DOBRY film: Perswazje

Persuasion

Wielka Brytania, USA, Francja 1995

reż. Roger Michell, scen. Nick Dear (na podstawie powieści Jane Austen)

wyk. Amanda Root, Ciarán Hinds, Sophie Thompson, Corin Redgrave

„Nie grał pan przypadkiem w Harrym Potterze?”

Jest prawdą powszechnie znaną, że każdy szanujący się brytyjski aktor spełnił przynajmniej jeden z poniższych warunków:

  1. zagrać w filmie z Maggie Smith.
  2. zagrać w adaptacji Jane Austen.
  3. Zagrać w Harrym Potterze lub w Doctorze Who.

Braków w trzecim na razie nie da się nadrobić (choćpewnie za paręnaście lat będzie nowa adaptacja…), z pierwszym trzeba się spieszyć (choć Maggie Smith jest wieczna*), za to zwykle co dwa laty wychodzi jakaś adaptacja Jane Austen lub przynajmniej film biograficzny inspirowany jej życiem.

W „Perswazjach” z 1995 roku**  nie ma Maggie Smith, a z aktorów HP’owskich gra „tylko” brat Dumbledora, Miranda Hopkirk i ciotka Petunia (dla porównania: w „Rozważnej i Romantycznej” mamy z dziewięciu potterowców i dr. House’a). Jest to jednak jedna z lepszych adaptacji*** powieści Jane Austen i po prostu DOBRY film.  Twórcy nie próbują na siłę „zbrontezować” powieści. Nie ma stania na klifie o zachodzie słońca, tylko subtelny romantyzm i ironiczne pokazanie ludzkich wad. Nie ma sztywnych kostiumów i niewygodnych fryzur, aktorzy wyglądają, jakby założyli coś wygodnego. Jak wracają z długiego spaceru są brudni, jak tańczą, to niekoniecznie zgrabnie. Wszyscy grali bez makijażu. Ulice Bath są brudne, nad morzem prawie że śmierdzi rybami. Przy jedzeniu ludzie mlaskają, a na stole bywa bałagan.

Mimo subtelnych komicznych smaczków książka pisana prawie na łożu śmierci, jest najbardziej melancholijnym dziełem Austen, film tak samo. Śmieszy przeglądający się w każdym sztućcu pompatyczny ojciec głównej bohaterki (Corin Redgrave), śmieszy jej siostra-hipochondryczka (Sophie Thompson), która opowiada jak to fatalnie z nią jest zażerając się pasztetem. Jednak melancholia głównej bohaterki — jak również jej stopniowa przemiana — jest świetnie oddana poprzez mistrzowskie dopasowanie muzyki (głównie preludia Chopina i Bach). Świetna równowaga pomięddzy tym, co śmieszne, i tym, co smutne. Film pokazuje dystans Austen do sentymentalizmu i romantyzmu. No i zdaje test Bechdel! I porusza wątki feministyczne (decydowanie o sobie, dominacja mężczyzn w literaturze). No i ten list…

Oczywiście, zawsze polecam przeczytanie książki (zwłaszcza w oryginale — tłumaczenia Jane Austen na polski są nienajlepsze). Jednak film jest świetnym jej uzupełnieniem — a może zachęci kogoś do przeczytania oryginału?

Rybka

*Co ciekawe, sama MS nie zagrała jeszcze w żadnej adaptacji Jane Austen, choć grała w dość okropnej (i nadmiernie sentymentalizującej autorkę, która zawsze stawała po stronie zdrowego rozsądku i nierzadko gorzkiej ironii) „Zakochanej Jane”. Na wyrzekanie na ten film jeszcze przyjdzie czas.

**Nie mylić z koszmarną wersją z 2007 roku, w której zamiast najpiękniejszego listu miłosnego w historii literatury mamy maraton kalek po Bath i najobrzydliwszy pocałunek w historii brytyjskiej telewizji.

***Puryści przeyczepiliby się może tylko do tego, że „zły” bohater nie jest w filmie tak podły jak w książce.

Moim marzeniem jest, by kiedyś wszyscy znani mi faceci założyli coś takiego.

