DOBRE filmy w Chinach, cz. II: Dzikie historie w Hong Kongu

W Hong Kongu można bardzo łatwo znaleźć tanie miejsce noclegowe i to w samym centrum miasta. Blisko głównej stacji metra, rzut kamieniem od przystani, skąd odchodzą promy na wyspę Hong Kong czy do Makau. I na tym zalety hostelu się kończą. Miejsce jest podłą meliną, z klaustrofobicznymi pokojami, paskudnym standardem sanitarnym. Do tego wyjątkowo wredny właściciel, z którym się trzeba niemal o wszystko wykłócać, i rzesze panów z Bliskiego Wschodu i Azji Południowej, oferujących przy wejściu „cheap hash, bro!”. Złość w człowieku narastała taka, że myśli same kreowały scenariusze wrednej zemsty. Na szczęście udało mi się zobaczyć „Dzikie Historie”, argentyńskiego konkurenta „Idy” do Oscara w tym roku i złość od razu odpuściła. Raz — że film uczy, iż agresja nie popłaca, dwa — film jest tak DOBRY, że od razu opuszczają nas złe feromony, no i trzy — miasto, które ma TAKIE kino, nie może być złe.

Czytaj dalej

DOBRE filmy w Chinach, cz. I: Hawajskie dżender w Szanghaju

Za: leiculture.com

Za: leiculture.com

Najpierw Współautorka opuściła Europę (i komputer), by otrzeźwić płuca i umysł w rześkim powietrzu Ameryki Północnej, gdzie roślinność lasu deszczowego strefy umiarkowanej jest tak obfita, że człowiek stojąc obok wznoszących się na dwa metry krzaków ostrężyn czuje się jak — zacytujmy Współautorkę — „hobbit, tyci krasnoludek”. Zaraz potem ja sam rozstałem się ze swim komputerem, by udać się tam, gdzie — fakt — też jest zjawiskowa przyroda, ale przede wszystkim cholernie zadymiona smogiem dumna cywilizacja, wschodząca potęga światowa twardo opierająca się facebookom i googlom, czyli Chiny. I tak oto na parę dni wyłączyliśmy się z obiegu internetowego. Pora nadrobić zaległości i szybciutko, w pierwszej części filmowej relacji z Chin, napisać o DOBRYM szanghajskim festiwalu i pewnym filmie nurtu LGBT z Hawajów.

Czytaj dalej

Bardzo Dobry ale Bardzo Długi Film o Filmie: The Story of Film. An Odyssey

The Story of Film. An Odyssey.

Wielka Brytania, 2011

reż. Mark Cousins

Niniejsza recenzja pierwotnie została opublikowana 09/2013 na zaprzyjaźnionym portalu pulpozaur.pl w ramach tzw. występów gościnnych, praktykowanych przez Autorów tego bloga. Z niewielkimi zmianami tekst ten ukazuje się dzisiaj na naszych łamach. 

Jak pisał wybitny historyk sztuki: „Czy nam się to podoba czy nie, kino – bardziej niż jakakolwiek inna siła – ukształtowało opinie, smak, język, stroje, zachowanie, a nawet fizyczny wygląd publiczności”. Jak dodaje dalej: „Gdyby prawo zmusiło wszystkich poważnych poetów lirycznych, kompozytorów, malarzy i rzeźbiarzy do zaniechania swej działalności – uświadomiłaby to sobie niewielka część szerokiej publiczności. […] Lecz gdyby to samo stało się z kinem, konsekwencje społeczne byłby katastrofalne”.

W samym 2012 r. filmy zarobiły prawie 35 mld dolarów na całym świecie. Wiadomo, że liderem jeśli chodzi o produkcje są Indie (1325 filmów w ostatnim roku), potem Nigeria (826), brąz dla USA (520). Ogólnie trochę tego jest, jeśli do tego dodamy pozostałe kraje, w tym Polskę z radosnymi czterdziestoma produkcjami. Żaden z tych filmów – co jasne – nie powstaje w próżni, każdy z nich jest osadzony w jakiejś kulturze, tradycji, zmontowany został w konkretnym kraju, ale zarazem nawiązuje do światowej tradycji kinowej. Uniwersalność języka „ruchomych obrazków” jest niezaprzeczalna.

Źródło: Karlove Vary International Film Festival

W tym momencie rodzi się pytanie: jak w takiej sytuacji zrealizować zadanie opisania ponad 120 lat tej niezwykle popularnej sztuki? Jak się nie pogubić w gąszczu coraz to nowych produkcji? Czy da się znaleźć jakieś wzory, schematy, połączyć dzieła klasyczne z tym, co się dzieje we współczesnym kinie? I zrobić to tak, by nie powstało liczące tysiąc godzin dzieło, gubiące w natłoku informacji sedno, jakim jest próba ogarnięcia tego, co się działo z kinematografią od jej początków po dzień dzisiejszy?

Cóż – da się. Facet, który tego dokonał, nazywa się Mark Cousins. Jest północnoirlandzkim krytykiem filmowym i potrzebował dokładnie dziewięciuset minut, by tego dokonać.

Panie i Panowie, przed nami – że oddam głos samemu reżyserowi – „epicka opowieść o innowacji, poprzez dwanaście dekad historii, sześć kontynentów i tysiąc filmów” – The Story of Film. An Odyssey

Czytaj dalej