DOBRY film: Nice Guys. Równi goście.

NICEGUY-master768-v2

Kraków. Przełom wiosny i lata. Semestr się kończy, Festiwal Miłosza trwa, poezja unosi się wśród smogu. Czasem trzeba odpocząć:obejrzeć film, w którym bohaterowie się naparzają, łamią nawzajem kończyny i wielokrotnie spadają z dachu. 

Czytaj dalej

Dobry film z Pruszkowem: X-men. Apocalypse

static1.squarespace.comBez bicia się przyznaję, że to sumienne oglądanie kolejnych odcinków kreskówki o X-Menach na kanale Fox Kids w latach młodzieńczych umożliwiło mi w miarę ogarnięcie się w ostatnich przygodach podopiecznych profesora Xaviera. Ostatnie 16 lat mojego życia, w trakcie których ukazało się siedem filmów z tego świata (wliczając tegoroczne widowisko), upłynęło pod znakiem jednak trochę innych tytułów. Niemniej przez wcześniejsze szkolenie ze świata X-menów uważam, że filmowi zarówno humorystycznie daleko do oryginalności „Deadpoola” jak i dobra kreskówki. Nie brak mankamentów, które nie wiem, na ile przysłaniają tę solidną dawkę rozrywkowego kina z gatunku płaszcza i szpady z adamantium.

Czytaj dalej

DOBRY Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów

cdn-static.denofgeek.comPo wysadzeniu w kosmos bliżej nieznanej miejscowości Sokovii celem zniszczenia demonicznego Ultrona, bohaterowie z drużyny Avengersów tym razem muszą zmierzyć się z najgorszym przeciwnikiem — sobą samym. Konflikt między Kapitanem Ameryką a Tonym Starkiem narastał już w „Czasie Ultrona”, ale dopiero tutaj, w wyniku międzynarodowego oburzenia po fakapie w trakcie akcji w Lagos, otwierającej najnowszy film ze studia Marvela, bohaterowie popadają w otwarty konflikt. Problem zatem jak z „Batman kontra Superman” — dlaczego do cholery pozytywni bohaterowie walczą ze sobą?

Czytaj dalej

Słodkośc Zła, Słodkość Dobra: „Cały ten cukier”

kinoelektronik.plPo primaaprilisowych żartach Współautorki, dzisiaj będzie wyjątkowo słodko i DOBRZE, choć nie tylko z filmowych powodów. Ale po kolei. Najpierw najważniejsze, czyli świetny, gorzko-słodki dokument, który na ekrany polskich kin wszedł niedawno, a Współautor — ku swojej radości – miał okazję zobaczyć w kraju, powszechnie uznawanym, za najbardziej otyły w całej Azji. Ciekawostka oczywiście ta nie pozostaje bez znaczenia w kontekście filmu o przemyśle cukrowym. Słowem: DOBRY film, o ZŁEJ słodyczy, czyli „Cały ten cukier”.

Czytaj dalej

Zaskakująco ZŁY: Batman kontra Superman. Świt sprawiedliwości

96732b485ac46ee972bab027c8d2c415104532d0

„Słuchajcie, dobrze wiecie, że ten dzień musiał nadejść, więc po prostu posadźcie swoje dupy w kinowych fotelach, pogapcie się parę godzin na ekran IMAX-a i będziecie mieli to gówno raz na zawsze z głowy” — wyzłośliwiał się satyryczny portal The Onion, wkładając takie właśnie słowa w usta szefowej ds. wizerunku wytwórni Warner Bros stojącej za filmem. Wpływowi blogerzy oficjalnie bojkotowali seans. Była to oczywiście kulminacja narzakań na bardzo źle wyglądającego zwiastuna, z jakiego nie za bardzo można było za Boga Pana rozgryźć dlaczego dwóch pozytywnych bohaterów ma się naparzać na śmierć i życie. Cóż — film nie przyniósł odpowiedzi na to pytanie, ale przyznam — pierwsze pół godziny zapowiadało naprawdę zaskakującą niespodziankę. 

