DOBRY film: Starter for 10

Starter for 10

Wielka Brytania, USA 2006

reż. Tom Vaughan, scen. David Nicholls (na podstawie własnej książki)

wyk. James McAvoy, Rebecca Hall, Alice Eve, Catherine Tate i ktokolwiek kiedykolwiek zagrał w jakimś serialu BBC

Oficjalny polski tytuł brzmi „Miłosna układanka”. Ma się to do treści tak jakby „Szczęki” nazwać „Morskie opowieści”, więc postanowiłam to zignorować. 

Kiedy Czytelniczka Magda i Czytelniczka Zosia polecały mi ten film, ostrzegły, żeby przypadkiem nie prowadzić żadnej drinking game*  na znanych mi (choćby tylko z serialów BBC) aktorów, bo padnę po pierwszym kwadransie. Miały rację. Ten film, w którym główne i drugoplanowe role odgrywają aktorzy, którzy teraz są dość bardzo sławni, to istna kolizja fandomów.  Zresztą nic dziwnego, Wielka Brytania to mała wyspa z ograniczoną liczbą aktorów. Tragicznym w skutkach mogłaby się okazać gra, w której jedynym założeniem byłoby wypicie łyka trunku na widok kogoś, kto pojawił się chociaż tylko w Doktorze Who lub w Sherlocku (poza tymi oczywistymi, filmowa matka Alice Eve była w i w finale trzeciej serii Sherlocka, i w jednym z moich ulubionych odcinków Doktora).

"What happened to your face, brother dear?"

„What happened to your face, brother dear?”

Czytaj dalej

DOBRE przedstawienie: „Frankenstein”

Frankie-2-Image-Text

źródło: sharmillfilms

Frankenstein (Royal National Theatre)

Wielka Brytania, 2011

reż. Danny Boyle, scen. Nick Dear (na podstawie powieści Mary Shelley)

wyk. Benedict Cumberbatch, Jonny Lee Miller, Naomie Harris

Rok 1963 to był ważny rok: urodzili się moi rodzice i Quentin Tarantino, zabito Kennediego, BBC nadało pierwszy odcinek serialu Doctor Who, a w Londynie powstał National Theatre. Z okazji pięćdziesięciolecia tego ostatniego wydarzenia w kinach całego świata można zobaczyć niektóre z ich nagranych spektakli, w tym „Makbeta” i „Frankensteina”. Rzecz jasna przedstawienie oglądane na dużym ekranie to nie to samo, co na żywo na scenie, jednak skoro nie pojawiła się u mnie (na razie) niebieska budka telefoniczna, która zawiozłaby mnie do Londynu gdzieś między lutym a majem roku 2011, z radością zadowoliłam się możliwością* oglądnięcia transmisji w krakowskim kinie Mikro (grają to jeszcze 8.12! Rezerwujcie bilety póki są!).

Choć zwykle nie piszemy tu o sztukach, ja skorzystam z faktu, że bądź co bądź to przedstawienie widziałam w kinie oraz z tego, że Współautor już pewnie śpi lub znowu imprezuje na jakimś malezyjskim wieżowcu i nie może mnie pilnować. Najpierw kilka ciekawostek. To przedstawienie istnieje w dwóch wersjach** — w jednej w Stworzenie wciela się łysy Jonny Lee Miller, a w Wiktora Frankensteina naturalnie ryży Benedict Cumberbatch, w drugim jest na odwrót. Ja widziałam „pierwszą” wersję. Koleżanka, która obejrzała obie wersje zarzeka się, że ta jest lepsza, więc jej wierzę. Nie oznacza to oczywiście, że przy najbliższej sposobności nie popędzę zobaczyć drugiej! Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie opisała kolejnej ciekawostki związanej z wymienionymi aktorami: obaj zdolni panowie grają obecnie Sherlocka Holmesa w dwóch różnych — acz w obu DOBRYCH — serialowych modernizacjach opowieści Arthura Conan Doyle’a. 

Czytaj dalej

DOBRY film: Królowie lata

Niby dla mnie wakacje się jeszcze nie kończą, jednak mój organizm chyba przyzwyczaił się, że jakoś teraz coś się kończy, lato odchodzi, nawłoć żółknie, zaraz na plantach trzeba będzie chodzić z parasolem w obawie nie przed gołębiami, lecz przed kasztanami. Akurat tak się złożyło, że Współautor wrócił znad jednego morza, ja znad innego, więc przed ponownym rozjechaniem się w przeciwne strony Europy, udaliśmy się na seans na pożegnanie lata. „Królowie lata” byli świetnym wyborem.

Czytaj dalej