Dobry film: Młodość

i.ytimg.comW ekskluzywnym sanatorium zagubionym w sielskich pejzażach Alp bynajmniej nie toczy się nudne życie. Choć kuracjusze zabijają czas wędrówkami po okolicy, pilatesem, basenem, sączeniem herbaty w ogrodzie, masażami, tenisem czy mniej lub bardziej wymyślnymi występami artystycznymi, to dzieje się niemało. Szczególnie gdy kuracjuszami są sławy i gwiazdy światowego formatu, których spokój zaburzy przybycie najładniejszej kobiety świata.

Czytaj dalej

DOBRE przedstawienie: „Frankenstein”

Frankie-2-Image-Text

źródło: sharmillfilms

Frankenstein (Royal National Theatre)

Wielka Brytania, 2011

reż. Danny Boyle, scen. Nick Dear (na podstawie powieści Mary Shelley)

wyk. Benedict Cumberbatch, Jonny Lee Miller, Naomie Harris

Rok 1963 to był ważny rok: urodzili się moi rodzice i Quentin Tarantino, zabito Kennediego, BBC nadało pierwszy odcinek serialu Doctor Who, a w Londynie powstał National Theatre. Z okazji pięćdziesięciolecia tego ostatniego wydarzenia w kinach całego świata można zobaczyć niektóre z ich nagranych spektakli, w tym „Makbeta” i „Frankensteina”. Rzecz jasna przedstawienie oglądane na dużym ekranie to nie to samo, co na żywo na scenie, jednak skoro nie pojawiła się u mnie (na razie) niebieska budka telefoniczna, która zawiozłaby mnie do Londynu gdzieś między lutym a majem roku 2011, z radością zadowoliłam się możliwością* oglądnięcia transmisji w krakowskim kinie Mikro (grają to jeszcze 8.12! Rezerwujcie bilety póki są!).

Choć zwykle nie piszemy tu o sztukach, ja skorzystam z faktu, że bądź co bądź to przedstawienie widziałam w kinie oraz z tego, że Współautor już pewnie śpi lub znowu imprezuje na jakimś malezyjskim wieżowcu i nie może mnie pilnować. Najpierw kilka ciekawostek. To przedstawienie istnieje w dwóch wersjach** — w jednej w Stworzenie wciela się łysy Jonny Lee Miller, a w Wiktora Frankensteina naturalnie ryży Benedict Cumberbatch, w drugim jest na odwrót. Ja widziałam „pierwszą” wersję. Koleżanka, która obejrzała obie wersje zarzeka się, że ta jest lepsza, więc jej wierzę. Nie oznacza to oczywiście, że przy najbliższej sposobności nie popędzę zobaczyć drugiej! Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie opisała kolejnej ciekawostki związanej z wymienionymi aktorami: obaj zdolni panowie grają obecnie Sherlocka Holmesa w dwóch różnych — acz w obu DOBRYCH — serialowych modernizacjach opowieści Arthura Conan Doyle’a. 

Czytaj dalej