Zły Film: AmbaSSada

Źródło: Materiały prasowe

Źródło: Materiały prasowe

AmbaSSada

Polska 2013

reż. i scen. Juliusz Machulski

wyk. Magdalena Grąziowska, Bartosz Porczyk, Robert Więckiewicz, Adam Darski

To było trochę jak z moją wycieczką do Rosji, kiedy to pewnego środowego ranka dostałem od kolegi kilka minut na decyzję, czy lecimy na 10 kwietniowych dni do Moskwy. Bilety kosztowały 350 zł w obie strony, więc nie było nawet o czym gadać. Przedwczoraj, gdy dowiedziałem się, że mam podwójną wejściówkę na premierę „AmbaSSady” w Krakowie miałem równie mało czasu na przyjęcie oferty, jednak film za darmo i do tego ochlej i wyżerka na koniec? Problem miałem tylko z towarzystwem, bo Współautorka bloga wolała się wybrać na urodziny koleżanki, jednak w koncu się udało. Padło na E.

Biedna E. W sumie doskonale wyartykułowała moje obawy: „A czy to jest DOBRY film?” Kłopot polegał bowiem na tym, że w tym samym czasie mieliśmy iść na „Wszyscy w naszej rodzinie” Radu Jude, prezentowanego w ramach festiwalu kultury rumunskiej. No i lepiej iść na DOBRY film, ale za niego zapłacić, czy za darmaka wbijać na ZŁY? Nie ukrywam, napływające informacje nie napawały optymizmem. Tym bardziej, że miałem w pamięci poprzednie (dodajmy – nienajlepsze) dzieło Machulskiego, czyli „Kołysankę”. Stwierdziliśmy jednak, że poświęcimy się, a i ja przy tym skorzystam jako autor tego bloga, bo chywa więszkość z was idąc do kina będzie się raczej zastanawiała nad „AmbaSSadą” a nie jakiąś rumunską produkcją. I tak piątkowym wieczorem zdeptaliśmy czerwony dywan rozwinięty przed kinem Kijów.

O filmie było głośno od dawna. Wałęsa-Więckiewicz gra Hitlera, dyżurny obrazoburca kraju „Nergal” – Ribbentropa, a całość była przyrównywana kontrowersyjnością pomysłu do „Bękartów Wojny” Tarantino. Polacy robią komedię o Hitlerze i drugiej wojnie światowej. Świetnie, brawo za odwagę! Ale znacznie ciekawsze od pytania, czy potrafimy się śmiać z jednej z największych naszych traum narodowych, było to, czy potrafimy zrobić DOBRY film na ten temat?

Fabuła jest – nie ukrywam – intrygująca. Młoda parka – Mela i Przemek (Magdalena Grąziowska, Bartosz Porczyk) opiekują się pod nieobecność stryja (Jan Englert) jego mieszaniem  mieszczącym budynku, w którym przed wojną znajdowała się niemiecka ambasada. Pewnej nocy odkrywają, że w budynku, w jakim rzekomo znajdują się jedynie kancelarie prawne, w nocy ktoś pisze. Na maszynie do pisania. Po krótkim, acz obfitującym w zwroty akcji śledztwie, okazuje się, że korzystając z windy… przenoszą się w czasie, do sierpnia 1939 r. Słowem – mieszkają nad placówką Trzeciej Rzeszy, gdzie trwają właśnie intensywne przygotowania do 1/9/1939. Tam poznają pracownika niemieckiej ambasady, polskiego szpiega Antoniego, który ma za zadanie ukraść Enigmę.

Za: Kino.atlantic.pl

Za: Kino.atlantic.pl

Mela i Przemek w koncu wpadają w łapy nazistów. W trakcie przesłuchania, Ribbentrop (Adam Darski) zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z jasnowidzami, dlatego natychmiast organizuje przyjazd samego Fuhrera (Robert Więckiewicz) do Warszawy. Nadarza się zatem jedyna w swoim rodzaju okazja by odwrócić bieg historii – zarówno w jedną jak i drugą stronę. Ribbentrop będzie starał się uniknąć katastrofalnego błędu zaatakowania ZSRR, a Polacy – zmusić Hitlera do zaprzestania ataku, a przynajmniej osłabić jego autorytet, poprzez zgolenie mu wąsów. Jak bowiem głosi zajawka: „Gdyby Hitler nie miał wąsów…”

Cała historyjka trzyma się kupy, jednak miejscami jest irytująco… rozlazła. W pewnym momencie wszyscy gonią nie wiadomo za czym między piętrami. Akcja zamiast gęstnieć – w koncu waży się przyszłość świata! – spowalnia. Całość mogła by być chyba zdecydowanie lepiej dopracowana, a na pewno krótsza. Już daję sobie spokój z wytykaniem historycznych nieścisłości jaką jest na przykład to, że Enigmę rozszyfrowano 7 lat przed wybuchem wojny. Byłbym je w stanie wybaczyć, w koncu komedia, swobodna wariacja, ale przy tak słabo poprowadzonej fabule, bolą one znacznie bardziej.

Dużo o całości filmu mówi pierwsza scena. Pomysłowy i śmieszny gag, jednak nie mogłem się ze spokojnym sumieniem z niego śmiać. Coś mi ewidentnie nie pasowało, choć otrzymał maksa punktów za zaskoczenie. Dopiero kiedy przerażona E. w środku filmu na głos spytała: „Czemu to nie jest śmieszne?” zdałem sobie sprawę na czym polega zasadniczy problem z komizmem „AmbaSSady”, która jest przecież komedią.

