Dobry Film: Imagine

imagine

„Imagine”

Francja, Polska, Portugalia, Wielka Brytania, 2013

reż.  Andrzej Jakimowski

wyk. Edward Hogg, Alexandra Maria Lara

„Imagine it. Then you’ll see it”

IanStod

Cholera, chyba się starzeję. Stałem jak głupi przed wejściem do kina i gapiłem się na repertuar. Był piękny wiosenny wieczór (tak, mieliśmy takie tego roku), kończyłem jeść lody bakaliowe od Sycylijczyka i czekałem na jakiś znak od niebios, bo nijak nie potrafiłem podjąć decyzji na co iść. Byłem sam, tak że nawet nie mogłem na nikogo zcedować odpowiedzialności za podjęcie decyzji. Do wyboru był film o zakochanych niewidomych alboszwedzkich lesbijkach w ramach festiwalu „O miłości między innymi”. I – naprawdę, chyba się starzeję – ku swojemu zaskoczeniu poszedłem na… zakochanych niewidomych.

Reżyser „Imagine” znany jest nam ze „Sztuczek”. Dobry i ładny film, ale go nie widziałem. (Tak, nie wstydzę się tego, chcecie normalne recenzje filmowe kupcie se „Film”, tutaj mamy inne atrakcje i nie mniej erudycyjne wywody, choć mniej piszemy o posthumanizmie, antropologii strukturalnej i egzystencjonalizmie). Urzekł mnie jednak plakat do tego filmu.

Plakat_B1_Imagine

On, Ona i błękit nieba. I taki jest ten film. Kamera koncentruje się przede wszystkim na naszych bohaterach. Przestrzeń pokazana jest w absolutnie minimalny i konieczny do zrozumienia filmu sposób. Kiedy bohaterowie dyskutują o tym co się dookoła dzieje, nie jesteśmy postawieni jako widzowie w roli cwaniackich wszechwiedzących, którzy widzą i mogą natychmiast rozsądzić spór o to, czy ulicą idzie kobieta czy mężczyzna, albo czy z kawiarni widać ogromny statek stojący w porcie. Fakt, niekiedy wiemy ciut więcej, ale jednak udało się reżyserowi osiągnąć niezwykle trudny do osiągnięcia kompromis między oddaniem rzeczywistości, w jakiej żyją nasi bohaterowie, a komfortem oglądania filmu. Choć są oczywiście i tak radosne filmy jak „Liban” z 2009 r., gdzie przez cały czas siedziemy w czołgu i widzimy tyle co te izraelskie Gustliki.

Fajnie było się przejść na „Imagine” po „Stokerze„. Oba dzieła bazują w dużej mierze na doznaniach słuchowych. O ile jednak w thrillerze Park Chan-wooka dźwięk budował napięcie, tak u Jakimowskiego pełni zupełnie inną rolę – wprowadza nas właśnie w ten niedostępny widzącym świat osób niewidomych. Jest to absolutnie fantastyczne dla oglądającego doświadczenie, gdy ma naprawdę to głębokie poczucie jedności między światem widzianym i słyszanym.

Żeby było jasne – nie jest to jedynie film o walce ze swoją ułomnością. Cała fabuła i sposób obrazowania jest podporządkowany właśnie tej perspektywie, ale jest to historia o wiele bardziej ogólna, uniwersalna. Mamy miłość i pytanie o to, na ile można pobajerować (czytaj – pooszukiwać) kobietę, by ją zdobyć. Mamy relację uczeń-mistrz i kwestię zaufania, budowania autorytetu, odpowiedzialności za wykształcenie i rozwój podopiecznego. Wątków w  „Imagine” jest trochę, wszystkie są zbalansowane, sensownie poukładane i logicznie z siebie wypływają. Mamy intrygę i zagwozdkę niemal do końca filmu, czy stosujący nowatorskie metody nauczyciel niewidomych Ian (Edward Hogg) jest naprawdę tak dobry, jak się wydaje, czy jedynie zaczarowuje rzeczywistość, żeby tchnąć w młodych podopiecznych wiarę w swoje możliwości. No i wątek miłosny… Ale to już zapraszam do kin.

DOBRY film. Szczególnie na tę paskudną pogodę. Akcja toczy się w końcu w słonecznej Portugalii, świeci słońce, zero deszczu, czyli tak, jak będzie będzie u nas w całym kraju (z wyjątkiem morza) już za parę dni.

Słoń

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s