DOBRY film, który nas podzielił: Ostatni Jedi

Wszem i wobec głoszą, że „Ostatni Jedi” jest najbardziej kontrowersyjnym filmem z serii. Potwierdzamy: Współautorka z Lubym bawiła się wyśmienicie właściwie cały czas. Współautor zaś z drugą połówką wyszli mniej ekstatyczni (może dlatego, że wyżarto im słodycze?). Film jest oczywiście bardzo dobry, dla fanów — obowiązkowy. O subtelnej różnicy w naszym odbiorze poniżej, acz raczej bez spoilerów!

Czytaj dalej

DOBRY film: Na własne ryzyko

Fot. someshitwelike.com

Fot. someshitwelike.com

Safety Not Guaranteed

USA 2012

reż. Colin Trevorrov, scen. Derek Connolly

wyk. Aubrey Plaza, Mark Duplass. Jake Johnson

Zawsze chciałam strzelać do butelek w lesie gdy z tranzystora słychać syreny policyjne. Serio, serio.

Było zimno, padało, bolało mnie gardło, katar zablokował nos. Jedyne co byłam w stanie zrobić, to zaparzyć herbatę (od razu cały dzbanek), puścić film i rozwalić się w fotelu i — dosłownie, nie metaforycznie — wyciągnąć nogi. Wiedziałam, że jeśli puszczę DVD z jakimś serialem, to nie spocznę dopóki nie obejrzę jej całej, aż boharerka nie wygra wyborów, aż Ross powie nie to imię przy ołtarzu, aż nie okaże się, że każdy w otoczeniu bohatera jest szpiegiem lub póki nie zaryczę się z powodu śmierci mojej ulubionej pani prokurator. Przypomniałam sobie o filmie, który chciałam obejrzeć właśnie ze względu na aktorów, których znam z seriali: Aubery Plaza (cudownie cyniczna April z Parks and Rec.), Jake Johnson (Ciapa Nick z New Girl) i Mark Duplass* (rozwiązły położnik-szarlatan z The Mindy Project). Ten ostatni jest znany głównie jako aktororeżyseroproducent filmów niezależnych (głównie DOBRYCH), choć zagrał i w „Wrogu nr. 1” .

Ta kurtka. Ta fryzura. A to auto to DeLorean. Cały Kenneth nie do końca wrócił z przeszłości. |fot. impassioned.cinema.wordpress.com

Ta kurtka. Ta fryzura. A to auto to DeLorean. Cały Kenneth nie do końca wrócił z przeszłości. |fot. impassioned.cinema.wordpress.com

„Safety not guaranteed” był strzałem w dziesiątkę: było śmiesznie, było smutno, było dziwnie, było ładnie. Przede wszystkim jednak było uroczo. Jak pochwaliłam się Współautorowi, że to widziałam, okazało się, że i on widział był i podziela moją opinię na jego temat. Że go zacytuję: „Zdecydowanie [uroczy]!”.  Co w nim jest takiego (w filmie, nie Współautorze)?

Jest to chyba pierwszy film nakręcony na podstawie ogłoszenia drobnego z gazety. W 1997 roku w Backwoods Home Magazine ukazało się drobne ogłoszenie, że ktoś potrzebuje towarzysza do podróży w czasie, że trzeba wziąć własną broń i że jedzie się na własne ryzyko. „Safety not guaranteed” wychodzi od tego anonsu i pokazuje co by było, gdyby to nie był żart redakcji. Krótko o fabule. Cudownie niedopasowana społecznie Darius**(Plaza) jedzie jako jedno ze stażystów „pomagać” Nickowi Jeffowi (Johnson) w pisaniu artykułu o autorze tego ogłoszenia (Duplass). Czy jest on oszustem? Żartownisiem? Wariatem? A może naprawdę wierzy, że może się cofnąć w czasie? W rękach niejednego twórcy filmów wakacyjnych mógłby z tego wyjść gniot. Trevorrov i Connolly zrobili coś uroczego. Dodatkowo mamy dużo LASU, odniesienia do Star Wars i cierpki humor — czyli coś, co Rybki lubią najbardziej.

Film ma dużo wspólnego z podgatunkiem fimów niezależnych „mumblecore — w końcu Duplass*** to jedno z głównych nazwisk kojarzonych z tym nurtem. Choć w porównaniu ze stereotypowymi „mumblecorami” jest więcej akcji, jednak łączy je z nimi skupienie się na bohaterach. Ważniejsze od akcji są postacie oraz powody, dla których każda z nich chce się cofnąć w przeszłość (czy to za pomocą maszyny, czy za pomocą bardziej tradycyjnych metod).