Czytaj dalej

DOBRE zaskoczenie: Manhattan Romance

Manhattan-Romance-Still-3

źr: stageandcinema.com

Przyznam Wam się. Chciałam obejrzeć wreszcie do końca „I Hate Valentine’s Day„, ale niestety: poległam. Łudziłam się, że te wszystkie ZŁE filmy, jakie obejrzałam chociażby od założenia tego bloga uodporniły mnie trochę, myślałam, że wyrobiłam sobie tolerancję lub chociażby ciut większą wytrzymałość na ZŁE filmy, na które tak przyjemnie potem można ponarzekać. „Nie cierpię walentynek” okazało się jednak tak wstrętnym, różowym, bezmyślnym, otumaniającym tępotą, podstępnym skokiem na kasę, że przebija pod tym względem wszystkie plastikowe duperele, które usiłuje nam się wcisnąć w lutym. Nawet ja nie byłam w stanie wytrzymać więcej niż piętnaście minut. Zamiast tego postanowiłam znaleźć coś innego, nad czym mogłabym się poznęcać. Weszłam na Netflixa i znalazłam „Manhattan Romance”. Nic o tym nie wiedziałam, ale coś z takim tytułem nie może być DOBRE! A jednak – ku mojemu zaskoczeniu – nie było to ZŁE! Ba! Podobało mi się nawet!

Czytaj dalej

Dobry (dla fanów?): Deadpool

Za: cdn-arstechnica-net

Za: cdn-arstechnica-net

Deadpool zjawił się niespodziewanie. Zaatakował w kinie, obok jakiego przechodzę niemal codziennie wracając z pracy oraz steraną koszulką znajomego, który na facebooku cieszył się, że wreszcie znajomi wiedzą, kim jest przypominający Spidermana superbohater w masce. Nie był to film nurtujący moją filmową ciekawość, z takich produkcji czekałem na superbohaterskie antybromanse: katastrofalnie zapowiadającego się „Batman vs. Supermen”oraz „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów”. Tymczasem najpierw przyszło mi zderzyć się z moją komiksową ignorancją, która z całą mocą uwiera po seansie „Deadpoola”…

Czytaj dalej

Dobry film: Zjawa

assets.rollingstone.comPamiętacie bon-mot kolegi, który przytoczyłem przy recenzji „Nienawistnej Ósemki”? Niewtajemniczonym przypomnę zatem, że znajomy marudził właśnie na okoliczność „Zjawy”, gdzie zamiast wartkiej akcji, więcej jest gramolenia się różnymi środkami transportu przez lasy północy i ujęć tychże lasów północy. Prawda, prawda, Iñárritu celuje w inną estetykę niż Tarantino, jednak ze swoim zimowym obrazem z czasów kolonizacji nowego lądu, któremu jednak daleko do westernu, pewnie zmierza po Oscara. Jest w tym filmie jednak malutki mankament, bardziej natury społecznej, niż filmowej, który moim zdaniem mąci całe pięknie zrealizowane widowisko…

Czytaj dalej

ZŁA piosenka ze ZŁEGO filmu. Poglobowa recenzja SPECTRE.

Za: craveonline.com

Za: craveonline.com

Złote Globy, czyli rozgrzewka przed Nagrodami Akademii rozdane. Największymi zwycięzcami są „Marsjanin” (najlepsza komedia/musical i najlepszy aktor w komedii/musicalu — Matt Damon) oraz ostatni film odpowiedzialnego za dobrego „Birdmana” Alejandro Gonzáleza Iñárritu „Zjawa” (najlepszy reżyser, Di Caprio jako najlepszy aktor w dramacie oraz najlepszy dramat). Doceniona została także Jeniffer Lawrence za rolę w recenzowanym niedawno przez jej rówieśniczkę przydługawym „Joy”. Wyróżnione została też rewelacyjna animacja „W głowie się nie mieści” oraz ponoć porażający węgierski dramat „Syn Szawła”. Z tego wszystkiego uderzyła mnie jednak nagroda za najlepszą piosenkę

Czytaj dalej

Nie-ZŁY, acz za długi film: JOY

joy_film_still-xlarge.jpg

za: telegraph.co.uk | Każdy marzy, by nową dziewczyną zgryźliwego ojca została zamożna włoska wdowa (i to Isabella Rossellini)

Niedawno ogłoszono nominacje do Złotych Globów, w których Joy została nominowana w kategorii „najlepsza komedia lub musical” (a Jennifer Lawrence za najlepszą główną rolę żeńską w „komedii lub musicalu”). Po obejrzeniu nie dziwię się nominacji, zdziwiła mnie natomiast kategoria. Oczywiście, jest tu trochę humoru, jednak sam film był raczej bardzo dramatyczny, mimo przyprawiającego o mdłości (z różnych powodów) cukierkowego zakończenia dość przygnębiający. Chwilami był też irytujący, jak spoty sprzedaży telewizyjnej, dzięki którym bohaterka zbiła (w końcu) fortunę.

Czytaj dalej