobry Film, Zły Film

  2. Lubię oliwki! Dorociński i Janda bardzo dobrzy, kilka fajnych pomysłów na rozwiązania fabularne – film dobry 7/10. A Buzek i nieszczęsny złoty dolar? Nie myślmy o tym. 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s