Socjalistyczny Zombie Mord czyli czeski wieczorek filmowy. Cz. I:”King Fury” i indyjska horror-komedia o zombie

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Za: wtfbabe-files-wordpress-com

Kiedy spotkałem V. okazało się, że na tej planecie jest więcej osób, które widziały takie zwyrodnialcze cuda kinematografii  jak japońską wersję człowieka z żelaza, czyli cyberpunkowy odlot „Tetsuo” z 1988 r. z jedną z najdziwniejszych scen seksu w historii kina (w końcu nieczęsto penis protagonisty zamienia się w dłuto wiertnicze), czy najkrwawszy film w historii kina, jakim jest  „Martwica Mózgu” Petera Jacksona (OK, to drugie jest bardziej mainstreamowe niż mi się wydawało;). Zorganizowanie wieczorku filmowego było kwestią czasu…

Czytaj dalej

Znowu oceniamy filmy po zwiastunie, czyli Współautorka wróży co nas czeka w 2016

2A8E891900000578-0-image-m-9_1436974125435

Nowy Rok! Po co myśleć o dość DOBRYM roku poprzednim, skoro czekają nas nowe filmy (nawet, jeśli z 2015). Jak co roku oceniamy co nas czeka w przyszłym roku po zwiastunach (lub nawet samych tytułach!). 

Styczeń:

Joy (8.01)

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=SN4MLMHET7w&w=560&h=315]

reż. i scen. David O Russel

wyk. Jennifer Lawrence, Bradley Cooper, Robert de Niro

O czym? [opis z Filmwebu]: Joy Mangano jest samotną matką z Long Island, która wynajduje mopa i staje się milionerką.

Werdykt: DOBRY

Dlaczego: Widzieliśmy już dwa filmy tego reżysera z praktycznie tą samą obsadą, Poradnik poztywnego myślenia, który był w sumie DOBRY oraz American Hustle, który Współautorowi się bardzo podobał, a mnie trochę znudził. Biedny de Niro zasługuje ostatnio na zagranie w DOBRYM filmie, tak samo jak nieszczęsny Cooper. Podejrzewam, że będzie to ciut pretensjonalny, lecz w sumie DOBRY film, idealny na zimowe wygrzewanie się w kinie.

Luty:

Brooklyn (19.02)

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=15syDwC000k&w=560&h=315]

reż. John Crowley, scen. Nick Hornby (powieść: Colm Tóibín)

wyk. Saoirse Ronan, Domhnall Gleeson, Emory Cohen

O czym? Lata pięćdziesiąte dwudziestego wieku. Eilis Lacey, młoda Irlandka, musi wybrać pomiędzy życiem w rodzinnej wiosce a życiem „na Brooklynie”. Ale tak naprawdę, to nie ma żadnego wyboru.

Werdykt: ZŁA adaptacja DOBREJ książki.

Dlaczego: Książka jest DOBRA, acz przygnębiająca, jak cholera. Jest to powieść o tęsknocie, smutku i braku kontroli nad własnym losem: Eilis tak naprawdę nie ma wyboru, o wszystkim w jej życiu decydują inni. Jak w końcu musi podjąć jakąś decyzje, to stoi przed dwoma równie trudnymi i tragicznymi w skutkach konsekwencjami decyzji, które podjęli inni. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak można dobrze zekranizować powieść, której siła i „dobroć” polega na życiu wewnętrznym bohaterki. Film wygląda, jak ckliwy melodramat nostalgizujący lata pięćdziesiąte, idealizujący „trójkąt” miłosny, „wybór” między dwoma burakami, który w książce stanowi wątek bardzo poboczny.

Czytaj dalej

Dobry nowozelandzki dokument o wampirach: Co robimy w ukryciu?

Za: thefilmstage.com

Za: thefilmstage.com

Dokument, jak dokument: kamera bacznie obserwuje dynamikę relacji wewnętrz pewnej grupy odszczepieńców, żyjących w jednym domu, gdzieś w Wellington. Chłopcy znają się długo, stanowią — pomimo sporej różnicy wieku — zgraną pakę. Jednak wiadomo, jak to w zgranej pace współlokatorów: raz po raz ktoś zrobi jakąś głupotę, nie pozmywa naczyń, ma swój zły dzień. Osią fabularną jest oczekiwanie na najważniejszą dla społeczności imprezę roku, jednak po drodze szeregi ich towarzystwa wzbogaci nowy członek, który wprowadzi trochę zamieszania. Wszystko byłoby normalnym dokumentem, gdyby nasi bohaterowie nie byli… wampirami. I gdyby był to prawdziwy dokument. (Ale jedno wynika z drugiego, nie?)

