Dobry film: THOR – Mroczny świat

Źródło: cdn.fansided.com

Źródło: cdn.fansided.com

„Thor – The Dark World”

USA, 2013

reż. Alan Taylor

scen. Christopher Yost, Christopher Markus, Stephen McPhelly,

wyk. Chris Hemsworth, Tom Hiddleston, Natalie Portman,

Dawno nie byłem w multipleksie. Nie ukrywam, jako stały bywalec kin studyjnych, co wynika zarówno z moich filmowych preferencji, jak i możliwości finansowych, odzwyczaiłem się od gigantycznych sal, ekranów zasysających naszą uwagę niczym czarna dziura oraz rozmachu współczesnej sztuki filmowej. Tak, nie ma się co czarować, że obecne możliwości kin są potężnym ciosem dla wszelkich prób korzystania z niezbyt legalnych źródeł. Żaden stream (jeszcze?) nie zastąpi magicznej podróży na drugą stronę kinowego ekranu, oferującego jedyne w swoim rodzaju kinowe przeżycia. A że mainstreamowe kino – jak zwykle z reszą – ma nas nieustannie zaskakiwać, poziom technicznego dopieszczenia obecnych produkcji filmowych naprawdę poraża. Szczególnie, jeśli chodzi o kino akcji.

Ja sobie zaserwowałem terapię szokową i to od razu o mocy młota nordyckiego boga gromów, syna równie potężnego Odyna – Thora. Oto bowiem wielki powrót do multipleksu miał miejsce w Kuala Lumpur, w ogromnej galerii Times Square, gdzie znajduje się… rollercoaster. To tak, żeby poczuć o jakiej skali kina mowa.

Czytaj dalej

Bardzo Dobry ale Bardzo Długi Film o Filmie: The Story of Film. An Odyssey

The Story of Film. An Odyssey.

Wielka Brytania, 2011

reż. Mark Cousins

Niniejsza recenzja pierwotnie została opublikowana 09/2013 na zaprzyjaźnionym portalu pulpozaur.pl w ramach tzw. występów gościnnych, praktykowanych przez Autorów tego bloga. Z niewielkimi zmianami tekst ten ukazuje się dzisiaj na naszych łamach. 

Jak pisał wybitny historyk sztuki: „Czy nam się to podoba czy nie, kino – bardziej niż jakakolwiek inna siła – ukształtowało opinie, smak, język, stroje, zachowanie, a nawet fizyczny wygląd publiczności”. Jak dodaje dalej: „Gdyby prawo zmusiło wszystkich poważnych poetów lirycznych, kompozytorów, malarzy i rzeźbiarzy do zaniechania swej działalności – uświadomiłaby to sobie niewielka część szerokiej publiczności. […] Lecz gdyby to samo stało się z kinem, konsekwencje społeczne byłby katastrofalne”.

W samym 2012 r. filmy zarobiły prawie 35 mld dolarów na całym świecie. Wiadomo, że liderem jeśli chodzi o produkcje są Indie (1325 filmów w ostatnim roku), potem Nigeria (826), brąz dla USA (520). Ogólnie trochę tego jest, jeśli do tego dodamy pozostałe kraje, w tym Polskę z radosnymi czterdziestoma produkcjami. Żaden z tych filmów – co jasne – nie powstaje w próżni, każdy z nich jest osadzony w jakiejś kulturze, tradycji, zmontowany został w konkretnym kraju, ale zarazem nawiązuje do światowej tradycji kinowej. Uniwersalność języka „ruchomych obrazków” jest niezaprzeczalna.

Źródło: Karlove Vary International Film Festival

W tym momencie rodzi się pytanie: jak w takiej sytuacji zrealizować zadanie opisania ponad 120 lat tej niezwykle popularnej sztuki? Jak się nie pogubić w gąszczu coraz to nowych produkcji? Czy da się znaleźć jakieś wzory, schematy, połączyć dzieła klasyczne z tym, co się dzieje we współczesnym kinie? I zrobić to tak, by nie powstało liczące tysiąc godzin dzieło, gubiące w natłoku informacji sedno, jakim jest próba ogarnięcia tego, co się działo z kinematografią od jej początków po dzień dzisiejszy?

Cóż – da się. Facet, który tego dokonał, nazywa się Mark Cousins. Jest północnoirlandzkim krytykiem filmowym i potrzebował dokładnie dziewięciuset minut, by tego dokonać.

Panie i Panowie, przed nami – że oddam głos samemu reżyserowi – „epicka opowieść o innowacji, poprzez dwanaście dekad historii, sześć kontynentów i tysiąc filmów” – The Story of Film. An Odyssey

Czytaj dalej

Dobry Film: Anomalia

Kuro, co się stało z wiosną?

Kuro, co się stało z wiosną?

La Cinquième Saison

Belgia, Francja, Holandia, 2013

reż. i sc. Peter Brosens, Jessica Woodworth

wyk.  Aurélia Poirier, Django Schrevens

Tą recenzją rozpoczynamy na naszym blogu cykl wspominek po festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty. Choć od zakończenia kinowego święta we Wrocławiu trochę już minęło, to za słuszne uznałem poczekanie chwilę, ot tak by trafić z recenzją w okres, kiedy poszczególne obrazy udostępnione zostaną szerszej publiczności w polskich kinach. 

