DOBRY „Laggies” i ZŁY „1 Night”: czyli dwa filmy o wspominaniu balu maturalnego

laggies-0226.jpg

Twórcom „Laggies” udało się przedstawić nastolatki, które wyglądają i zachowują się na swój wiek, a nie są przy tym niezwykle irytujące

W filmach amerykańskich strasznie dużo dzieje się na balu maturalnym. Albo ktoś wyznaje ci miłość, albo łamie serce. Niekiedy ktoś zaczyna rodzić, można zostać oblanym wiadrem świńskiej krwi;  zdarza się, że na scenie podskakuje twój przyszły syn grając muzykę z przyszłości. Czasem imprezę przerywa nawet atak zombie. Jeśli dorośli już bohaterowie wspominają go, to tylko skrajnie: albo był to najlepszy dzień w ich życiu, albo najgorszy. Ja studniówkę wspominam bardzo dobrze, choć na szczęście byłam i na lepszych imprezach. Nie prześladuje mnie żadne mroczne wspomnienie — jestem nawet zadowolona z tego, jak wyglądałam, może tylko jednak upięłabym włosy, żeby podczas cha-chy się nie zaplątać lokami w guzik od mankietu kolegi. Znacznie więcej dramy było na komersie na koniec gimnazjum, podczas którego jakaś zupełnie nieznana mi dziewczyna  niespodziewanie mnie spoliczkowała. Nawet to jednak nie popsuło mi zabawy i koniec końców uważam wieczór za dość udany. 

Tak się złożyło, że niedawno oglądałam dwa filmy, w których jakimś punktem wyjścia jest właśnie bal maturalny czy jego wspomnienie. „Laggies „(a.k.a. Życie nie gryzie) okazał się niespodziewanie DOBRY, „1 Night” natomiast zaskakująco ZŁY.

Czytaj dalej

DOBRY film: Siostra twojej siostry

Your Sisters’ Sister

USA 2011

reż.  i  scen. Lynn Shelton

wyk. Emily Blunt, Rosemarie DeWitt, Mark Duplass

Zamyślony Duplass, wschód słońca i rower. Coś często gra on w obcisłej dżinsowej kurteczce…

Pamiętam, że przed wieloma miesiącami ktoś mi ten film polecił, mówiąc, że nie wie co o nim myśleć, ale że mi się chyba spodoba. Sęk w tym, że nie pamiętam kto. Podejrzenia padały na prawo i lewo, ale nikt nie przyznał się do winy. Współautor się wyparł. Przyjaciółka Gwendolina* stwierdziła, że to nie ona, ale jak zobaczyła w trailerze nazwisko odtwórcy głównej roli, to zareagowała tak samo jak ja (czyli wybuch niekontrolowanego chichotu).

„Siostra twojej siostry” to przykład filmu, który jest DOBRY pomimo tego, że po dłuższym lub krótszym zastanowieniu można dojść do wniosku, że fabuła zakrawa na telenowelę.

Postaram się bez większych spoilerów: W rok po śmierci swojego brata Jack (Duplass**) jest nadal rozbity i rozmemłany. Jego przyjaciółka, a zarazem była dziewczyna nieboszczyka, Iris (Blunt) wysyła go do weekendowej leśnej rezydencji jej ojca, by zaznał samotności i spróbował znaleźć spokój ducha. W posiadłości Jack zastaje pijącą po zakończeniu siedmioletniego związku siostrę Iris (DeWitt). Zaczynają pić… Rano niespodziewanie przyjeżdża druga siostra, a sprawy się komplikują***.

Jest to film uroczy, acz nie zawsze przyjemny. Jak większość sundanceowych filmów niezależnych jest śliczny. Jezioro, mgły, wschód słońca, Duplass o poranku itp. Świetnie dobrana muzyka. Jednak to nie uratowało „Nieulotnych” (poza Duplassem o poranku — nie można mieć wszystkiego). Co sprawiło, że zamiast ładnego ZŁEGO filmu mamy ładny film DOBRY? Naturalne dialogi i świetne aktorstwo. No i po prostu dobry sjużet. Jak na mumblecore przystało, wiele scen opierało się na improwizacji, co często kończy się katastrofą, a tu wychodzi raczej na dobrze i na śmieszne. Blunt i DeWitt świetnie grają siostry (przyrodnie — dlatego jedna rotyzuje /r/, a druga nie****), które się kochają, ale co jakiś czas się nienawidzą. Każdy, kto ma rodzeństwo chyba to przyzna. No i zdaje test Bechdel! Podoba mi się otwarte zakończenie, jednak mam dużo zastrzeżeń do trochę naciąganego rozwiązania konfliktu. Poza tym, dlaczego oni wszyscy co wieczór mają inne piżamy? Jak jadę gdzieś na weekend, to biorę jedną piżamę, a tu Emily Blunt ma co wieczór inne prześliczne flanelowe spodnie!

Po obejrzeniu mam trochę zastrzeżeń, ale podczas oglądania dałam się uwieść (magii kina, ma się rozumieć!). Pewnie nie wszystkim się spodoba, niektórzy mogą zasnąć, ale choćby dla trójki głownych aktorów i pięknych krajobrazów północno-zachodzniego wybrzeża USA warto zaryzykować, a nuż i Wam się spodoba.

Rybka

*Jest to oczywiście pseudonim. Sama wybrała.

**Dalej śmieszne…

*** Podejrzewam, że wielu naszych potencjalnych czytelników będzie zadowolonych. O jeden krok tu od kazirodztwa, a wg satystyk naszej strony codziennie trafia do nas przynajmniej jeden nieszczęśnik pragnący znaleźć film o kazirodztwie.

****Wybaczcie wtręt fonologiczny. Filolog ze mnie wychodzi…