Czytaj dalej

DOBRY Film: Niebiańskie Żony Łąkowych Maryjczyków

nbzl

Nebesnye zheny lugovykh mari

Rosja, 2012

reż i sc. Alexey Fedorchenko

wyk. Yuliya Aug, Yana Esipovich (i 24 inne kobiety)

Ciąg dalszy wspominek festiwalowych. Nie wiem, czy będzie okazja zobaczyć ten film w polskim kinie, jednak muszę o nim napisać i tyle.

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem tak przejmujący, wywołujący tyle skrajnie różnych emocji film.  Na festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty utarło się przekonanie, że lepiej unikać filmów konkursowych. Często są one naprawdę nowohoryzontowe,dlatego zdarzają się wyjątkowo oryginale produkty filmopodobne, mocno eksperymentalne, nie stroniące od pornografii i odpychającej przemocy.Tym razem jednak zaryzykowałem. Nie ukrywam, dałem się skusić intrygującemu tytułowi i faktowi, że film powstał w Rosji, a jego reżyserem jest facet, który ma na swoim koncie produkcję pt: „Pierwsi na księżycu” (mockument o tym, że to Ruscy jako pierwsi wylądowali na księżycu). Długo nie mogłem zapamiętać nazwy tego dzieła, dlatego teraz, celem utrwalenia przeanalizuję poszczególne elementy składowe tytułu (choć w odwrotnej kolejności!), co przy okazji nada tej recenzji znamion oryginalności.

Łąkowi Maryjczycy –  pod tą intrygującą nazwą kryje się jedna z grup etnicznych zamieszkujących terytorium Federacji Rosyjskiej. Choć ten ugrofiński lud rozproszony jest właściwie po całym kraju, najwięcej ci ich – bo prawie połowa całej populacji – w autonomicznej (oczywiście tylko z nazwy) republice Mari El, zagubionej gdzieś nad Wołgą. Według cenzusu sprzed dziesięciu lat, jako Maryjczyk określało się ok. 600 tys. ludzi, przy czym część określała się dodatkowo jako Górny bądź Zachodni Maryjczyk. Oprócz tego istnieje trzecia, zamieszkująca lewy brzeg Wołgi ekipa, czyli tytułowi Łąkowi Maryjczycy. Maryjczycy mają swój język, należący do grupy ugrofińskiej, oraz specyficzną religią, będącą mieszanką prawosławia, szamanizmu i pogaństwa.

Film nie jest dokumentem, choć wzięło w nim udział – obok profesjonalnych aktorek – trochę autentycznych Maryjczyków. Co ciekawe, ekipa filmowa musiała zorganizować kursy językowe dla aktorów, nawet lokalsów, ponieważ znajomość języka wcale nie była tak duża, jak się po oglądnięciu filmu wydaje!

Żony – film jest o kobietach. Konkretnie dwudziestu sześciu paniach w różnym wieku. Najmłodsza z nich ma z 8 lat, najstarsza jest już w sile wieku. Łączy je to, że należą do wspomnianej w powyższym akapicie grupy etnicznej. A – i jeszcze jedno: każda z nich ma imię zaczynające się na „O”. Czemu? Na festiwalu była okazja spytać o to samego reżysera i jeśli mu wierzyć, to nie należy się tutaj doszukiwać żanych aluzji. Po prostu są to dźwięczne słowa, które w języku maryjskim nieraz mają bardzo ładne znaczenie.

Lasek jest 26, każda ma swoją historię. Krótszą lub dłuższą, ale wszystkie są urzekające. Jedne są niczym z życia wzięte. Ot taka scenka: młódka wyjmuje z koszyka grzyby. Każdemu się przygląda, czyści i odkłada na bok. Kiedy spogląda na jednego z porządniejszego rozmiarem borowika, podnosi go do góry i mówi do siebie: „O! Mój mąż ma być właśnie taki!” Ileż tu prostoty, piękna, doskonałości, a zarazem (choć może za bardzo mi pracuje fantazja faceta^^) subtelnie przemyconego erotyzmu. To tylko jeden niewinny przykład. W opowieściach Maryjek przejawiają się wszyskie problemy życia: niewierny mąż, pierwsza miłość, zdrada, śmierć, choroba, niechciani adoratorzy, konieczność opuszczenia rodzinnego domu – no, ciężko wymieniać wszystko.

