Kaszaniasto ZŁY Film: Świat w płomieniach

whd

„White House Down”

USA 2013,

reż. Roland Emmerich, sc. James Vanderbilt,

wyk. Ch. Tatum, J. Foxx, M. Gyllenhaal,  J. Clarke, J. King

Są filmy ZŁE, których beznadzieja ma pewną szczególną właściwość. Pomimo tego, iż są niewyobrażalnie źle zrobione, nieprzemyślane i naćkane nie mieszczącymi się w głowie absurdami, to z uporem nie chcą przekroczyć magicznej granicy, za którą stają się już DOBRE, wpadając tym samym do szlachetnej i zaszczytnej grupy tak ZŁYCH, że aż DOBRYCH. „Świat w Płomieniach” jako – cytat z kolegi M, który musiał ze mną wytrzymać oglądanie tego cuda –  „przeraźliwie zły film. Ale tak oporowo”, wyrywa nas ze złudnego przekonania, że ludzie, którzy mają dużo pieniędzy na robienie filmów, są choć w minimalnym stopniu racjonalni i mają przynajmniej odrobinę samokrytyki, by w porę zdać sobie, że zaczynają tonąć w lepkim bagnie śmieszności i błazenady. Powiem krótko, bo późno, ale emocje mnie zżerają z irytacji po tym co oglądałem, oraz faktem, że na wikipedii piszą, iż film dostał „mixed reviews” (czyli że ktoś to lubił!?) i zarobił do tej pory więcej niż wynosi całkowity roczny PKB Kiribati.

By ogarnąć poziom katastrofy, jaką się nam serwuje, streszczę scenariusz. Ale żeby unaocznić wam stężenie debilizmu zacznę od środka fabuły. Reszta niech będzie milczeniem.

Półnagi i srogo okaleczony Channing Tatum biega dookoła płonącego Białego Domu, próbując odbić z rąk prawicowych terrorystów prezydenta USA (J. Foxx). Channing w całej tej zawierusze znalazł się trochę przez przypadek, bo choć bardzo chciał pracować w amerykańskim BORze, to mu się niestety nie udało i Biały Dom zwiedzał z córcią jako turysta. W trakcie dramatycznej próby wybicia w pojedynkę wszystkich złoczyńców wyprawia różne akrobacje, z czego najbardziej groteskowy jest chyba pościg limuzynami dookoła ogrodu wokół siedziby prezydenta US, okraszony sceną, w której prezydent Jammie Fox odziany w dżordanki strzela przez szybę z rakietnicy znalezionej na tyłach rządowego samochodu. Wspomniani ekstremiści, uzbrojeni oczywiście w kosmiczne ilości broni umożliwiającej im odparcie każdej odsieczy (w końcu czekamy na odsiecz chowającego się po krzakach Tatuma!) okupują Biały Dom, celem porwania prezydenta USA. Tak przy okazji dodam, że osoba piastująca tę najważniejszą funkcję w amerykańskim systemie politycznym w czasie dwugodzinnego filmu zmienia się trzykrotnie, co daje nowego prezydenta co 40 minut filmu i kolejne punkty w skali „co się do licha dzieje?!”. Główną motywacją działania terrorystów  jest – jak nam się wydaje – chęć pierdyknięcia w cały Bliski Wschód paru bomebek atomowych, celem rozwiązania raz na zawsze skomplikowanych problemów politycznych tego regionu, co ma być zemstą za śmierć na misji syna jednego ze spiskowców. A że przy okazji bombki usuną z powierzchni ziemi Arabię Saudyjską (sojusznika, z tego co kojarzę), Pakistan (chyba też sojusznika…) i Chiny to tym gorzej dla nich. Przy okazji oczywiście wyczyszczą kartoteki NSA i buchną całą bazę danych. Terroryści mają nie lada problem, bo nieustannie daje im w skórę córka Channinga, która a to prześle na facebooka zdjęcie latających po Białym Domu złoczyńców, a to ugryzie w nogę, kogoś z terrorystów. Co jakiś czas dokazuje też armia US, która nie za bardzo potrafi sobie poradzić z paroma chłopkami okupującymi jeden budynek. Tłumnie zgromadzona gawiedź stoi pomiędzy czołgami otaczającymi Biały Dom, córka Channinga w akcie heroicznej odwagi odwołuje w ostatniej chwili nalot bombowy machając flagą, a wszystko to relacjonuje telewizja, nie wiedząca, czy śledzić kalejdoskop politycznych zmian w Białym Domu czy też relacjonować wielką rozpierduchę, jaka tam ma miejsce.

