Uroczo zły: Śmierć w miękkim futerku

Dawno temu dobre kino Agrafka w Krakowie miała festiwal filmowej kiszki. Później ponoć w kinie Kijów odbywały się w krwawe poniedziałki. Dlatego, gdy dowiedziałem się, że idea żyje i ma się dobrze, pognałem jak kot po dachówkach do Cafe Szafe, gdzie w ramach Bloody Monday puszczono „Śmierć w miękkim futerku”. Produkcja z 1988 r. o demonie-kociaku była urzekająco zła, a ja dowiedziałem się po raz kolejny, że życie mi uciekło…

Czytaj dalej

DOBRY film: The Squid and the Whale

Film ten po polsku nazywa się „Walka żywiołów”, jak gdyby dystrybutor nie obejrzał filmu i uznał, że „Kałamarnica i wieloryb” było zbyt enigmatycznie. A to pomimo faktu, że po obejrzeniu każdy będzie wiedział, dlaczego tak to się nazywa, a trochę tajemniczości jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziło. Postanowiłam zbojkotować polski tytuł — wolno mi, mój blog, a Współautor gdzieś hasa bez internetu.

Czytaj dalej