DOBRY film: Przyjaźń czy kochanie?

love-and-friendship-sevigny-beckinsale

Rzadko nadarza mi się okazja, by zobaczyć adaptację ulubionej książki. Bzdura. Skreślić. Kiedy uwielbia się książki Jane Austen, okazja nadarza się często. Jednak rzadko ma się możliwość, by obejrzeć adaptację jej nieadaptowanego dzieła –  sześć dokończonych powieści  autorki zostało sfilmowanych na wszelkie możliwe sposoby. Teraz na szczęście Amerykanin Whit Stillman zabrał się za napisaną przez dziewiętnastoletnią autorkę powiastkę epistolarną, Lady Susan i z jakiegoś powodu postanowił dać jej tytuł innego spośród jej juweniliów. Dzięki temu teraz historia kina wzbogaciła się o jedną z najrozkoszniej paskudnych bohaterek literatury angielskiej, zamieszkującą dotychczas wyłącznie jedno z cudownie najzłośliwszych dzieł Austen. Lady Susan to takie Niebiezpieczne Związki, tyle że napisane przez błyskotliwie złośliwą nastoletnią Jane. 

Czytaj dalej

DOBRY film: Chce się żyć

Chce się żyć

Polska, 2013

reż. i scen. Maciej Pieprzyca

wyk. Dawid Ogrodnik, Kamil Tkacz

Siedzieliśmy w dobrze nam znanej sali w Kinie pod Baranami. Dziś była bardzo zatłoczona, zwłaszcza jak na czwartek — widocznie schronienie znaleźli tu zbiedzy z Festiwalu Conrada. Zaczęło się i byliśmy zachwyceni. Do czasu. Ale pozwólcie, że pochwalę zanim powybrzydzam.

Jak zapewne wiecie, film oparty jest na prawdziwej historii chłopaka z czterokończynowym porażeniem mózgowym, któremu po wielu latach udaje się udowodnić, że rozumie co się dookoła niego dzieje i „nie jest jarzyną”. Tyle wiemy z zapowiedzi. Na filmwebie złowieszczo zaetykietowano go „dramatem”, choć przez dużą (lepszą) część „Chce się żyć” jest komedią. No, dobra, komediodramatem. Jest pięknie nakręcony, estetyka taka trochę „sundanceowa”, ma świetnie dobraną muzykę, nie mówiąc już o wspaniałym aktorstwie. Dorota Kolak  i Arkadiusz Jakubik bardzo dobrze grają rodziców głównego bohatera, w którego mistrzowsko wcielili się Dawid Ogrodnik oraz jedenastoletni Kamil Tkacz. Co tu dużo mówić — odwalili kawał dobrej roboty i choćby dla nich dwóch warto się wybrać do kina.

Historia opowiedziana jest bez zbędnego patosu, świetnie łączy poważny temat z komizmem. Śmialiśmy się, wzruszaliśmy, a gdyby nie moje groźne spojrzenia w ciemnej sali to Współautor pewnie w kilku miejscach  wstałby i zacząłby klaskać. Choć zwykle jestem sceptycznie nastawiona do narracji w postaci głosu z offu w filmach, tutaj ta strategia sprawdziła się doskonale: podkreślała kontrast pomiędzy tym, jak widzą Mateusza inni, a jego ciekawymi — i zupełnie „normalnymi” — przemyśleniami, które mógłby mieć każdy z nas. Łączy się to z naszym głównym zastrzeżeniem do „Chce się żyć”. Przez pierwsze trzy czwarte swojej długości  jest to film bardzo uniwersalny — opowiada o problemach z wyrażeniem swoich myśli, o tym jak trudno zrozumieć, co siedzi w głowie bliźniego. Pod koniec niestety zaczyna się podkreślać „prawdziwość” tej historii, jakby widz już nie słyszał we wszystkich mediach, że to „film oparty na faktach”. Wydawało się, że nakręcono go, bo to historia ciekawego człowieka, jedak pod koniec okazuje się, że nakręcono go, bo to historia „celebryty”, konkretnego człowieka o którym napisano w gazecie

Czytaj dalej