ZIMNA WOJNA — czyli DOBRY film ze ZŁYM melodramatem

Dalej nie wiem, co myśleć o tym filmie. Seans skończył się 20:45, a z Towarzyszem Seansu i Życia rozmawialiśmy o nim nieprzerwanie do co najmniej 22:50. Z jednej strony zobaczyliśmy film piękny, z cudowną muzyką, o bardzo ciekawych czasach, fantastycznie zagrany, z dwoma doskonałymi postaciami drugoplanowymi (rola życia Szyca, który urodził się by grać aparatczyka oraz zdecydowanie za mało cudownie wściekłej Kuleszy). Było w nim kilka scen, które — tu nie przesadzam — było najpiękniejszymi, jakie widziałam w kinie. A jednak coś jest nie tak…

Czytaj dalej

ZŁY film: Moje córki krowy

static.prsa.plReklamowany jako komedia debiut Kingi Dębskiej, ku naszemu zaskoczeniu jest ponurym dramatem o umieraniu w czasach demokracji nieliberalnej. Humor lepszego i gorszego sortu skrzy się, jednak niestety nie balansuje on depresyjnego klimatu związanego z powolnym odchodzeniem z tego świata rodziców bohaterów. Śmieszniejsze to niż „33 sceny z życia”, ale wychodzimy z kina w stanie egzystencjonalnego rozstrzęsienia, z poczuciem, że dramat umierania przesłonił całą resztę. Jednak jest to film, który będzie mi spędzać sen z powiek, bo ma wiele dobrych elementów, przez co stał się kolejnym utrapieniem tych, którzy filmy dzielą albo na dobre, albo na złe…

Czytaj dalej

Festiwal bez festiwalu. Relacja z AIFFA 2015

Jackie Chan, karate mistrz! Za: www.freemalaysiatoday.com

Jackie Chan, karate mistrz! Za: www.freemalaysiatoday.com

Smukłe jak trzciny kambodżańskie aktorki. Filipińscy filmowcy opowiadający o swoich orgiach posypanych kokainą. Dokumentalista z Mjanmy (dawniej Birma), który spędził 7 miesięcy w więzieniu za nakręcenie nominowanego do Oscara dokumentu. Przeciągająca się cisza na gali, gdy nie ma komu odebrać nagrody. AIFFA 2015 to wydarzenie filmowe jakich mało. Parodniowa impreza na Borneo, w której jak w soczewce skupiają się wszystkie problemy regionu, nie tylko związane z kinematografią. Ale i tak – zabawa jest przednia.

Z cyklu „Coś innego” — relacja Współautora z festiwalu AIFFA 2015, jaki miał miejsce w dniach 9-11 kwietnia w Kuchingu, mieście położonym na malezyjskiej części wyspy Borneo.

Czytaj dalej

DOBRY film: Słońce podczas burzy

źr. geeksnack.com | Cumberbatch czycha w Parku Jordana.

źr. geeksnack.com | Cumberbatch jako Liam Versatile czyha w Parku Jordana.

Już od roku czekam na premierę drugiej części mojej ulubionej sagi Świat Utracony (podobno druga część ma się nazywać Świat Utracony: Drugie Starcie Miłości). Niestety, premiera została odroczona ze względu na promocję nowego filmu Alana Rickmana i Kate Winslet (których nowy owoc współpracy zobaczymy niedługo — film o ogrodnikach francuskiego dworu!) oraz przez zapchany kalendarz Calisty Flockhart. Na pocieszenie oglądnęłam ostatnio inny film z dawną Ally McBeal — i to tym chętniej, że nie dość, że gra tam Benedict Cumberbatch, to jeszcze część filmu dzieje się w Krakowie. Poniżej możecie poczytać o najlepiej chronionej produkcji DOBREGO filmu. Są duchy, są podróże w czasie i park Jordana!

