DOBRY słodko-gorzki film: Blue Jay

07BLUEJAY-master768.jpg

Widziałam ten film (jest na Netflixie!) jeszcze w grudniu, ale w świąteczno-noworocznej zawierusze nie byłam w stanie się zabrać do recenzji. Dziś jednak — użalając się nad własnym bolącym gardłem i przytkanym nosem – zapragnęłam trochę czarno-białej, łagodnie śmiesznej, eskapistycznej melancholii. Blue Jay doskonale spełnił te potrzeby (choć wzbudził równocześnie pożądanie kwiecistej sukienki głównej bohaterki).

Czytaj dalej

DOBRY film: Siostra twojej siostry

Your Sisters’ Sister

USA 2011

reż.  i  scen. Lynn Shelton

wyk. Emily Blunt, Rosemarie DeWitt, Mark Duplass

Zamyślony Duplass, wschód słońca i rower. Coś często gra on w obcisłej dżinsowej kurteczce…

Pamiętam, że przed wieloma miesiącami ktoś mi ten film polecił, mówiąc, że nie wie co o nim myśleć, ale że mi się chyba spodoba. Sęk w tym, że nie pamiętam kto. Podejrzenia padały na prawo i lewo, ale nikt nie przyznał się do winy. Współautor się wyparł. Przyjaciółka Gwendolina* stwierdziła, że to nie ona, ale jak zobaczyła w trailerze nazwisko odtwórcy głównej roli, to zareagowała tak samo jak ja (czyli wybuch niekontrolowanego chichotu).

„Siostra twojej siostry” to przykład filmu, który jest DOBRY pomimo tego, że po dłuższym lub krótszym zastanowieniu można dojść do wniosku, że fabuła zakrawa na telenowelę.

Postaram się bez większych spoilerów: W rok po śmierci swojego brata Jack (Duplass**) jest nadal rozbity i rozmemłany. Jego przyjaciółka, a zarazem była dziewczyna nieboszczyka, Iris (Blunt) wysyła go do weekendowej leśnej rezydencji jej ojca, by zaznał samotności i spróbował znaleźć spokój ducha. W posiadłości Jack zastaje pijącą po zakończeniu siedmioletniego związku siostrę Iris (DeWitt). Zaczynają pić… Rano niespodziewanie przyjeżdża druga siostra, a sprawy się komplikują***.

Jest to film uroczy, acz nie zawsze przyjemny. Jak większość sundanceowych filmów niezależnych jest śliczny. Jezioro, mgły, wschód słońca, Duplass o poranku itp. Świetnie dobrana muzyka. Jednak to nie uratowało „Nieulotnych” (poza Duplassem o poranku — nie można mieć wszystkiego). Co sprawiło, że zamiast ładnego ZŁEGO filmu mamy ładny film DOBRY? Naturalne dialogi i świetne aktorstwo. No i po prostu dobry sjużet. Jak na mumblecore przystało, wiele scen opierało się na improwizacji, co często kończy się katastrofą, a tu wychodzi raczej na dobrze i na śmieszne. Blunt i DeWitt świetnie grają siostry (przyrodnie — dlatego jedna rotyzuje /r/, a druga nie****), które się kochają, ale co jakiś czas się nienawidzą. Każdy, kto ma rodzeństwo chyba to przyzna. No i zdaje test Bechdel! Podoba mi się otwarte zakończenie, jednak mam dużo zastrzeżeń do trochę naciąganego rozwiązania konfliktu. Poza tym, dlaczego oni wszyscy co wieczór mają inne piżamy? Jak jadę gdzieś na weekend, to biorę jedną piżamę, a tu Emily Blunt ma co wieczór inne prześliczne flanelowe spodnie!

Po obejrzeniu mam trochę zastrzeżeń, ale podczas oglądania dałam się uwieść (magii kina, ma się rozumieć!). Pewnie nie wszystkim się spodoba, niektórzy mogą zasnąć, ale choćby dla trójki głownych aktorów i pięknych krajobrazów północno-zachodzniego wybrzeża USA warto zaryzykować, a nuż i Wam się spodoba.

Rybka

*Jest to oczywiście pseudonim. Sama wybrała.

**Dalej śmieszne…

*** Podejrzewam, że wielu naszych potencjalnych czytelników będzie zadowolonych. O jeden krok tu od kazirodztwa, a wg satystyk naszej strony codziennie trafia do nas przynajmniej jeden nieszczęśnik pragnący znaleźć film o kazirodztwie.

****Wybaczcie wtręt fonologiczny. Filolog ze mnie wychodzi…

DOBRY film: Na własne ryzyko

Fot. someshitwelike.com

Fot. someshitwelike.com

Safety Not Guaranteed

USA 2012

reż. Colin Trevorrov, scen. Derek Connolly

wyk. Aubrey Plaza, Mark Duplass. Jake Johnson

Zawsze chciałam strzelać do butelek w lesie gdy z tranzystora słychać syreny policyjne. Serio, serio.

Było zimno, padało, bolało mnie gardło, katar zablokował nos. Jedyne co byłam w stanie zrobić, to zaparzyć herbatę (od razu cały dzbanek), puścić film i rozwalić się w fotelu i — dosłownie, nie metaforycznie — wyciągnąć nogi. Wiedziałam, że jeśli puszczę DVD z jakimś serialem, to nie spocznę dopóki nie obejrzę jej całej, aż boharerka nie wygra wyborów, aż Ross powie nie to imię przy ołtarzu, aż nie okaże się, że każdy w otoczeniu bohatera jest szpiegiem lub póki nie zaryczę się z powodu śmierci mojej ulubionej pani prokurator. Przypomniałam sobie o filmie, który chciałam obejrzeć właśnie ze względu na aktorów, których znam z seriali: Aubery Plaza (cudownie cyniczna April z Parks and Rec.), Jake Johnson (Ciapa Nick z New Girl) i Mark Duplass* (rozwiązły położnik-szarlatan z The Mindy Project). Ten ostatni jest znany głównie jako aktororeżyseroproducent filmów niezależnych (głównie DOBRYCH), choć zagrał i w „Wrogu nr. 1” .

