DOBRE, inne Gwiezdne Wojny: Łotr 1

rogue-one-a-star-wars-story-felicity-jones-diego-luna.jpg

Robot-pudełko kontratakuje!

Gdy okazało się, że żartobliwe przewidywania Współautorki stały się faktem i disneyowski spin-off ze świata Gwiezdnych Wojen naprawdę  w Polsce nazywa się „Łotr 1” rozległy się śmichy, chichy i obawy (Ryba w sumie go lubi…). Zeszłoroczne „Przebudzenie Mocy” było o wiele bardziej wyczekiwanym tytułem, ze świetnym aktorstwem i postaciami, ale coś szwankowało na poziomie scenariusza, który był miksem IV i V epizodu (Współautorowi to przeszkadza… Współautorce nie :P). „Łotr” jest filmem dobrym, ładnie nawiązującym do całej sagi, z cudownymi krajobrazami i fantastycznym zakończeniem. Czy jest to jednak film DOBRY dla wszystkich tych, którzy nie reagowali ekstatycznie na fakt, że pilotami X-wingów, jest ta sama ekipa co prowadziła je w IV epizodzie, a rolę komandora Imperium Moffa Tarkina grał facet, który nie żyje od 22 lat?  Recenzja wspólna. Z małą kością niezgody.

[Drobniuśkie spoilery do Epizodów IV-VIII, co do Łotra nie wychodzimy poza to, co widać w zwiastunie]

Czytaj dalej

DOBRY film: Mister Lonely

Mister Lonely

Wielka Brytania, Francja, Irlandia, USA 2007

reż. Harmony Korine

wyk. Diego Luna, Samanta Morton, Denis Lavant, Walter Herzog

Film ten poleciła Czytelniczka Pola. Ufam Czytelniczce Poli, gdyż mamy podobny gust muzyczny i filmowy, ale nie spodziewałam się czegoś takiego.

Jest to film bardzo dziwny.

Główny wątek stanowi historia młodego sobowtóra Michaela Jordana (impersonatora? Jak to się po Polsku nazywa?), który poznaje na jednym z występów „Marlyn Monroe” i jedzie do z nią do Szkocji, do swego rodzaju komuny sobowtórów, prowadzonej przez „Merlyn” i jej męża „Charliego Chaplina” . Spotkamy tam też między innymi cudownie przeklinającego na traktorze”Abrahama Lincolna”, „Królową Elżbietę”, „Papieża” (raczej chodzi o Benedykta), „Madonnę” i córkę „Merlyn” i „Chaplina” — małą „Shirley Temple”. W tej komunie „Michael” po raz pierwszy jest „wśród swoich”, choć nikt tam przecież nie jest sobą — ani nie wie kim jest. Należy pamiętać, że Michael Jackson zmarł dopiero dwa lata po nakręceniu „Mister Lonely’ego”. To, że „pierwowzór-celebryta” głównego bohatera jeszcze żyje i nie wiadomo co z nim będzie to bardzo ważny element historii.

Mniejszy wątek, to wątek latających zakonnic i księdza – Waltera Herzoga który ma im towarzyszyć w drodze z misji w Afryce do Watykanu.

Już z samego zarysu fabuły można się domyśleć, że jedną  z cech tego filmu jest dziwaczność. Korine stąpa po grząskim gruncie — mało brakowało, a film ten byłby kolejnym przykładem przeintelektualizowanego, przeestetyzowanego kiczu  — jak to  się stało w przypadku „Po drugiej stronie snu„. Choć chwilami lekko przesadza (gadające pisanki, serio?), całość jest tak zgrabnie złożona, tak pięknie nakręcona, tak dobrze zagrana i z tak cudownie dobraną muzyką*, że widz (przynajmnej ten) daje się wciągnąć w magiczną atmosferę tego filmu i z radością kupuje wszechpanującą „dziwaczność”.

Tak jak Daly w „Po drugiej stronie snu”, Korine przygląda się uczuciu samotniości, niezrozumienia, „inności”. Jednak w przeciwieństwie do „Snu”, „Mister Lonely” nie traktuje się zbyt poważnie. Jest tu połączenie subtelnego komizmu i pewien tragiczny optymizm. Nie jest to film, któryspodoba się każdemu, ale posiada on pewien specyficzny, dziwaczny urok.

Rybka

*Chyba to przez to dogranie muzyki i koloru do atmosfery kolejnych scen ten film jest nie tylko ŁADNY ale i DOBRY.

Wiem, wiem, że to dużo zdjęć! Ale to taki ŁADNY film, że nie mogłam się powstrzymać. A to ujęcie jest urocze.