DOBRY film: Złote wrota

„Nuovomondo”

Włochy, Francja 2006

reż. i sc. Emanuele Crialese

wyk. Vincenzo Amato, Charlotte Gainsbourg

Szkoła językowa w której uczę się włoskiego (po to, by móc lepiej krytykować przekład włoskich filmów, ma się rozumieć) co tydzień w piątek zaprasza na wieczory filmowe. Filmy są oczywiście włoskie z włoskimi podpisami. Ostatnio mieliśmy oglądać „Dziesięć zim” („Dieci Inverni„), ale nauczyciel odpowiedzialny za przyniesienie płytki zapomniał. Pozostał nam wybór pomiędzy „Nuovomondo” a komedią z lat 90. dziejącą się na południu Włoch. Większość widowni wiedziała co znaczy włoska komedia z lat dziewięćdziesiątych, więc zgodnie wybraliśmy „Złote wrota”.

Film się zaczął. Ludzie biegną przez wzgórza na których pełno białych kamieni. Czyżby „Rękopis znaleziony w Saragossie?”. W pierwszych trzydziestu minutach trwania filmu sala prawie się opróżniła — został pochrapujący Irlandczyk, Amerykanka śmiejąca się w najsmutniejszych miejscach, zafascynowana Angielka i ja. Nikt z nas nie żałował, że został. Z jednej strony rozumiem ucieczkę publiczności — jeśli mówili, to po sycylijsku (choć mieliśmy włoskie tłumaczenie), a są tacy których może przestraszyć scena przedstawiająca sycylijskich chłopiąt biegających boso po rozoranym polu, niosąc gigantyczną marchewkę. Jednak rozumiem też dlaczego w 2006 roku film ten zgarnął z sześć nagród na festiwalu w Wenecji.

Akcja toczy się w czasach, w których mniej więcej zaczyna się druga część „Ojca Chrzestnego” i obejmuje część trasy chłopca który miał się stać Marlonem Brando (z Sycylii po Ellis Island u wybrzeży Nowego Jorku, gdzie przywożono imigrantów). Tutaj rodzina (sędziwa matka, jej dwóch synów i wnuk) ucieka nie przed mafią, ale przed biedą. Wierzą, że w Ameryce, w tym Nowym Świecie rzeki są mlekiem i miodem płynące, że wszystko jest większe (tak jak Miś i Tygrysek myśleli o Panamie) a na drzewach rosną pieniądze. Wypływają wielkim statkiem, oczywiście pod pokładem, gdzie poza Włochami z dziwnego powodu jedzie też rudowłosa Angielka z dobrego domu. Po podróży która zmieniła ich wszystkich dopływają do Ellis Island — a tam mleko innego rodzaju (mgła) i poniżające sprawdzanie, czy nadają się na obywateli Nowego Świata.

Jest to bardzo ładny film: każdy kadr mógłby być oprawiony w ramkę. Crialese wspaniale miesza realizm magiczny, surrealizm z czasem brutalnym realizmem, dzięki czemu wszystko tworzy dziwną, smutną, ale i piękną całość. No, DOBRE.

Jedną rzeczą która mi troszkę psuła harmonię dzieła było użycie pod koniec dwóch moich ulubionych piosenek Niny Simone (DOBRE „Feeling good” i „Sinnerman”). Mimo, że słucha się ich z przyjemnością, to trochę przeszkadza mi nagłe (choć w sumie logiczne) przejście z muzyki instrumentalnej (ew. sycylijskich pieśni ludowych) do współcześniejszych utworów, które odciągają uwagę od ważnych scen zamiast je podkreślać. Ale to tylko taka drobna uwaga, film (i zakończenie) nadal bardzo DOBRE. Oczywiście artystycznie, bo nie wiem, czy można to nazwać happy endem.

Pesciolina

One thought on “DOBRY film: Złote wrota

  1. Pingback: DOBRY melodramat z Francuzką mówiącą po polsku: Imigrantka | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s