DOBRY film: Millerowie

millers (1)

„We’re the Millers”

USA, 2013

reż. R. M. Thurber,

sc. S. Faber, B. Fisher, S. Anders, J. Morris

wyk. J. Aniston, J. Sudeikis

Wszyscy jesteśmy strukturalistami. Przynajmniej tak ostatnio przeczytałem na pulpozaurze, z którym to mamy przyjemność od czasu do czasu współpracować. Rozkmina dotyczyła akurat procedurali, czyli seriali gdzie mamy do czynienia ze znaną sytuacją – szpital, komisariat policji, agencja PR, zamek pełen rycerzy czy kancelaria prawna. Mając znaną bazę, twórcy mogą się pobawić nadbudową. Operują znanymi schematami, ale dzięki temu skupiają się na tym, co naprawdę ciekawe i dające pole do popisu – na intrygach, problemach, relacjach międzyludzkich.

Te spostrzeżenia miały mi pomóc w ustosunkowaniu się do filmu, jaki zobaczyłem już w deszczowej aurze Brukseli. Współautorka tego bloga smaży się w Italii, a ja przyzwyczajam się do aury belgijskiej stolicy, którą – jak to określił jeden z mieszkańców tego miasta, gdy usłyszał moje narzekania na irytująco dżdżystą i zimną pogodę – zwą „The Land of Rain” (czy to ma coś wspólnego z tym?!). Nie popadając w zbędne dygresje, zaznaczmy, że zatęskniłem za wakacjami i słoneczkiem. „Millerowie”, których plakaty widziałem w Krakowie od początku sierpnia wydawali się doskonałą opcją na tak paskudny klimat…

Struktura znana – banda społecznych abnegatów zostaje wsadzona na jeden wózek. Nie za bardzo się lubią, właściwie – nienawidzą, ale wizja zrobienia interesu życia wydaje się być wystarczającym argumentem, by wstrzymać się ze wzajemnymi animozjami i podjąć się trudów współpracy. Z czasem toporna współpraca idzie coraz lepiej, postępuje integracja, aż przychodzi suspens, moment kryzysu i szczęśliwe rozwiązanie.

W te znane nam wszystkim kloci wsadzona zostaje historia Millerów. Dave (Jason Sudeikis) jest drobnym dilerem narkotyków. Popada w poważne problemy finansowe, na szczęście dostaje propozycję nie do odrzucenia. Nie dość, że uratuje życie, to jeszcze zarobi naprawdę kupę kasy. Jedynie co musi zrobić, przemycić z Meksyku (rzecz dzieje się w US) kilka ton kokainy wyborowej jakości. Sprawa jest na wstępnie raczej beznadziejna, na szczęście Dave jest jednostką spostrzegawczą – zauważa, że policja zupełnie inaczej traktuje rodzinki z dziećmi. Wpada na pomysł, do realizacji którego brakuje mu pewnego szczegółu, jakim jest… posiadanie owej rodziny. Dość szybko Dave namawia do współpracy swoją koleżankę striptizerkę (J. Aniston), młodocianą złodziejkę Casey (Emma Robers II, prywatnie bratanica… Julii Roberts) i nieco przytrzymanego Kenny’ego. I już jako „eee… Millers! Yes, We’re the Millers” ruszają w drogę pełną przygód.

Fakt, iż ta paka odszczepieńców musi odgrywać wzorową (czytaj: nudną) typową amerykańską rodzinkę, a jednocześnie uciekać przed pościgiem zabijaków z meksykańskiego kartelu narkotykowego, użerać się po drodze z prawdziwą typową, amerykańską rodzinką i jeszcze zdążyć na czas przywieźć towar jest oczywiście żyznym gruntem pod żarty i żarciki. I to czasem naprawdę mocne, co jest niewątpliwym plusem filmu. Scenarzyści bezczelnie igrają z naszym poczuciem dobrego smaku, bez żenady pokazując na ekranie to, co przed sekundą przemykało w naszych perwersyjnych umysłach antycypujących puenty gagu. Udaje się jednak zrobić to wszystko w taki sposób, aby – oprócz wywołania w nas zażenowania, że należymy ze scenarzystami do tego samego gatunku zwierząt – spowodować, że mimo wszystko śmiejemy się z tych nieraz dramatycznie prymitywnych żarcików (przyznam się – ja padłem, jak głupiutka striptizerka chwaliła się dziarą „Boner Garage” na podbrzuszu ze strzałką wskazującą na dół).

Niektóre z nich nie powalają inwencją, a i przy części zawczasu domyślamy się co nas czeka. Jak bym się bardzo chciał przyczepić, to ponarzekałbym na tę nieco zaskakującą nierówność. Gdyby wszystkie były tak dobre, jak te najlepsze, to film byłby jeszcze lepszy, może nawet bardzo dobry (tracę na stylistyce, ale słowa oddają rzeczywistość;) No i rzecz jasna fabuła ma swoje słabsze momenty, jednak nie bądźmy już tak wybredni. Czego w końcu oczekujemy po komedii wakacyjnej, w której gra Jenifer Aniston? Że będzie aluzja do „Przyjaciół”?

To powiem wam, że jest, a pewnie. Nie ma niespodzianki, ale sposób w jaki została ona przemycona mówi wiele o filmie. Wiemy co będzie, a i tak daje nam radości. Stara historia z zakończeniem mającym -6k6+2exp do „Ataku z zaskoczenia”, ale opowiedziana tak, że i tak bawi.

Za oknem deszcz dźwięczy ze swoją niemiłosierną i beznadziajną uporczywością o okna brukselskich mieszkań, a ściny kin rozbrzmiewają śmiechem wywołanym tańczącą na rurze Jennifer…

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s