DOBRY film: Głośniej od bomb

louder-than-bombs-06.jpg

Isabelle Huppert podpisała cyrograf z diabłem!

Oglądając Głośniej od bomb miałam wrażenie, jakbym czytała dobrą, wciągającą, ciekawie napisaną książkę. Równocześnie uważam, że film jest najlepszym medium do opowiedzenia tej historii – Trier wspaniale operuje obrazem, czy wręcz zdjęciem.

Czytaj dalej

Porażająco DOBRY partyzancki dokument z serca Afryki: The Ambassador

Za: images.huffingtonpost.com

Za: images.huffingtonpost.com

Duński dziennikarz postanawia się wkręcić w biznes tzw. krwawych diamentów, czyli drogich minerałów, zysków z których nie otrzymują niewolniczo pracujący w urągających ludzkiej wolności lokalni wyrobnicy, ale różnej maści partyzanci i rebelianci. Mads Brügger odnajduje zatem firmę o wdzięcznej nazwie Diplomatic Services i nabywa liberyjski paszport dyplomatyczny, dzięki któremu bez przeszkód będzie mógł wywozić drogocenne kamyki z Republiki Środkowoafrykanskiej. Boski przepis na powalająco mocny dokument, przy którym nie wiadomo, czy się śmiać czy płakać.

Czytaj dalej

DOBRY: Pitch Perfect 2

Za: assets-s3.usmagazine.com

Za: assets-s3.usmagazine.com

Do ostatniej chwili walczyłem, żeby zmienić film. „Ej, wiem, że już wybraliście, ale może wybralibyśmy się na „Agentkę” (tyt. org. „Szpieg”, czemu nie można było PRZETŁUMACZYĆ PO BOŻEMU?)? Wiecie, Melissa McCarthy, Jude Law, Statham, szpiedzy, żarty, może w końcu dobra komedia o szpiegach…?” Nie. Film wybrany, bilety kupione, towarzysze sensu chcą musical, amen. Jedynki nie widziałem, zwiastun w stylu silnie sfeminizowanej fabularnej odpowiedzi na serial „Glee” nie zachęcał, więc postawiłem na tym piątkowym wieczorze krzyżyk… A tymczasem…

Czytaj dalej

Trzy dobre komedie ze Skandynawii

Trzy komedie z północnej Europy. A konkretniej z Danii, Szwecji i Norwegii. Jedna stara staroć, którą warto przypomnieć i dwie produkcje, które były do zobaczenia w Polsce w tym roku. Niby wszystkie trzy zaklasyfikowane jako komedia, ale każda z nich operuje innym poczuciem humoruDo wyboru do koloru: komedia kryminalna, czarna i taka-nie-do-końca-czarna. Nie brakuje też neonazistów, (sam Hitler się pojawia!), przemocy w szkole, dużej dozy dystansu do swoich nacji i momentów, gdy zadajemy sobie pytanie, co to do licha jest. Ale jest dobrze. I ciekawostka: w każdej z nich pojawia się wątek azjatycki, z czego w dwóch tak obecna ostatnio na tym blogu Indonezja.

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Zacznijmy od filmu, który urzekł mnie swoim tytułem. Wyprodukowany w 2013 r. w Szwecji „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” zapowiadał dość pokręcone przygody geriatryków. Okazało się, że jest bardziej przaśno niż dziwnie, ale i tak nie można narzekać. Allan (Robert Gustaffson), tytułowy stulatek (choć aktor go grający jest młodszy od mojego ojca!), zirytowany nudą w domu spokojnej jesieni postanawia po prostu wyjść przez okno i uciec w świat. Po drodze zawija pewnemu neonaziście walizkę z kasą i dzięki pomocy przygodnie poznanego dróżnika Juliusa (Iwar Wiklander) stara się zgubić pościg wściekłych reprezentantów skrajnej prawicy. Po drodze dołączy do niego wybitnie nieogarnięty Benny (David Wiberg), student wszystkich możliwych kierunków, jedna kobieta i śmiercionośny słoń (że zwierzę).