Twórcy dobrze rozplanowali budżet. Choć jak na kino niezależne, nie był on całkiem mały ($750 000 — niedługo recenzja filmu za $125 000), ale i tak nic to w porównaniu z dużymi produkcjami****. Nie widać jednak małego budżetu. Piękne ujęcia, dobrzy aktorzy, śliczne krajobrazy stanu Waszyngton, dobre światło. A niskobudżetowy film o podróży w czasie mógłby wyglądać ko(s)micznie…

Dużą zaletą tego filmu jest to, że wymyka się klasyfikacji. Do ostatniej sceny nie wiadomo czy to film sci-fi, czy komediodramat , czy film psychologiczny, czy rom-com, czy trochę tego, trochę tamtego. Podoba mi się, że to jak niektóre wątki (niekoniecznie) domykają się tak jak się spodziewałam. Nie przytłaczają dominującce w wielu filmach o podróżach w czasie moralno-filozoficzno-fizyczne -rozważania  typu „czy będziemy mogli się zobaczyć w przeszłości?”, „co tu jest prawdziwe?” itp. Jest kilka nieścisłości i niedopracowań w tej dziedzinie (a może niektóre rzeczy są przemilczane bo są nieznane?), ale podczas oglądania filmu naprawdę nie zwraca się na to uwagi, historie poszczególnych bohaterów — zwłaszcza dwóch głównych — zbytnio wciągają. Zarówno ja, jak i Współautor jesteśmy lekko zawiedzeni zakończeniem. Nie chcę spojlerować — w sumie nie jest ZŁE — ale coś jest nie tak. Może pewne rzeczy lepiej, by pozostawały niepewne?

Tak czy siak polecam. Jest to dobry film na oglądanie w zdrowiu i chorobie, a zwłaszcza, gdy na zewnątrz szaro i smutno. Przyznam się, że oglądałam już ten film kilka razy, choć przewijałam przez wątek Nicka Jeffa, bo wkurza mnie gość ,  a najciekawszy i najbardziej uroczy jest wątek główny.

Rybka

*Bardzo go lubię, ale nie dojrzałam jeszcze na tyle, by się nie zaśmiać z tego nazwiska…

**Tylko dlaczego ma męskie  imię? Czyżby się bali, że gdyby nazwali ją Daria to MTV by ich pozwało?

***Dalej się śmieję.

**** „Wielki Gatsby” pochłonął ok. $ 105 000 000, w tym dużo poszło na jedwabne piżamy. Czasem odzywa się we mnie marksistowska ascetka i czuję się zgorszona szastaniem dolarami.

Czy mieszkanie zawalone starą elektroniką to znak, że ktoś buduje maszynę do podróży w czasie? Jeśli tak, to kilku członków rodziny Współautorki coś takiego knuje…

DOBRY film: Zabity na śmierć

„Murder by death”

USA, 1976

reż. Robert Moore

Truman Capote, Maggie Smith, David Niven, Peter Sellers , Alec Guiness i tłum innych gwiazd

Nadszedł czas na kolejny film z serii „formative films”. Można tu zobaczyć gromadę DOBRYCH aktorów (Bond z parodystycznego „Casino Royale”, Columbo, McGonagall/ta stara z Downton Abbey, Obi-Wana/Smileya, Ogrodnika z „Being There” i innych), którzy sprawiają, że film, który spokojnie mógłby być bardzo ZŁY jest bardzo DOBRY.

Fabuła jest prosta: bogaty szaleniec (Capote) zaprasza wszystkich najlepszych detektywów znanych widzom/czytelnikom z powieści detektywistycznych do swojego dziwnego domostwa i więzi ich tam by rozwiązali morderstwo, którego jeszcze nie dokonano. I, jak wiadomo, dochodzi do szeregu zabawnych dialogów, pomyłek, incydentów itp.

Szczególnie warto zwrócić uwagę na Petera Sellersa grającego Chińskiego detektywa Williego Wanga*, czyli niezbyt poprawnego politycznie jak na dzisiejsze czasy alter ego Charliego Changa, oraz na Obi-Wana  Aleca Guinessa grającego ślepego lokaja Bensonmuma.

Jak odłączy się fatalne tłumaczenie jest to świetny film na odprężenie i odmóżdżenie się po długim dniu. Przez ostatnie piętnaście lat widziałam ten film przynajmniej dwadzieścia razy i dalej mnie bawi.

Film ten też ma element edukacyjny:

"Talking cow"

Bohater grany przez Trumana Capote (zarówno jako Twain, jak i jako „gadająca krowa” zwraca uwagę na wymowę dwóch cudzoziemców — Belga nazwiskiem Perrier i Chińczyka nazwiskiem Wang. Jako dorywcza nauczycielka angielskiego, często muszę się powstrzymywać od cytowania tego filmu kiedy moi uczniowie popełniają podobne błędy.

Rybka

*Wang, Dicky i tym podobne infantylne żarty falliczne w tym filmie doprawdy śmieszą. Nawet, jeśli jesteśmy na początku trochę zgorszeni, że to profesor McGonagall je wypowiada, i to w dodatku ruda!

Why would anybody steal a dead naked body?