DOBRY film dla ośmiolatek: Czarownica

Źródło:  pop-verse-com

Źródło: pop-verse-com

Maleficent

USA, 2014

reż. Robert Stromberg, scen. Linda Woolverton, Charles Perrault

wyk. Angelina Jolie, Elle Fanning

— Widzieliście „Czarownicę”? — spytała siedząca za stołem B., głosem bardziej zmęczonym, niż przepitym. Choć impreza była już w stanie mocno zaawansowanym (mogło być chyba nawet po trzeciej w nocy, bo rozmowa miała miejsce chyba  jak szlag trafił stream meczu Holandia-Hiszpania) i z trudem dało się już znaleźć lód do drinków, to B. była zaskakująco trzeźwa. W przeciwieństwie do mnie — kolejne wysokie szklanki rumu z Colą trochę dawały się we znaki.

— Tak! Ale… — jako bloger filmowy poczułem się wywołany do tablicy.

— No! To tam najfajniesze było pokazanie tego, co jest świętą prawdą: na świecie nie ma prawdziwej miłości! — B. nie ukrywała goryczy w swoim głosie.

— Bullshit. — udało mi się skutecznie włączyć do rozmowy i sklecić parę sensownych zdań — Nie dość, że to co mówisz o miłości nie jest prawdą (<romantyk>), to cały film jest raczej pozbawioną większej treści apoteozą matczyno-lesbijskiej miłości… (<bloger>) — nieodparta chęć palnięcia czegoś cholernie głupiego zmieszana (nie wstrząśnięta) z pewną ilością nędznego rumu nie wróżyły niczego dobrego tej — jakby się wydawało — niewinnej pogawędce filmoznawczej. Na szczęście B. nie zwróciła uwagi na to, co powiedziałem i kontynowała wylewanie swoich gorzkich żali na to, że ciężko jest znaleźć w Iranie fajnego faceta.

Czytaj dalej

ZŁY film: Noe: Wybrany przez Boga

Źródło: blogs.discovermagazine.com

Źródło: blogs.discovermagazine.com

„Noah”

USA, 2014

reż. Darren Aronofsky

scen. Darren Aronofsky, Ari Handel

wyk. Russell Crowe, Jenniffer Connelly, Anthony Hopkins, Emma Watson,

W kinie był tłok. Nie byłem zdziwiony, bowiem jak dzień wcześniej szukałem miejsca, gdzie można zobaczyć najnowszy film Darrena Aronofskiego, trochę się naszukałem przybytku, mającego się znajdywać naprzeciwko Traders Hotel, w centrum Rangunu. Zajrzałem więc do wszystkich okolicznych kin, tylko po to, by się dowiedzieć, że wersja oryginalna jest wyświetlana jedynie w Nay PyI Taw. Od początku było uroczo — bilet za 2 dolary, sklepik oferujący jaja przepiórcze, obsługa odziana w cudne różowe uniformy, bilety pokryte mjanmarskimi szlaczkami i śpiewanie na baczność hymnu przed rozpoczęciem projekcji. Potem było trochę mniej sympatycznie, gdy okazało się, że ktoś, wbrew zaleceniom, nie tyle ma włączony telefon, co jeszcze przez niego rozmawia! Do tego miarowe chrupanie dochodzące z początku zewsząd… Ale na szczęście po jakimś czasie chipsy się skończyły i można było się oddać oglądaniu ponad dwugodzinnego, najnowszego dzieła reżysera „Requiem dla snu” czy „Czarnego Łabędzia”.

Czytaj dalej