Ta kurtka. Ta fryzura. A to auto to DeLorean. Cały Kenneth nie do końca wrócił z przeszłości. |fot. impassioned.cinema.wordpress.com

Ta kurtka. Ta fryzura. A to auto to DeLorean. Cały Kenneth nie do końca wrócił z przeszłości. |fot. impassioned.cinema.wordpress.com

„Safety not guaranteed” był strzałem w dziesiątkę: było śmiesznie, było smutno, było dziwnie, było ładnie. Przede wszystkim jednak było uroczo. Jak pochwaliłam się Współautorowi, że to widziałam, okazało się, że i on widział był i podziela moją opinię na jego temat. Że go zacytuję: „Zdecydowanie [uroczy]!”.  Co w nim jest takiego (w filmie, nie Współautorze)?

Jest to chyba pierwszy film nakręcony na podstawie ogłoszenia drobnego z gazety. W 1997 roku w Backwoods Home Magazine ukazało się drobne ogłoszenie, że ktoś potrzebuje towarzysza do podróży w czasie, że trzeba wziąć własną broń i że jedzie się na własne ryzyko. „Safety not guaranteed” wychodzi od tego anonsu i pokazuje co by było, gdyby to nie był żart redakcji. Krótko o fabule. Cudownie niedopasowana społecznie Darius**(Plaza) jedzie jako jedno ze stażystów „pomagać” Nickowi Jeffowi (Johnson) w pisaniu artykułu o autorze tego ogłoszenia (Duplass). Czy jest on oszustem? Żartownisiem? Wariatem? A może naprawdę wierzy, że może się cofnąć w czasie? W rękach niejednego twórcy filmów wakacyjnych mógłby z tego wyjść gniot. Trevorrov i Connolly zrobili coś uroczego. Dodatkowo mamy dużo LASU, odniesienia do Star Wars i cierpki humor — czyli coś, co Rybki lubią najbardziej.

Film ma dużo wspólnego z podgatunkiem fimów niezależnych „mumblecore — w końcu Duplass*** to jedno z głównych nazwisk kojarzonych z tym nurtem. Choć w porównaniu ze stereotypowymi „mumblecorami” jest więcej akcji, jednak łączy je z nimi skupienie się na bohaterach. Ważniejsze od akcji są postacie oraz powody, dla których każda z nich chce się cofnąć w przeszłość (czy to za pomocą maszyny, czy za pomocą bardziej tradycyjnych metod).

Twórcy dobrze rozplanowali budżet. Choć jak na kino niezależne, nie był on całkiem mały ($750 000 — niedługo recenzja filmu za $125 000), ale i tak nic to w porównaniu z dużymi produkcjami****. Nie widać jednak małego budżetu. Piękne ujęcia, dobrzy aktorzy, śliczne krajobrazy stanu Waszyngton, dobre światło. A niskobudżetowy film o podróży w czasie mógłby wyglądać ko(s)micznie…

Dużą zaletą tego filmu jest to, że wymyka się klasyfikacji. Do ostatniej sceny nie wiadomo czy to film sci-fi, czy komediodramat , czy film psychologiczny, czy rom-com, czy trochę tego, trochę tamtego. Podoba mi się, że to jak niektóre wątki (niekoniecznie) domykają się tak jak się spodziewałam. Nie przytłaczają dominującce w wielu filmach o podróżach w czasie moralno-filozoficzno-fizyczne -rozważania  typu „czy będziemy mogli się zobaczyć w przeszłości?”, „co tu jest prawdziwe?” itp. Jest kilka nieścisłości i niedopracowań w tej dziedzinie (a może niektóre rzeczy są przemilczane bo są nieznane?), ale podczas oglądania filmu naprawdę nie zwraca się na to uwagi, historie poszczególnych bohaterów — zwłaszcza dwóch głównych — zbytnio wciągają. Zarówno ja, jak i Współautor jesteśmy lekko zawiedzeni zakończeniem. Nie chcę spojlerować — w sumie nie jest ZŁE — ale coś jest nie tak. Może pewne rzeczy lepiej, by pozostawały niepewne?

Tak czy siak polecam. Jest to dobry film na oglądanie w zdrowiu i chorobie, a zwłaszcza, gdy na zewnątrz szaro i smutno. Przyznam się, że oglądałam już ten film kilka razy, choć przewijałam przez wątek Nicka Jeffa, bo wkurza mnie gość ,  a najciekawszy i najbardziej uroczy jest wątek główny.

Rybka

*Bardzo go lubię, ale nie dojrzałam jeszcze na tyle, by się nie zaśmiać z tego nazwiska…

**Tylko dlaczego ma męskie  imię? Czyżby się bali, że gdyby nazwali ją Daria to MTV by ich pozwało?

***Dalej się śmieję.

**** „Wielki Gatsby” pochłonął ok. $ 105 000 000, w tym dużo poszło na jedwabne piżamy. Czasem odzywa się we mnie marksistowska ascetka i czuję się zgorszona szastaniem dolarami.

Czy mieszkanie zawalone starą elektroniką to znak, że ktoś buduje maszynę do podróży w czasie? Jeśli tak, to kilku członków rodziny Współautorki coś takiego knuje…