DOBRE zaskoczenie: Manhattan Romance

Manhattan-Romance-Still-3

źr: stageandcinema.com

Przyznam Wam się. Chciałam obejrzeć wreszcie do końca „I Hate Valentine’s Day„, ale niestety: poległam. Łudziłam się, że te wszystkie ZŁE filmy, jakie obejrzałam chociażby od założenia tego bloga uodporniły mnie trochę, myślałam, że wyrobiłam sobie tolerancję lub chociażby ciut większą wytrzymałość na ZŁE filmy, na które tak przyjemnie potem można ponarzekać. „Nie cierpię walentynek” okazało się jednak tak wstrętnym, różowym, bezmyślnym, otumaniającym tępotą, podstępnym skokiem na kasę, że przebija pod tym względem wszystkie plastikowe duperele, które usiłuje nam się wcisnąć w lutym. Nawet ja nie byłam w stanie wytrzymać więcej niż piętnaście minut. Zamiast tego postanowiłam znaleźć coś innego, nad czym mogłabym się poznęcać. Weszłam na Netflixa i znalazłam „Manhattan Romance”. Nic o tym nie wiedziałam, ale coś z takim tytułem nie może być DOBRE! A jednak – ku mojemu zaskoczeniu – nie było to ZŁE! Ba! Podobało mi się nawet!

Czytaj dalej