Nie ma tematów tabu, bo przecież wszystko to jest oczywiste i naturalne. Tak jak w opowiastce dziewczyny, która musi za pomocą wielkiej trąby urbi et orbi ogłosić, że dostała pierwszej menstruacji. Zirytowana tym narzucanym tradycją ekshibicjonizmem pyta ciotki, po kiego grzyba każdy musi się dowiedzieć, co dzieje się z jej ciałem. Starsza kobieta odpowiada, że fakt zostania kobietą jest przecież czymś zarówno naturalnym, jak i budzącym wielką radość i dumę. Dlatego potrzeba się tym podzielić z całym światem. Proste i logiczne, prawda?

Pół biedy, jak ci faceta podrywa inny homo-sapiens...

Pół biedy, jak ci faceta podrywa inny homo-sapiens…

Niebiańskie – jak Maryjczycy są Łąkowi, tak ich kobiety – Niebiańskie. Niebiańskie, bo piękne, zaradne, kochające/kochane i cieszące się szykującym nieraz paskudne niespodzianki życiem. Ich historie są zarówno straszne jak i śmieszne, przesycone erotyką i codziennymi problemami. Choć w ich życiu tradycja i religia odgrywa wielką rolę, to nasze bohaterki są osobowościami, świadomymi swojej kobiecości i indywidualności. Po prostu – niebiańskie. Ale przez pierwszą część tutułu należy rozumieć również element transcendentalny, duchowy – niebo. Rzeczywistość miesza się z magią, a wiara w równoległy, niepoznawalny racjonalnie, ale mający ogromny wpływ na życie świat duchów jest czymś oczywistym. Ludowe wierzenia nie są jedynie bajkami i próbami zrozumienia świata przez odizolowany od globalizacji lud zagubiony na rosyjskich przestworach łąk, ale faktycznie działającymi receptami i formami rozwiązania problemów. Warto podkreślić, że film powstał na podstawie książki, w której zebrano te wszystkie opowieści. Świadomie unikam jednak słowa podania, bo każdy kto czytał reportaże z Rosji wie, że w tym kraju gdzie jest więcej wróżek i szamanów niż lekarzy, poważni ludzie ręczą słowem za naprawdę niesłychane historie…

I tutaj się zaczyna jazda bez trzymanki…

„Niebiańskie żony…” to iście wybuchowa mieszanka erotyzmu i magii; skąpana w kolorach, muzyce, a w dodatku opowiedziana dźwięcznym językiem maryjczyków. Obrazy rosyjskiej prowincji – bujne lasy, spowite śniegiem przestrzenie, głaskane wiatrem pola – są wręcz baśniowe, nierealne, choć jednak realistyczne. Obyczajowe historie dotyczą nie tylko ludzi, na scenę wkraczają leśne dziadki, szamanki, nieumarli i inne cuda, które jednak wydają się czymś naturalnym i zrozumiałym. Choć nie zawsze sympatycznym.

Film zahacza miejscami o komedię, czasem o porno-horror (zobaczycie scenę z kisielem na świetlicy, to zrozumiecie o co chodzi), dramat obyczajowy i egzystencjalny realizm. Choć jest to przede wszystkim hołd dla niezmąconego politycznymi i społecznymi zawieruchami życia Maryjczyków (co nie jest do końca prawdą), to bohaterami są właśnie kobiety – ładne, sprytne i ogarnięte. Przez piękny dobór środków artystycznych, wizualną fantazję i doskonałą harmonię między tym co prawdziwe a tym, co schowane w lesie czy w polu, udało się stworzyć cudowną, chyba uniwersalną historię o płci, wcale nie słabszej, ale przede wszystkim pięknej.

Ostatnia scena, kiedy każda bohaterka uśmiechając się mówi do kamery swoje imię, wywołuje w nas wzruszenie, ale i zachwyt. Ręce same składają się do braw, pamięć szuka chusteczek higienicznych, którymi można otrzeć łzy wzruszenia, a uczestnik festiwalu dziękuje za film, o którym ze spokojnym sumieniem może powiedzieć, że pomimo nowohoryzontowości, jest DOBRY.

Nieziemsko DOBRY.