Naliczyłem się – słownie – czterech śmiesznych żartów, z czego jeden przytoczę:

– Kto was przysłał?!

– Zegarmistrz światła purpurowy!

Sala oczywiście piała z zachwytu niemal nieustannie. Zachowaliśmy z E. zdrowy dystans i w duchu odwrotnym do powiedzenia, iż ponad miliard Chinczyków jedzących ryż nie może się mylić w kwestii jego walorów smakowych, zdaliśmy się na nasz krytyczny gust i poczucie komizmu. Niestety – nie byliśmy się w stanie śmiać z wywołującej salwy śmiechu absurdalnej w założeniu dyskusji między bohaterami o zjedzony podstępnie jogurcik półtłusty. Umówmy się – żarty były suche jak zeszłoroczne sucharki, ale daleko im było do suchości wywołującej śmiech, jak w dowcipie wymyślonym przez koleżankę MM: „Co powiedział Hitler jak wjechał do Francji? Veni, Vidi, Vichy„. (Nie, nie chodzi tu kremy…). Nachalnie nieśmieszne dowcipasy były jeszcze pogarszane naprawdę ZŁĄ i sztuczną grą dwójki bohaterów, czyli Magdaleny Grąziowskiej i Bartosz Porczyka. Niestety –  pewna doza autentyzmu i naturalności byłaby naprawdę mile widziana.

Po raz kolejny wyszło, jak wielki problem mają współcześni polscy scenarzyści z napisaniem prostego dialogu, który można usłyszeć w życiu codziennym. Nie wiem, czy wynika to z zawsze dużej różnicy między pokoleniami w porozumiewaniu się, jaka powiększana jest dzisiaj pędzącymi zmianami cywilizacyjno-kulturowymi, na które nie zawsze załapuje się „niepodłączona” generacja. Gdy jednak zwykły dialog filmowy ma być dodatkowo śmieszny lub autentyczny (czytaj: wulgarny) to wychodzą językowe potwory jak – kolejno – „AmbaSSada” czy „Bejbi Blues” (to tam użyłem brakującego mi tutaj określenia – intuicja lingwistyczna).

Nienaturalność dialogów z całą mocą wyszła, gdy przedstawiciel młodego pokolenia, na oko trzydziestoletni Przemek rzuca do swojej lubej: „Pokiełbasiło ci się?”

HUUARGHHHH!!! KTO DO LICHA MÓWI DZISIAJ „POKIEŁBSIŁO CI SIĘ?!”

Nie chcę jednak potępiać w czambuł najnowszej komedii Machulskiego (przemilczmy katastrofalne efekty specjalne). Są w niej dwa jasne punkty, które jak tylko pojawiały się na ekranie wywoływały na mojej twarzy uśmiech. Więckiewicz jest klasą samą dla siebie, jednak zagranie Hitlera jest wyzwaniem porównywalnym z zagraniem papieża (naszego papieża!), a zrobić sobie z tego jeszcze jaja wymaga nie lada kunsztu. Więckiewicz znowu odnalał się w roli kolejnej wąsatej legendy, ale robi to na takim luzie, że widać, iż bawi się graniem Fuhrera. Aż miło patrzeć, ten debilkowaty wyraz twarzy, jeden gest i leżymy. Drugą perełką jest Nergal. Tutaj nie ukrywam mamy do czynienia z nie lada zaskoczeniem, tym bardziej, że Darski bardzo dobrze mówi po niemiecku. Jego kreacja cwaniakowatego Ribbentropa, który musi zmierzyć się z dorobkiem technologicznym XXI w. zapisuje się złotymi zgłoskami na łamach tego bloga. Żart z gitarą jest dramatycznie oczywisty, no ale niech mu – Nergalowi, który zaproponował tę scenę – będzie.

A propos gitary – oto klip promocyjny:

„AmbaSSada” miała zakpić z naszego narodowego dramatu i historycznej niesprawiedliwości, jaką była druga wojna światowa i to co po niej nastąpiło. Mocno szydzi się tu z pseudohistorycznych majaków z gatunku „co by było gdyby…” i nazistów. To bezczelne relatywizowanie i wyśmiewanie Wielkiej Polskiej Historii Narodowej pewnie zaboleje polską prawicę jak tępy Szczerbiec wbity z zaskoczenia w plecy. (btw – szczerze polecam artykuł Wiesława Kota o filmowych Hitlerach tutaj). Machulski podobno planuje dystrybucję w Niemczech, ale jestem szczerze ciekaw, czy mu się uda. Dużo żartów jest jednak lokalnych (odniesienia do Open’era, polskiej polityki, Nergal z gitarą), ale może nasi sąsiedzi są ciekawi, jak my postrzegamy teraz drugą wojnę światową? Szkoda tylko, że będa musieli znaleźć odpowiedź na to pytanie akurat w „AmbaSSadzie”…

Jako oddanego patriotę bardzo boli mnie, że nie potrafimy zrobić naprawdę śmiesznego i eksportowego filmu. E. też musiała odreagować i jeszcze raz oglądnąć „Królów Lata”. Ja tam nie miałem takich problemów. W końcu było jedzenie za darmaka. Ale ból pozostał…

Współautora skręca na bankiecie po projekcji. Zdjęcie: Emilia Kurdziel

Współautora skręca na bankiecie po projekcji. Zdjęcie: Emilia Kurdziel

One thought on “Zły Film: AmbaSSada

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s