Czytaj dalej

DOBRY film o seksie i podatkach: Seks, narkotyki i podatki

Pan Marks i Pan Prawicowy Gnom zapraszają na podatkową rewolucję w sosie seksualnej frywolności. Źródło: www.bt.dk

Pan Marks i Pan Prawicowy Gnom zapraszają na podatkową rewolucję w sosie seksualnej frywolności. Źródło: www.bt.dk

Spies & Glistrup

Dania, 2013

reż. Christoffer Boe, scen. Christoffer Boe, Simon Pasternak

wyk. Pilou Asbæk, Nicolas Bro

Duńczycy też mieli swojego „Wilka z Wall Street”, bo — co tu dużo ukrywać — „Seks, narkotyki i podatki” nie uciekają od porównań z ostatnim filmem Martina Scorsese. A właściwie to wilków było dwóch: Simon Spies i Mogens Glistrup. Pierwszy był obrzydliwie bogatym przedsiębiorcą-playboyem mającym za dużo kasy, a drugi — ustatkowanym geniuszem prawa podatkowego nie kryjącego się ze swoimi libertariańskimi ciągotami. Spotkanie po latach kasy tego pierwszego i intelektu tego drugiego wywróciło do góry nogami duński przemysł lotniczny, a i niemało namieszało w polityce. Ten oparty na autentycznych wydarzeniach film, to nic innego jak ilustracja ich szalonych przygód, ekstrawaganckich pomysłów i cholernie dobrego pomysłu na to, jak mieć największą lotniczą firmę w kraju, a przy tym nie płacić podatków.

Czytaj dalej

DOBRY film: Ida

źródło: filmweb

źródło: filmweb

„Ida”

Polska, Dania 2013

reż. Paweł Pawlikowski

scen. Paweł Pawlikowski i Rebecca Lenkiewicz

wyk. Agata Trzebuchowska, Agata Kulesza, Dawid Ogrodnik

Gdy w latach sześćdziesiątych „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jerzego Hasa stał się na chwilę popularny wśród bohemy San Francisco, chwalono jego twórców za to, że podczas gdy w Hollywood kręcono już filmy w kolorze, oni zdecydowali się zastosować piękną biel i czerń. Sam reżyser przyznał potem, że to nie estetyka, lecz finanse pokierowały tym wyborem. Współcześnie oczywiście finanse nie grają już (w tym przypadku) takiej roli. „Odkolorowanie” filmu jest już świadomym wyborem artystycznej strategii, która może dodawać całości uroku (jak np. w „Zakochani widzą słonie” czy w tegorocznej „Frances Ha„) lub sprowadzić film głębiej w otchłań kinematograficznej pretensjonalności (stali czytelnicy tego bloga dobrze wiedzą o co nam chodzi). W przypadku „Idy” na szczęście nastąpiło to pierwsze.

Dlaczego pisząc o nowym filmie Pawła Pawlikowskiego napominam o „Zakochanych widzących słonie” i o „Rękopisie znalezionym w Saragossie”? Nie tylko dlatego, że ten pierwszy ma w tytule ulubione zwierzę Współautora, ani dlatego, że według mnie „Rękopis…” to film tak DOBRY, że jeśli go nie widzieliście, to powinniście rzucić wszystko i go NATYCHMIAST obejrzeć. Wpominam o tym głównie dlatego, że polsko-duńska „Ida” jest świetnym połączeniem estetyki polskiej szkoły filmowej z duńskimi filmami w których się mało mówi. Piękne kadry. Świetne połączenie wewnętrznych dramatów ze szlagierami typu „Rudy, rudy rydz”. No i przede wszystkim świetna rola Agaty Kuleszy w roli Wandy Gruz, która kradnie każdą scenę w której jest (zwłaszcza jedną — ci z Was którzy widzieli wiedzą o którą mi chodzi, ci którzy to mają przed sobą to z łatwością rozpoznają ją w kinie).

Czytaj dalej