Dobry film o nienawiści: Czarne bractwo. BlacKkKlansman

“Słowa nie kamienie” — mawiają radykalni zwolennicy wolności słowa. Mowa nienawiści jest przestępstwem, ale granica między swobodą wyrażania opinii, a przemocą bywa niebezpiecznie cienka. Ostatni film Spike’a Lee dobitnie o tym traktuje. Choć “Czarne bractwo: BlacKkKlansman”  toczy się w latach 70. i to daleko stąd to i nad Wisłą jest mocnym głosem w dyskusji o rasizmie i nienawiści do innych. Dobry film, na dziwne czasy.

Czytaj dalej

Dobry film: Mój piękny syn

“Mój piękny syn” to prosty, acz chwytający za serce i ładnie zrobiony dramat rodzinny.  Ukazuje dramatyczną walkę ojca o odzyskanie dziecka, ale i brutalnie uświadamia, że w takiej sytuacji nic nie jest łatwe… Mocne, ale nie łzawe, a przede wszystkim dobre kino.

Czytaj dalej

Dobry film, acz…: Narodziny Gwiazdy

“Bohemian Rhapsody”, choć nie było dziełem wybitnym, to muzycznie pozamiatało do końca sezonu. Tymczasem od dawna wiadomo było, że zaraz na ekrany wejdzie reżyserski debiut Bradleya Coopera, z Lady Gagą w roli głównej. Porównywanie obu filmów jest bluźnierstwem, acz mówimy od razu — nawet jeśli uważacie, że muzyka skończyła się 24 listopada 1991 r., to warto wybrać się na “Narodziny Gwiazdy”.

Czytaj dalej

W duńskim kinie dobry film: Wdowy

Na Jutlandii nie ma zbyt dużego wyboru, jeśli chodzi o kino. Pomimo zatrważającej ceny, odległości, jaką trzeba było pokonać, oraz motywu szkalującego dobre imię naszych rodaków za granicą, nowy film Steve McQueena — dla którego w niedzielę wieczorem nie było alternatywy — jest DOBRY. Choć spodziewałem się trochę czegoś innego, zobaczyłem dobre połączenie heist-movie, z problematyką znaną ze “Zniewolonego”. Bo choć akcje obu filmów dzieli ponad 100 lat, to z przerażeniem odkrywamy, że Ameryka dalej ma problem…

Czytaj dalej

Dobry film: Bohemian Rhapsody

Pierwsze spotkanie Współautora z muzykę frontmana Queen nastąpiło w mroku wczesnej postkomuny. Skonfundowany rodzic długo nie wiedział, czemu jego pierworodny pod nosem mruczy “dzień doberek, dzień doberek”, dopóki w MTV nie poleciało “Living on My Own” Freddiego Mercurego. Kreatywnie, acz źle zrozumiana wokaliza — kopiuję z tekstu piosenki — “Dee do dee do day” była rodzinnym preludium serii “misheard lyrics”, a niedawny seans “Bohemian Rhapsody” miłym powrotem do najdawniejszych wspomnień. Bo to DOBRY film. Nie tylko dla fanów Queen. Zaraz, zaraz — są w ogóle tacy, którzy nie lubią tego zespołu?!

Czytaj dalej