Weekend z królem: no, cóż… jednak DOBRY film

„Hyde Park on Hudson”

Wielka Brytania 2012

reż. Roger Michell

Bill Murray, Laura Linney, Olivia Williams

Byliśmy na tym filmie tydzień temu. Żadne z nas w sumie nie chciało napisać tej recenzji. Nie dlatego, że ten film jest jakoś tragicznie zły — wtedy zapewne bilibyśmy się o możliwość rozkosznego wyrzekania i wytykania podstawowych błędów. Nasz problem (a zarazem główny problem tego filmu)polega na tym,  że  „Weekend z królem*” jest dość nierówny. Można tu znaleźć sceny bardzo dobre, jak i takie, podczas oglądania których ogarnia człowieka zwątpienie. Denerwujące voice-overy tłumaczy to, że jest to ekranizacja słuchowiska radiowego zrobionego na podstawie pamiętników Margaret Suckley (znanej rodzinie jako Daisy — w tej roli Laura Linney), kuzynki**, przyjaciółki i, według niektórych, kochanki prezydenta USA Franklina Delano Roosevelta.

Który jest który?

Choć rzecz się dzieje w Ameryce, film ten wpisuje się w szablon „bezpiecznych” brytyjskich filmów przeznaczonych na eksport, czyli filmów kostiumowych (choć nie jest to wiktoriańska ani edwardiańska Anglia, tylko lato 1945 roku). Nostalgiczna, eskapistyczna atmosfera, posiadłość wiejska, biblioteka, garden party (z najbardziej dramatyczną sceną jedzenia hot-dogów w historii światowego kina), stroje z epoki, prezydenta USA odwiedza król Wielkiej Brytanii z małżonką, czyli kolejna okazja do zderzenia obyczajów ze Starego i Nowego Świata. Jednak nad tą sielanką wisi widmo zbliżającej się wojny (oglądając na tyłach świadomości może gorzko pobrzmiewać też jedna piosenka Kaczmarskiego). Jako że film zrobiono „na eksport”, zwłaszcza do Stanów, trochę do zbudzenia przypomina się widzowi okoliczności historyczne (FDR ma polio i jest bawidamkiem mieszkającym z mamusią, król Jerzy się jąka, a wstąpił na tron po abdykacji braciszka, Eleonor też romansuje na boku i to nie tylko z mężczyznami, królowa matka jest trochę straszna, Hitler zagraża Europie, Amerykanie nie chcą się angażować, etc, etc). Para królewska bardziej przypomina karykatury z czasów wojny o Niepodległość wiszące w ich pokoju, dopiero Murray-Roosevelt musi ich troszkę rozruszać.

No właśnie. Główną zaletą tego filmu, niestety trochę za mało rozwiniętą, jest wątek spotkania człowieka sparaliżowanego od pasa dół przez polio z jąkałą, gdzie akurat tak się składa, że ten pierwszy to prezydent nowej potęgi, a ten drugi to monarcha powoli umierającego imperium. Ten wątek, w połączeniu ze świetną obsadą — poza Murrayem uwagi godna jest Olivia Williams ***, angielka grająca nieprzepadającą za anglikami pierwszą damę — ratuje ten film przed etykietką „Zły” , choć werdykt, jak już wspomniałam, nie był łatwy. Ale cóż… nie miejmy żalu do Murraya.

Rybka

*Polski tytuł przywołuje inny przeinaczony, ale związany z tym filmem tytuł: „Jak zostać królem” („King’s Speech”).

** Franklin Delano lubił swoje kuzynki. Jego żona –czaderska Eleanor– też była z nim spokrewniona. Poczytajcie conieco o Roosveltowej, bardzo ciekawa postać.

***Williams, znana polskim widzom głównie jako żona Brosnana z „Autora Widmo” Polańskiego,  grała już z Murrayem w wspomnianym przeze mnie już chyba wielokrotnie filmie „Rushmore” Andersona.

Hej, czy myśmy się już kiedyś nie spotkali?