Czytaj dalej

DOBRY film: Lewiatan

pmcvZa:pmcvariety.files.wordpress.com

pmcvZa:pmcvariety.files.wordpress.com

Masha Gessen z The New York Review of Books swój artykuł zaczyna w ten sposób: „Gdzieś około 1993 r., po paru wycieczkach do Rosji, zauważyłam dziwną i niepokojącą rzecz: ludzie umierą”. Nie, nie chodziło o nagłe i dramatyczne doświadczenie śmierci oraz przychodzącą wcześniej czy później świadomość, że nasze życie się skończy. Masha odnotowała, że co pytała o kolejnego znajomego Rosjanina, to okazywało się, że tam śmiertelny wypadek helikoptera, tu utonięcie. I to nie starsi ludzie, ale trzydziestoparęlatkowie. „Tam przecież nie ma wojny” — próbowała tłumaczyć sobie dziennikarka. Dopiero starszy kolega po fachu uświadomił ją: „Ale właśnie jest. Tak wygląda wojna domowa”. Faktycznie, z demografią Rosji nie jest najlepiej (w ciągu ostatnich 20 lat ludność Rosji zmiejszyła się o 5 mln!), na co składa sie szereg czynników. O nich wszystkich, po kolei, traktuje — jak się wydawało — największy rywal „Idy” w walce o Nagrodę Akademii za najlepszy film nieanglojęzyczny.

Czytaj dalej

DOBRY film: BIRDMAN

Za: www.wired.com

Za: www.wired.com

Już samo zaproszenie na prywatny, przedpremierowy senans od 20th Century Fox brzmiało miło. Choć dojazd do znajdującego się na straszliwych peryferiach gigantycznego centrum handlowego, w którym znajduje się multipleks, w jakim miałem rozkoszować się nieocenzurowanym filmem, trwał dłużej niż ustawa przewiduje (azjatyckie miasta nie wybaczają spóźnień: autobusy jeźdżą jak chcą, a tanie taksówki i tak stoją w niebotycznych korkach ciągnących się po sześciopasmówkach), to złość na urbanistyczny niedorozwój tej części świata zeszła ze mnie już po napisach początkowych. Narastający stopniowo zachwyt utrzymuje się zaś do dzisiaj…

Czytaj dalej

DOBRE Filmy z Warszawskiego Festiwalu Filmowego

Chyba się zaraziłem. Wiecie jak to jest?

Najpierw człowiek jedzie na duży i popularny festiwal. I odkrywa zupełnie nowy świat. Zostaje pochłonięty przez niesamowitą atmosferę, poznaje od groma nowych ludzi, którzy podobnie jak on, potrafią pomimo narastającego zmęczenia siedzieć cały dzien w kinie, tak by pod wieczór mieć w głowie jeden wielki misz-masz wszystkich obrazów, jakie się widziało. Do tego dochodzą drzemki w trakcie seansów, jakie na początku wydają się być młodemu kinomaniakowi grzechem najcięższym, a dopiero po jakimś czasie okazują się być nieodłączną częścią festiwalowego przeżycia. Etap drugi przynosi narastające rozczarowanie ulubionym festiwalem. Nabite punkty expa (ze slangu RPG – doświadczenia) budzą w człowieku odruchy zrzędzącego na wszystko konserwatysty (grumpy conservative, haha, nie jest to fachowy termin politologiczny, żeby nie było:D), że kiedyś to były filmy, atmosfera i ludzie, a teraz uzbrojona w iPhony gimbaza rości sobie prawa do bycia prawdziwym festiwalowiczem. No i przychodzi etap trzeci – odkrycie, że jest życie i fun poza naszą oazą, słowem – inne festiwale. Nerwowe szukanie dookoła jakichś większych eventów.

I tak dochodzimy do sposób radzenia sobie z jesienną depresją, powiosennym głodem kulturalnych imprez zaczynanych z rana piwem i odliczaniem czasu do ukochanego festiwalu. Nie ukrywam, po latach jeżdżenia na Kosakowe Pole i do Wrocławia postanowiłem zobaczyć, jak to robią inni. Wprawdzie Warszawa nie jest wcale tak blisko, ale za dużo czytałem ostatnio o Warszawskim Festiwalu Filmowym, by nie skorzystać. Jestem niestudiującym studentem (tzn. obroniłem się w czerwcu, ale do konca października br. korzystam z przywilejów studenckich), dlatego postanowiłem wybrać się na jeden dzień do powracającej do normalnego życia po gorączce referendum stolicy i sprawdzić, cóż tam puszczają.

Czytaj dalej