DOBRY film: Bridget Jones 3

gallery-1458728354-movies-bridget-jones-baby-02

Teraz dziennik jest oczywiście elektroniczny

Nie ukrywam: kiedy usłyszałam, że robią kolejną część, i to z NIEMOWLĘCIEM (fuj) w oryginalnym tytule, wydałam z siebie jęk niezadowolenia i obiecałam sobie, że za żadne skarby tego nie zobaczę. Książki (ostatniej, zupełnie innej od filmu, nie czytałam) były śmieszne (pamiętam, jak moi rodzice czytali sobie fragmenty na głos i zanosili się od śmiechu), pierwszy film był ok, drugiego nawet ja nie byłam w stanie obejrzeć do końca. Trzecia część wydała mi się parszywym skokiem na kasę, nienawidzę scen porodowych w kinie i telewizji, ale… ale potem zobaczyłam że gra w tym Emma Thompson.

Czytaj dalej

ZŁY film (ale DOBRY do nabijania się): Ugotowany

... one of them was playing in this ridiculous movie

…  taking part in this ridiculous movie was one of them.

Ten film nie jest DOBRY…  Jednak okazał się ZŁY zupełnie inaczej, niż się spodzewałam. Co nie zmienia faktu, że świetnie się na nim bawiłam, choć to głównie zasługa towarzyszącej mi przyjaciółki (nie pamiętam, pod jakim pseudonimem tu występuje, więc dla niepoznaki nazwę ją Kasią). Nie jest to film do oglądania w pojedynkę, bo człowiek może zasnąć albo wyrwać sobie włosy z głowy z powodu nadmiaru bezsensu albo (jeśli głodny) odgryzie kawałek fotela. W DOBRYM towarzystwie można mieć ubaw po pachy (a podczas dłużyzn powymieniać się ciekawszymi kulinarnymi doświadczeniami).

Czytaj dalej

Amatorzy adaptacji #1: Wiele hałasu o nic (1993), czyli DOBRY początek cyklu

źródło: faustineisgone.com

źródło: faustineisgone.com

Zaczynamy nowy cykl pt. „Amatorzy adaptacji”, żeby jedno z nas miało wymówkę do obsesyjnego oglądania ekranizacji ulubionych książek. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego. W ramach niego będziemy omawiać i porównywać kilka(naście?) adaptacji jednego dzieła literackiego.Raz na jakiś czas omawiamy jedną klasyczną (tj. korzystającą w miarę dosłownie z tekstu oryginalnej sztuki) adaptację, a później zajmiemy się modernizacjami (czyli wersjami, w których nie tylko realia, ale i język są dostosowywane do współczesnych norm).  Na pierwszy ogień idzie szekspirowska komedia „Wiele hałasu o nic”. 

borg

źródło: borg.com

Much Ado About Nothing

Wielka Brytania/USA 1993

reż. i scen. Kenneth Branagh (na podstawie sztuki Williama Szekspira)

wyk. Emma Thompson, Kenneth Branagh, Kate Beckinsale, Robert Sean Leonard (i cała stała Branaghowska zgraja )

Na początek co nieco o samej sztuce. Jest to chyba obok „Snu nocy letniej” moja ulubiona komedia Szekspira, w której występuje w jedna z moich ukochanych bohaterek literackich, czyli Beatrice (w którymś ze starszych polskich tłumaczeń Beatryx, czy też Beatrycze). Jest błyskotliwa, niezależna, cięta i cudownie złośliwa (zwłaszcza wobec niejakiego Benedicka — nie Benedicta). Moim zdaniem dostają jej się najlepsze kwestie, np. Ten co ma brodę nie jest już młodzieńcem, a ten bez brody jeszcze nie mężczyzną. Gdy już nie młodzian, to mąż już nie dla mnie; gdy nie mężczyzna jeszcze, to ja nie dla niego (wybaczcie podłe tłumaczenie, nie mam polskiego przekładu pod ręką).

Czytaj dalej

Dobry głupi film, czyli Riwiera dla dwojga.

LPUN_screenrelish

źródło: screenrelish.com

The Love Punch

Wielka Brytania 2013

reż. i scen. Joel Hopkins

wyk. Emma Thompson, Pierce Brosnan

Bywają takie dni, że trzeba obejrzeć coś głupiego. Ale jest dużo rodzajów głupich filmów. Od dzieł porażających, wręcz paraliżujących swoją niemądrością, przez te odrzucająco durne, nudno-głupie, tak-głupie-że-aż-śmieszne, aż do uroczo głupiutkich. Ten film należy do ostatnich dwóch kategorii. Jest lekki, śmieszny, idealnie nadaje się na letnie ukrywanie się w kinie przed deszczem, upałem czy obowiązkami.

Czytaj dalej