ZŁY film: Bejbi Blues

„Bejbi Blues”

Polska, 2012

reż. Katarzyna Rosłaniec

Magda Berus, Nikodem Rozbicki

Przyznaję się – nie poszedłem na ten film z własnej woli. Kolega bardzo chciał się wybrać, uległem namowom, byłem świadomy tego, co robię. Od razu mówię – nie oglądałem „Galerianek”. Zaufałem recenzentom i hejterom, którzy zarzucali filmowi sztuczość, moralizatorstwo i inne tego typu niezbyt pochlebne atrybuty.

Dlatego też na najnowszy film Rosłaniec poszedłem bez większych oczekiwań. Miałem tylko nadzieję, że nie będzie trzeba wyjść z kina przed końcem senansu, a kicha nie będzie tak przytłaczająca, żebym żałował tych paru złotych. Pewnie dlatego nie mam zamiaru wylewać na ten film kubła pomyj. Dostałem to, czego oczekiwałem i nie mam prawa narzekać. Bezładną i nie trzymającą się kupy historyjkę, z upchanymi na siłę przekleństwami, irracjonalnymi zachowaniami i decyzjami bohaterów, działających w jakiejś surrealistycznej rzeczywistości. W kinie wytrzymałem, zwrotu nie chciałem. Frustracja rodzi się z oczekiwań.

bb

Jedną rzecz chcę tylko poruszyć – surrealizm. Akcja toczy się w oczoboląco, kolorowej rzeczywistości Warszawy. Dom bohaterki upstrzony jest hipsterską pstrokacizną, ubrania ociekają wyrazistymi barwami, sklepy z ubraniami na Pradze, czy gdzie tam się akcja toczy, istnieją tylko w wyobraźni reżyserki, o mega party w dawnym kościele już nie wspomnę. I chyba nawet nie mam problemu z tym, że ta filmowa sceneria jest tak inna od tej, którą kojarzymy. Problem tkwi z jednej strony w koncepcie – ten pomysł stworzenia odrealnionej hipsterlandii dałoby się przełknąć i może wnosłoby to coś do filmu, gdyby był konsekwentenie zrealizowany. Mam bowiem wrażenie, że reżyserka trochę nie wiedziała, czy chce zrobić realistyczną historyjkę o dramacie młodej matki, czy też uniwersalną, moralizującą opowiastkę osadzoną w bliżej nieokreślonym miejscu. I miota się film się między absurdem przestrzeni, a realizmem dramatu. Połączenie – katastrofalne.

Druga rzecz to realizacja. Aktrstwo. Już na wstępie dostajemy info, że połowa głównych bohaterów to debiutanci i amatorzy. Jakbyśmy od początku nie mieli za dużo oczekiwać. Po co taka informacja? „Hej, to są amatorzy, więcej wyrozumiałości, oraj?” Nie. Katie Jarvis, zwerbowana do „Fishtank” Andrei Arnold na dworcu, gdzie producenci filmu dostrzegli ją kłócącą się ze swoim chłopakiem, zagrała doskonale i nikt nie potrzebował nikogo informować, że jest amatorką. Zabieg absolutnie niezrozumiały. Mam jednak kłopot z Berus, która zagrała główną rolę. Jestem gotów dać jej jeszcze szansę, ale nie jest to jednak rewelacyjna Ola Frycz.

Dialogi. Katastrofa. Nie ukrywam – młodzież posługuje się bardzo specyficznym językiem i trzeba niezwykłej intuicji lingwistycznej, by dobrze go oddać. Nie wystarczy wstawić dużo przekleństw i neologizmów. Zdaję sobie sprawę, że jest to zadanie wymagające mega pracy i wysiłku, no ale nikt nie każe kręcić filmów!

Kończąc, bo miałem nie wylewać pomyj, a trochę mi nie wyszło – żal mi jednak Rosłaniec. Reżyserka porusza ciekawe tematy, ma ten zmysł obserwatora, tylko dramatycznie brakuje warsztatu i pomysłu na realizację filmu. Gdyby historię „Bejbi Blues” opowiedzieć prostszymi środkami, nie kombinować na siłę, może byłoby lepiej. Ale za Wolterem pamiętajmy – lepsze jest wrogiem dobrego.

Słoń

One thought on “ZŁY film: Bejbi Blues

  1. Pingback: Dobry Film, Zły Film

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s