DOBRY serial: Mr. Robot

Jako że lubimy tu i ówdzie popisać i tym razem nadarzyła się okazja. Współautor dzieli się swoimi przemyśleniami na temat drugiej odsłony najlepszego serialu zeszłego roku, czyli psycho-dystopii Mr. Robot. O tym, czy udało się utrzymać poziom i klimat z pierwszego sezonu, jak rozkładają się relacje między głównymi bohaterami oraz czy Chińczycy nas pobiją debatowaliśmy w ramach wielogłosu na DOBRYM portalu serialowym, czyli pulpozaur.pl. Miłej lektury!

ZŁE drobiazgi, które Współautorce psują zabawę nawet w DOBRYCH serialach, czyli znów na Pulpozaurze

źródło obrazka: Pulpozaur

źródło: Pulpozaur.pl | Kolka grzechów w jednym: buty w mieszkaniu, na stole oraz nietknięte, grzejące się sushi.

„Można nie lubić niektórych gatunków filmowych, często drażni nadmiar tropów, nadużywanych klisz czy mało oryginalnych typów postaci. Są też małe szczegóły, które pewne osoby przyprawiają o wywrócenie oczami, załamanie rąk lub atak wściekłości, nawet (a może zwłaszcza) w przypadku ulubionych produkcji.” Moją listę denerwujących drobiazgów możecie przeczytać o TU.

  Rybka

ZŁA cenzura: Gościnnie dla 16mm

Za: www.loyarburok.com

Za: www.loyarburok.com

W Malezji, podobnie jak w Hongkongu czy Australii, cenzura jest instytucją rządową (state-based), a nie zorganizowaną w ramach branżowych instytucji, jak w USA czy Wielkiej Brytanii (industry-based). Jednak w przeciwieństwie do tych krajów, Malezja nie może pochwalić się produkcjami, które zyskały międzynarodowy rozgłos i uznanie krytyków. Wynika to z dużej pieczołowitości instytucji cenzury filmowej, jaka wpisuje się w cały system ograniczenia wolności słowa w Malezji. To dzięki niemu kraj wylądował w 2014 roku na zaszczytnym sto czterdziestym siódmym miejscu w rankingu wolności prasy (World Press Index)… c.d.

Dając upust swoim zainteresowaniom politologicznym i filmowym na raz, napisałem gościnnie dla znanego i lubianego żurnalu studentów-filmoznawców „16 milimetrów” to i owo o tym, dlaczego w Malezji nie mieliśmy do czynienia z „nową falą”. O DOBRYCH festiwalach filmowych w duchu „Do It Yourself”, zmuszonym do emigracji Tsai Ming-liangu i tym, dlaczego kinomanom jednak dane było w kinach zobaczyć „Zack i Miri kręcą porno” możecie przeczytać tutaj.

P.S. „16 milimetrów” jest poważnym żurnalem, dlatego wycięto moje humorystyczne zakończenie, w którym wspominałem wizytę w Urzędzie Cenzorskim, gdzie po daremnej próbie wyjaśnienia, że „damska nagość jest dziełem Boga”, w drodze do windy minąłem m. in. plakat z filmu „Noe. Wybrany przez Boga”. Niedopuszczonego do dystrybucji.