Weekend z królem: no, cóż… jednak DOBRY film

„Hyde Park on Hudson”

Wielka Brytania 2012

reż. Roger Michell

Bill Murray, Laura Linney, Olivia Williams

Byliśmy na tym filmie tydzień temu. Żadne z nas w sumie nie chciało napisać tej recenzji. Nie dlatego, że ten film jest jakoś tragicznie zły — wtedy zapewne bilibyśmy się o możliwość rozkosznego wyrzekania i wytykania podstawowych błędów. Nasz problem (a zarazem główny problem tego filmu)polega na tym,  że  „Weekend z królem*” jest dość nierówny. Można tu znaleźć sceny bardzo dobre, jak i takie, podczas oglądania których ogarnia człowieka zwątpienie. Denerwujące voice-overy tłumaczy to, że jest to ekranizacja słuchowiska radiowego zrobionego na podstawie pamiętników Margaret Suckley (znanej rodzinie jako Daisy — w tej roli Laura Linney), kuzynki**, przyjaciółki i, według niektórych, kochanki prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta.

Który jest który?

Choć rzecz się dzieje w Ameryce, film ten wpisuje się w szablon „bezpiecznych” brytyjskich filmów przeznaczonych na eksport, czyli filmów kostiumowych (choć nie jest to wiktoriańska ani edwardiańska Anglia, tylko lato 1945 roku). Nostalgiczna, eskapistyczna atmosfera, posiadłość wiejska, biblioteka, garden party (z najbardziej dramatyczną sceną jedzenia hot-dogów w historii światowego kina), stroje z epoki, prezydenta USA odwiedza król Wielkiej Brytanii z małżonką, czyli kolejna okazja do zderzenia obyczajów ze Starego i Nowego Świata. Jednak nad tą sielanką wisi widmo zbliżającej się wojny (oglądając na tyłach świadomości może gorzko pobrzmiewać też jedna piosenka Kaczmarskiego). Jako że film zrobiono „na eksport”, zwłaszcza do Stanów, trochę do zbudzenia przypomina się widzowi okoliczności historyczne (FDR ma polio i jest bawidamkiem mieszkającym z mamusią, król Jerzy się jąka, a wstąpił na tron po abdykacji braciszka, Eleonor też romansuje na boku i to nie tylko z mężczyznami, królowa matka jest trochę straszna, Hitler zagraża Europie, Amerykanie nie chcą się angażować, etc, etc). Para królewska bardziej przypomina karykatury z czasów wojny o Niepodległość wiszące w ich pokoju, dopiero Murray-Roosevelt musi ich troszkę rozruszać.

No właśnie. Główną zaletą tego filmu, niestety trochę za mało rozwiniętą, jest wątek spotkania człowieka sparaliżowanego od pasa dół przez polio z jąkałą, gdzie akurat tak się składa, że ten pierwszy to prezydent nowej potęgi, a ten drugi to monarcha powoli umierającego imperium. Ten wątek, w połączeniu ze świetną obsadą — poza Murrayem uwagi godna jest Olivia Williams ***, angielka grająca nieprzepadającą za anglikami pierwszą damę — ratuje ten film przed etykietką „Zły” , choć werdykt, jak już wspomniałam, nie był łatwy. Ale cóż… nie miejmy żalu do Murraya.

Rybka

*Polski tytuł przywołuje inny przeinaczony, ale związany z tym filmem tytuł: „Jak zostać królem” („King’s Speech”).

** Franklin Delano lubił swoje kuzynki. Jego żona –czaderska Eleanor– też była z nim spokrewniona. Poczytajcie conieco o Roosveltowej, bardzo ciekawa postać.

***Williams, znana polskim widzom głównie jako żona Brosnana z „Autora Widmo” Polańskiego,  grała już z Murrayem w wspomnianym przeze mnie już chyba wielokrotnie filmie „Rushmore” Andersona.

Hej, czy myśmy się już kiedyś nie spotkali?

One thought on “Weekend z królem: no, cóż… jednak DOBRY film

  1. Pingback: Oj, jaki DOBRY film! Rushmore. | Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s