DOBRY film: Przed północą

Dziś pierwszy (mam nadzieję, że z wielu) gościnny post na naszym blogu, autorstwa członka  ekipy zaprzyjaźnionej strony poświęconej serialom, pulpozaur.pl. Zachęcamy do zapoznania się z ich działalnością! Dziś zamiast o serialu, Ko J. (złotą gwiazdkę temu, kto rozszyfruje jego pseudonim) napisał o DOBRYM filmie. 

Before Midnight

USA 2013

reż. Richard Linklater, scen. Richard Linklater, Julie Delpy, Ethan Hawke

wyk. Julie Delpy, Ethan Hawke, Athina Rachel Tsangari, Panos Koronis

Trzecie (po „Przed wschodem słońca” (1995) i „Przed zachodem słońca” (2004)) spotkanie z Celine i Jessem jest jak spotkanie z dawno nie widzianymi znajomymi. Niby widać, że to dokładnie ci sami ludzie – rozmowy mają znany już dobrze posmak, słychać nawet te same żarty (to część uroku spotykania ludzi po latach) – ale widać też, że upłynęło sporo czasu: kolejne doświadczenia odcisnęły na bohaterach swoje piętno, trochę ich wzbogaciły, trochę zniszczyły. Tak czy inaczej nie trzeba się obawiać, że będzie nudno, że to powtórka z rozrywki, odgrzewane kotlety i tak dalej.

Spora w tym zasługa fabuły, czy może jej braku: nic się tutaj nie dzieje w filmowym tego słowa znaczeniu. Ot, bohaterowie chodzą i rozmawiają (filmy, w których ludzie spotykają się i rozmawiają, to jeden z moich ulubionych gatunków filmowych – jeśli można to nazwać gatunkiem – a seria „Przed…” mieści się w czołówce moich ulubionych filmów), choć zaznaczyć trzeba, że tym razem chodzenia jest zdecydowanie mniej niż rozmawiania.

A zatem: co się nie zmieniło u tej dwójki od czasu ostatniego spotkania? Na pewno Julie Delpy; zamiłowanie bohaterów do spędzania czasu w pięknych miejscach (tym razem padło na Półwysep Peloponeski); oraz dialogi: żywe, błyskotliwe, cięte, pełne przekomarzanek i wygłupów (zwłaszcza w wykonaniu Jessego, chociaż Celine udająca głupawą lasię nie ustępuje mu pola), przebiegające całe spektrum tematów: od miłości i relacji damsko-męskich, przez sztukę i architekturę (Jesse dzieli się kolejnym pomysłem na książkę!), na polityce skończywszy.

Sporo także uległo zmianie (postaram się nie podawać żadnych szczegółowych informacji o tym, jak wygląda życie bohaterów; ci, którzy znają poprzednie części, wiedzą, jak ważnym elementem serii jest niepewność co do tego, jak potoczyły się losy bohaterów, do momentu zajęcia miejsca przed ekranem). Ethan Hawke dorobił się fryzury dużo korzystniejszej niż w „Przed zachodem słońca”. A cała historia stała się o wiele smutniejsza. Pierwsza część wydawała się wyjęta prosto z bajki: ona i on spotykają się w pociągu, wysiadają w nieznanym mieście – i w ciągu kilku spędzonych razem godzin zakochują się w sobie. Częśc druga posiadała jeszcze sporo tego nastroju, choć jednocześnie konfrontowała bohaterów z ich frustracjami i skomplikowanymi życiowymi wyborami. W „Przed północą” czar nieomal pryska – zostaje tylko smutna (?) rzeczywistość. Czterdziestoletni Celine i Jesse są zmęczeni, a pytanie, czy magię młodości da się jeszcze odzyskać, czy może być tak, jak dawniej, przewija się cały czas w tle, aż do finału, boleśnie intymnego i boleśnie szczerego – widz powinien przygotować się na dużo emocjonalnego boksowania po nerkach i, jak to w tej serii bywa, otwarte zakończenie, które przyniesie niewiele ulgi.

Na zakończenie czuję się w obowiązku rozwinąć nieco werdykt wydany już w tytule notki. „Przed północą” to film zdecydowanie dobry – upływ czasu uczynił bohaterów nie mniej fascynującymi, za to dużo prawdziwszymi i bardziej skomplikowanymi – ale gorszy niż poprzednie dwie części, głównie za sprawą zakończenia. Mam przeogromną nadzieję, że to nie ostatni raz, kiedy spotykamy Celine i Jessego, zostawiamy bowiem bohaterów w momencie, kiedy są wystarczająco mądrzy, by wyartykułować swoje problemy, ale niewystarczająco mądrzy, by je rozwiązać.

Ko J.

pulp_header

3 thoughts on “DOBRY film: Przed północą

  1. Ja też zaliczam film do dobrych, ale jednak denerwuje mnie niemożliwie to zakończenie – niby jest pozytywne, ale tak naprawdę nie posuwa niczego do przodu, bohaterowie nie rozwiązują żadnych problemów, jutro rano wstaną i nic w ich życiu się nie zmieni. I to sprawia, że dobry film przestaje być taki dobry.

    • Ja jeszcze muszę się na to wybrać (wybieram się już od dwóch tygodni…), ale się wypowiem:P Zwykle lubię otwarte zakończenia, czasem są najlepszym wyjściem (np. w Siostra twojej siostry), czasem są za mało otwarte (świetny mimo wszystko „Safety not guaranteed”), a czasem są pójściem na łatwiznę. We właściwym filmie, we właściwym momencie, są kolejnym argumentem za „dobrocią” filmu (tak było w poprzednich częściach cyklu), ale rzeczywiście niewłaściwe otwarte zakończenie może irytować i „zeźlić” (nawet częściowo) całość.

  2. Pingback: DOBRY film o kosmosie: Interstellar | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s