ZŁY film w DOBRYM kinie. Crimson Peak: Wzgórze Krwi

Za: nerdist.com

Za: nerdist.com

Trzecia podróż do Bangkoku musiała doprowadzić do nadrobienia katastrofalnej zaległości, jaką było nie pójście jeszcze do kina w Tajlandii. Z trzech kin niezależnych najbliżej była nowo wyremontowana Scalia, w której nie było za bardzo wyboru, jeśli chodzi o seans — cóż, uroki jednej sali kinowej. Padło na „Wzgórze krwi”, baśniowy horror od Guillermo del Toro (świetny „Labirynt Fauna”) z Tomem Hiddlestonem (prawie równie krwawy „Koriolan„, wdzięczny Loki z „Thora”) i Mią Wasikowską („Stoker”), który nie był ani tak głęboki jak horror Meksykańczyka z hiszpańską wojną domową w tle, ani tak krypny jak dramat rodzinny ze „Stokera”.

Czytaj dalej

Wymarzone (DOBRE?) adaptacje brytyjskich powieści

“Cover Northanger” , Anna and Elana Balbusso | znalezione u mnie na dysku

“Cover Northanger” , Anna and Elana Balbusso | znalezione u mnie na dysku

Deszcz pada, robota i wszelaka uczelniana biurokracja nagli, dlatego nie ma nic milszego od ucieczki w strefę marzeń literacko-filmowych. Jeśli jesteście stałymi czytelnikami tego bloga to wiecie, że mimo nieodłącznego elementu frustracji uwielbiam oglądać DOBRE i ZŁE adaptacje literatury oraz, że bardzo lubię wyssywać z palca pomysły na filmy, które nie mają szans powstać

Poniżej znajdziecie bardzo ograniczoną listę książek, które powinny doczekać się pierwszej lub kolejnej adaptacji (filmowej lub — lepiej — serialowej). Tak się złożyło, że wszystkie pochodzą z Albionu. Mam w głowie parę potencjalnych adaptacji rodzimej prozy, ale to musi poczekać na osobny post. (Brak spoilerów, poza drobnymi do Jane Eyre, ale to chyba jest ogólnie znane).

Czytaj dalej

Dobry Film: Stoker

stokcer

Stoker

USA, Wlk. Brytania 2013

reż. Chan-wook Park

wyk. M. Wasikowska, M. Goode, N. Kidman

Wiedziałem, że pójdę na ten film. Zobaczyłem trailer w kinie i czułem, że będzie dobrze. Tym bardziej, że dramatycznie potrzebowałem zobaczyć coś dobrego po katastrofie, jaką było „Panaceum”, o którym pisaliśmy parę postów temu. A zatem tytułem wstępu i rozjaśnienia z czym mamy do czyniania – reżyserem „Stokera” jest Chan-wook Park, którego kojarzyć możemy z sensacyjnej trylogii „Oldboy”. W roli głównej z kolei Alicja z Krainy Czarów Burtona, czyli australijska aktorka polskiego pochodzenia Mia Wasikowska (rocznik 1989, na Boga, jaka ona urocza!)

Powstał film piękny. Niezwykle estetyczny, subtelny. Główna bohaterka, osiemnastoletnia India Stoker, już na wstępie informuje nas, że ma ponadnaturalnie wrażliwy słuch. Ten mały szczegół jest konsekwentnie eksploatowany przez cały film przez dźwiękowców. Z pożytkiem dla naszego gustu i żądzy artystycznych wrażań. Czujemy się, jakbyśmy oglądali „Mikrokosmos”, słyszymy każdy szelest, skrobnięcie, tupanie chrabąszcza w trawie i przesuwanie palcami po stole. Ten pietyzm obrazowania połączony jest z cudowną muzyką, która doskonale buduje napięcie – scena gry na pianinie jest zapewne jedną z bardziej erotycznych, jaką widziałem w życiu. A uwierzcie – oni po prostu grają na pianinie! Już sama zajawka urzeka nas montażem, słowa falują w rytm obrazów, układając się tak, jakby były elementem świata przedstawionego. Rude włosy wiecznie młodej i nieco zabotoksowanej już Nicole Kidman, które płynnie przechodzą w łan traw są naprawdę majsterstykiem sztuki składania scen.

Te wszystkie zabiegi mają swoje uzasadnienie, nie jest to jedynie sztuka dla sztuki. Historia, jaką oglądamy jest dramatyczna, wciągająca, dbałość o uchwycenie detali pasuje do próby zrozumienia tego, co się dzieje na ekranie. A wiele rozgrywa się w psychice. Jest to psychologiczny thriller, gdzie oczywiście jest trochę przemocy – oswajamy się z dosadnością już na wstępnie, kiedy to India przekłuwa sobie odcisk na stopie – ale dużo się dzieje w naszych (i Indii) głowach. Realne zdarzenia przeplatane są marzeniami i snami. Subtelność i wysmakowanie formy podkreślają intymną, gęstniejącą wokół zdezorientowanej sytuacją Indii atmosferę, która z przerażaniem odkrywa, co tak naprawdę dookoła się dzieje. Czujemy, że tu chyba nie będzie happy-endu…

Gdzieś przeczytałem, że fabuła nie jest najmocniejszą stroną filmu. Umiera ojciec, nagle zjawia się tajemniczy, niewidziany od lat czarujący i elegancki stryjek, który nie dość że zjechał cały świat i gotuje jak Hannibal Lecter, to jeszcze dość jednoznacznie okazuje swoje zainteresowanie dorastającą bratanicą. Młódka jest skonsternowana, wokół zaczynają znikać ludzie, a jednocześnie powoli odkrywamy tragiczną historię sprzed lat, która ma swój ciąg dalszy zmierzający do – jak czujemy – mocnego finału.

Dlatego w sumie nie zdziwiła mnie konsternacja, jaka rozlała się po sali kinowej po seansie. Miałem wokół trochę znajomych i koniec końców zwyciężyła opinia, że trzeba się z tym filmem przespać. Ze zdumieniem przeczytałem wcześniej opinię, jaką znalazłem gdzieś w prasie, jakoby Park zrobił film graniczący z arcydziełem. Oj, nie sądzę. Nie zmienia to jednak mojej opinii, iż jest to film DOBRY. Ci, którzy spodziewają się zaskakującej i pełnej zwrotów akcji fabuły mogą się poczyć kapkę zawiedzeni. Ale tylko kapkę. Fabularna prostota nie zmienia mojej pełnej przekonania oceny, iż jest to film, na który warto iść. Wrażeń artystycznych z pewnością nie zabraknie!

Słoń