Dobry Film: Reality

Reality

Kwintesencja filmu. Jeśli ten kadr jeszcze was nie zachęcił do pójścia na film to musicie czytać dalej…

Reality

Włochy 2012

reż. Matteo Garrone

wyk. Aniello Arena, Loredana Simioli

„- Never give up!

– A co to ku*wa znaczy?!”

Nowy film Matteo Garrone, autora słynnej „Gomorry”, porażającego filmu o włoskiej mafii, gdzie jednie dzięki temu, że aktorzy mówią po włosku kojarzymy, że akcja toczy się we Włoszech, a nie w Albanii! Pamiętacie ten czerwony plakat z idącym młodzieńcem z pistoletem w ręku? W 2008 r. „Gomorra” była nominowana do Złotej Palmy w Cannes (przegrała z „Klasą” Cantenta), zgarnęła Grand Prix festiwalu i rozniosła w drobny mak konkurencję na gali Europejskiej Nagrody Filmowej w Kopenhadze. Mi się bardzo podobało, chociaż jest to ciężkie, brudne i realistyczne kino, które nie wszystkim przypadło do gustu. Z tym większą ciekawością poszedłem na „Reality”.

I nie zawiodłem się. Tym razem Garrone podaje nam gorzki komediodramat, trochę spuszcza z tonu, dzięki czemu są momenty kiedy naprawdę można się pośmiać. Rany, Włosi to trochę tacy Polacy, tylko mieli 45 lat mniej komuny co my! Rozbrajają sceny z dewotkami-złodziejkami, naradami rodzinnymi czy te, ukazujące zderzenie tradycyjnego społeczeństwa z agresywnym, zachodnim konsumpcjonizmem i pogonią za sławą. Ofiarą tej ostatniej staje się nasz główny bohater – Luciano, sprzedawca ryb z Neapolu.

Luciano ma właściwie wszystko, czego potrzeba do szczęścia – atrakcyjną i mądrą żonę, kochane dzieci, fajnych*(tak, przypis, magisterkę piszę, musicie wybaczyć, ale warto!) przyjaciół. No, z kasą mogłoby być lepiej, oprócz handlem owocami morza zajmuje się zatem wypożyczaniem na lewo robotów kuchennych, które żona sprzedaje na co dzień w hipermarketach. Żeby było jasne, biznes ma charakter rodzinny. W swojej grupie znajomych Luciano znany jest jako trefniś-komediant, dusza towarzystwa, która zawsze na większych imprezach rodzinnych przebiera się i odgrywa jakieś mniej lub bardziej śmieszne role. Film z resztą zaczyna się od wesela, na którym Luciano paraduje przebrany za drag-queena.

I to jest ten moment.

Właśnie na tym weselu pojawia się nieoczekiwany gość, jeden z uczestników ostatniej edycji włoskiego Big Brothera – Grande Fratello – celebryta Enzo. Jego przybycie wywołuje ekstazę uzależnionych od telewizji Włochów, ma się wrażenie, jakby Justin Bieber wpadł na światowy zlot szesnastolatek. Wszyscy są podekscytowani, jednak widać, że Luciano nie może dojść do siebie. Coś w nim pęka. Zdaje sobie sprawę, że w sumie jest krok od osiągnięcia sławy. W końcu w domu Wielkiego Brata może się znaleźć praktycznie każdy. Luciano trochę rzutem na taśmę dostaje się na casting w Neapolu, a zaraz potem zostaje zaproszony do Rzymu, do kolejnego etapu eliminacji.

To jak mu poszło w stolicy wiemy jedynie z jego relacji. „Zmiażdżyłem ich, gadali ze mną prawie godzinę, a z pozostałymi co najwyżej kwadrans!” – chwali się rodzinie (żonie, ciotce, matce, drugiej ciotce i komu tam jeszcze). Wyczuwamy jednak, że Luciano trochę za dużo sobie wyobraził i chyba w stolicy nie wzbudził takiego entuzjazmu jak mu się wydaje. Tymczasem jest przekonany, że wszystko poszło w porządku, więc pozostaje jedynie czekać na telefon…

Luciano jest pewien, że drzwi domu Wielkiego Brata stoją otworem, więc już upewnia się, czy w lokalnym barze powstanie jego fanklub. Fascynacja powoli staje się paranoją. Luciano jest pewny, że na każdym kroku jest obserwowany przez producentów programu, co prowadzi do paru radosnych – ale niekoniecznie dla rodziny – sytuacji. Ciężko mówić o happy endzie w tym filmie, jednak nie wierzę, że nie uśmiechniecie się pod nosem przy końcu. Wątek religijny jest doskonale rozegrany.

No oczywiście pozostaje pytanie, na ile jest sens robić film o reality-show, które było modne parę lat temu. Przynajmniej u nas. Cóż, wydaje mi się, że trzeba wziąż poprawkę na fakt, że film toczy się we włoskiej rzeczywistości, gdzie telewizor jest ważnym elementem życia i polityki. Podobno popularność Berlusconiego wynikała w dużej mierze z popularności soft-pornograficznych programów rozrywkowych w jego kanale telewizyjnym. Choć w Polsce ostatnia – piąta – edycja odbyła się w 2008 r., to Włosi przecież szykują już trzynastą odsłonę  „Grande Fratello” w przyszłym roku! (Polska wikipedia podaje, że jedenastą, ale chyba wierzę Włochom).

Nie wiem, na ile ten film należy czytać wąsko, jako o graniczącej z szaleństwem obsesji, by stać się sławnym i bogatym, a na ile szerzej. Jako opowiastkę o marzeniu, które w pewnym momencie staje się balastem, psychicznie nas wykończa, bo owładnięci wizją spełnienia i życiowego sukcesu nie dostrzegamy innych dróg, popadając w fiksację i szaleństwo.

„Reality” pewnie nie powtórzy sukcesu „Gomorry” i – mam takie wrażenie – że reżyser zdaje sobie z tego sprawę. Stworzył DOBRY film, zgrabnie prezentując wiarygodną historyjką, która jeśli nie skłoni nas do większej refleksji, to przynajmniej zapewni nam miłą rozrywkę.

Słoń

* – przypis. „Fajny” pochodzi od niemieckiego słowa „fein” – dobry, subtelny, wykwintny, wyśmienity. Nie przyjmuję argumentów, że jest to słowo, które nic nie oznacza, jest kalką, germanizmem, czy Bóg wie czym. Oznacza tyle, co DOBRY.

Ale chyba nie mam zamiaru użyć słowa „fajny” w mojej magisterce…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s