DOBRY film: Frank

Frank_telegraphcouk

źródło: telegraph.co.uk

„Frank”

Wielka Brytania, Irlandia, 2014

reż. Lenny Abrahamson

scen. Jon Ronson, Peter Straughn (na podstawie wspomnień i artykułu tego pierwszego)

wyk. Michael Fassbender, Domhnall Gleeson, Maggie Gyllenhaal

Trochę ponad tydzień temu dostałam wiadomość od Współautora: „Znajdź jakiś sensowny film, idziem do kina w przyszłym tyg.”. Zdziwiłam się. Jeśli przez ostatnie osiem miesięcy zerkaliście na naszego bloga to pewnie wiecie, iż spędza on ostatnio swój czas oglądająć ocenzurowane filmy w malezyjskich multipleksach, wpadając czasem do Birmy/Mjanmy, gdzie seans jest okazją do usłyszenia hymnu. Jednak Słoń nie robił Ryby w konia — rzeczywiście wracał na chwilę do studyjnych kin kraju ojców.

Wybór „sensownego” filmu okazał się pewnym problemem — trzeba było znaleźć coś, czego nie zobaczy po powrocie do dżungli azjatyckich kin. Padło na przedpremierowy pokaz „Franka” Pod Baranami — i był to zarówno DOBRY, jak i ZŁY wybór.

Czytaj dalej

DOBRY film: Mister Lonely

Mister Lonely

Wielka Brytania, Francja, Irlandia, USA 2007

reż. Harmony Korine

wyk. Diego Luna, Samanta Morton, Denis Lavant, Walter Herzog

Film ten poleciła Czytelniczka Pola. Ufam Czytelniczce Poli, gdyż mamy podobny gust muzyczny i filmowy, ale nie spodziewałam się czegoś takiego.

Jest to film bardzo dziwny.

Główny wątek stanowi historia młodego sobowtóra Michaela Jordana (impersonatora? Jak to się po Polsku nazywa?), który poznaje na jednym z występów „Marlyn Monroe” i jedzie do z nią do Szkocji, do swego rodzaju komuny sobowtórów, prowadzonej przez „Merlyn” i jej męża „Charliego Chaplina” . Spotkamy tam też między innymi cudownie przeklinającego na traktorze”Abrahama Lincolna”, „Królową Elżbietę”, „Papieża” (raczej chodzi o Benedykta), „Madonnę” i córkę „Merlyn” i „Chaplina” — małą „Shirley Temple”. W tej komunie „Michael” po raz pierwszy jest „wśród swoich”, choć nikt tam przecież nie jest sobą — ani nie wie kim jest. Należy pamiętać, że Michael Jackson zmarł dopiero dwa lata po nakręceniu „Mister Lonely’ego”. To, że „pierwowzór-celebryta” głównego bohatera jeszcze żyje i nie wiadomo co z nim będzie to bardzo ważny element historii.

Mniejszy wątek, to wątek latających zakonnic i księdza – Waltera Herzoga który ma im towarzyszyć w drodze z misji w Afryce do Watykanu.

Już z samego zarysu fabuły można się domyśleć, że jedną  z cech tego filmu jest dziwaczność. Korine stąpa po grząskim gruncie — mało brakowało, a film ten byłby kolejnym przykładem przeintelektualizowanego, przeestetyzowanego kiczu  — jak to  się stało w przypadku „Po drugiej stronie snu„. Choć chwilami lekko przesadza (gadające pisanki, serio?), całość jest tak zgrabnie złożona, tak pięknie nakręcona, tak dobrze zagrana i z tak cudownie dobraną muzyką*, że widz (przynajmnej ten) daje się wciągnąć w magiczną atmosferę tego filmu i z radością kupuje wszechpanującą „dziwaczność”.

Tak jak Daly w „Po drugiej stronie snu”, Korine przygląda się uczuciu samotniości, niezrozumienia, „inności”. Jednak w przeciwieństwie do „Snu”, „Mister Lonely” nie traktuje się zbyt poważnie. Jest tu połączenie subtelnego komizmu i pewien tragiczny optymizm. Nie jest to film, któryspodoba się każdemu, ale posiada on pewien specyficzny, dziwaczny urok.

Rybka

*Chyba to przez to dogranie muzyki i koloru do atmosfery kolejnych scen ten film jest nie tylko ŁADNY ale i DOBRY.

Wiem, wiem, że to dużo zdjęć! Ale to taki ŁADNY film, że nie mogłam się powstrzymać. A to ujęcie jest urocze.