Szkoda, że polskiego tłumacza znowu poniosła artystyczna fantazja i zaniechał dosłownego tłumaczenia. Może uznał, że „Piąta pora roku” brzmi za mało spektakularnie, a do kin rzesze przyciągnie raczej socjologiczny żargon, od razu kojarzący się z incepcjami, infiltracjami i innymi takimi popularnymi terminami chętnie wykorzystywanymi przez przemysł filmowy zajmujący się w ostatnim czasie tematami z obszaru socjologii, kognitywistyki i psychologii. Tymczasem pierwotny, bardziej oryginalny i zmyślny tytuł od razu nadaje filmowi odpowiednią, poetycką aurę. „Anomalia” jest zdecydowanie kinem artystycznie i estetycznie dopieszczonym do granic możliwości. Jednocześnie belgijski/holenderski/francuski widz już na wstępie wiem o co chodzi (anomalie pogodowe); my w Polsce musimy czytać recenzje na ciekawych blogach filmowych.

Ostatnia zima choć nie należała do najcięższych, jakie pamiętam (w końcu to w lutym 2012 temperatura spadała i dość długo utrzymywała się na poziomie -30 st. Celsjusza), to niewątpliwie była upierdliwa swoją długością, o czym najlepiej świadczy podszyty głębokim niedowierzaniem i rozczarowaniam żart o białych świętach (Wielkanocnych). Brosens, pochodzący z Belgii, której stolica odnotowała w tym roku najzimniejsza wiosnę od lat 70. (średnia temperatura na poziomie nieco ponad 8 st.), podchwycił wątek zimy, która nie odpuszcza. A raczej wiosny, jaka nie nadchodzi w pewnej spokojnej flamandzkiej wioseczce. Pozimowa szaruga staje się stanem permanentnym, tytułową piątą porą roku (a nie żadną tam anomalią!)

Wszystko zaczyna się niewinnie – od nieudanego święta pożegnania zimy, w trakcie którego, w atmosferze ludowego festynu zwyczajowo pali się na szczycie za osadą wielkie ognisko. Tym razem coś się pierniczy, bo ogień w ogóle się nie ima suchych gałęzi (to tak jakby marzanna nie chciała nam się podpalić i utonąć!), stos stoi jak stał. Wszyscy wracają do swoich zajęć, ale niespełniony obrzęd staje się złym omenem, zapowiadającym anomalię. Choć zima od chodzi, zamiast wiosny jest szaro, buro i zimno. Nie ma plonów, zdychają pszczoły, kury nie dają jajek – katastrofaalne zaburzenie naturalnego porządku.

Cała sytuacja odbija się oczywiście na nastrojach ludzi, którzy popadają w coraz bardziej nerwowe nastroje, co prowadzi w końcu do paru nieprzyjemnych sytuacji. W przeciwieństwie do „Dżumy” Camusa, gdzie grożące życiu zaburzenie naturalnego porządku staje się punktem wyjścia do egzystencjalnych rozważań, w „Anomalii” mamy studium narastającej anomii – zaniku norm (może to był lepszy tytuł, Panie Tłumaczu?) i zniszczenia międzyludzkich relacji. Perspektywa jest zdecydowanie szersza, bohaterem jest tak naprawdę cała społeczność belgijskiego wygwizdowa. Brak racjonalnego wytłumaczenia całej sytuacji prowadzi do triumfu irracjonalizmu. W końcu gdzie rozum śpi budzą się demony… Strach nie tyle niszczy myślenie, ale i skłania do szukania nieludzkich i radykalnych rozwiązań. Zło społeczne nie ma jednak imienia, oprawcy są anonimowym tłumem. To wrażenie depersonalizacji zbrodni potęgowane jest przez noszenie przez mieszkańców masek z długimi nosami, przypominających ubranka średniowiecznych lekarzy odwiedzających chorych w trakcie epidemii dżumy. Jeszcze jedno nawiązanie do francuskiej literatury?

Oczywiście, wioska funkcjonuje w pewnym kontekście państwowym. Niestety ogłoszona na poziomie kraju klęska żywiołowa, sprowadza się jedynie do skonfiskowania trzody chlewnej. W obliczu zagrożenia państwo postępuje bezdusznie według wcześniej ustalonych i trudno zrozumiałych reguł, zostawiając w gruncie rzeczy ludzi samym sobie. A ci, na ile mogą, próbują radzić sobie w nowej sytuacji, uciekając się do mniej lub bardziej nagannych w normalnych warunkach sposobów zarobku.

Szukają wiosny w polu.

                                                          Szukają wiosny w polu.

Pięknie to jest zrobione, z geometrycznymi ujęciami, ślicznymi pejzażami belgijskiej wioski, zaskakującymi perspektywami i wyrazistymi barwami. Aż tęsknimy za zimą! Czułem w „Anomalii” nawiązanie do kolorystyki rustykalnych obrazów Bruegla, choć tematycznie bliżej temu filmowi do boschowskiego pandemonium. Można się w nim doszukiwać w nim aluzji do kryzysu gospodarczego, czy też traktować go jako dosyć ogólny traktat o narodzinach totalitaryzmów.

Film ma – niestety – JEDEN poważny mankament – to już było. Kolejny social-thriller, ukazujący stopniowe załamanie się dotychczas obowiązujących norm oraz odsłaniający mechanizmy prowadzące do przerażających zbrodni.

Wszystko to ma jednak piękne i ujmujące zamysłem opakowanie, dlatego pomimo dużego „ale” z przedostatniego akapitu tego wpisu ostatecznie ląduje w kategorii DOBRY FILM.