(Reszta miała być milczeniem, ale nie wytrzymam…)

Film ZŁY tak, że aż zęby bolą. Przeraża, jak niewiele brakowało, by była z tego naprawdę pocieszna sieczka godna najwyższej miary ironii DOBREJ oceny. Jeśli ktoś uważa, że jest to lekki film akcji, to sorry, ale sam opłacę wycieczę do Sevres, by na własne oczy można było się przekonać, co w naszym języku oznacza słowo „lekki”. Przeraża też, że zagrała w nim w sumie całkiem niezła ekipa aktorów. Jasne, Channing nie należy do naszych ulubieńców (odsyłam do naszej recenzji „Paneceum”), ale Foxx („Django”) czy Clarke („Wróg Numer Jeden”) to całkiem nieźli aktorzy, o czym też już was informowaliśmy.  Z ciekawości zobaczę niedługo „Olympus Has Fallen”, bo pomysł jest dokładnie ten sam. Ciężko trochę mi uwierzyć, że w tym samym roku dwie ekipy wpadły na ten sam pomysł. Ale jestem niezwykle ciekawy, czy z podobnej radosnej koncepcji ataku Białego Domu da się zrobić coś DOBREGO. Bo to, że lepszego, to nie mam żadnej wątpliwości.

Nie bardzo potrafię pojąć fenomenu tego filmu i tego, że zarobił on tyle kasy. Wziąłem sobie jednak do serca radę mądrych panów z konferencji o prawicowych radykałach w UE, na której byłem niedawno. Strategią na ograniczenie wpływu takich ruchów nie jest walka ale – jak radzili politolodzy z chadeckiego think-tanku – przede wszystkim zrozumienie, dlaczego ludzie głosują na ksenofobów. Wiedza na temat źródeł lęku, którym karmią się wyborcy głosujący na takie partie, pozwoli podjąć działania mające na celu rozładowanie korzeni frustracji. Więc i ja próbuję ogarnąć, dlaczego to szkaradztwo zarobiło tyle kasy. No tak, nie każdy wie wcześniej, na co idzie, a fajnie się przejść do kina z dziewczyną w piątkowy wieczór. Jednak mimo to film dostał trochę DOBRYCH recenzji tu i tam.

Nie wiem, czy ewentualne pozytywne komentarze od trendsetterskich krytyków wynikają z tego, co nieźle wypunktował odnośnie do polskich autorytetów filmowych Leszek Olszański w liście do „GW”, nie mi tropić spiski, a komisji Macierewicza. Jednak jest jakaś faza na atakowanie serca US, o czym najlepiej świadczą dwa podobne filmy zrobione w tym samym czasie. Czy to forma wyładowywania swoich antyamerykańskich (antyrządowych) frustracji? A może podświadoma potrzeba przekonania się, że dominacja gospodarczo-politycznego modelu euroatlantyckiego jeszcze nie chyli się ku końcowi, wbrew heroldom wieszczącym koniec kapitalizmu/demokracji? Że znajdzie się zawsze oddana bohaterka (w filmie – córka Tatuma), która na przekór nadlatującym myśliwcom, dumnie stanie na gruzach i ochroni świat przed samobójstwem pokazując, że nasze ideały – utożsamiane z historią Białego Domu (rola przewodnika!) –  się zawsze obronią? Nie mam najmniejszego pojęcia, politologiem jestem, a nie psychologiemspołecznym . Jednak tym, co uniemożliwia potraktowanie tego filmu jako lekkiej rozrywki pełnej wybuchów i strzelanin jest właśnie ów irytujący patos i nachalny triumfopatriotyzm, przyprawiony żartami tak suchymi, że nawet mój komputer odmawia wypisania tutaj przykładów.

A na koniec powiem tyle – dla mnie i tak każdy dolar wytworzony ciężką pracą na odległym Kiribati jest wart więcej niż te judaszowe srebrnik zarobione na wciskaniu kinomanom takiego badziewia. Jeśli choć jedna osoba nie pójdzie na ten film dzięki tej recenzji, to moje poczucie misji zostanie spełnione.

Słoń

(Straszenie mnie ten film rozzłościł, nawet w Antwerpii z tego powodu dostałem szału…)

2013-09-29 17.39.25

2 thoughts on “Kaszaniasto ZŁY Film: Świat w płomieniach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s