DOBRY film: Motyl Still Alice

rogerebert.com

rogerebert.com

Idąc na ten film planowałam (jak to ja) wybrzydzać w recenzji na tłumaczenie tytułu. Wróciłam jednak tak przygnębiona, że nawet nie mam ochoty się czepiać. Ostrzegam: jest to ciężki film, pokazujący to, czego się boimy (w stosunku do siebie czy bliskich). Z sali kinowej wszyscy wyszli pośnupując. 

W ciągu ostatnich kilku lat powstało dużo bardzo różnych filmów o ciężkich chorobach, czy też raczej filmów  o rodzinach zmagających się z pogarszającym się stanie bliźnich: od Miłości Hanekego, przez Gwiazd naszych winę, ,  Chce się żyć, Daleko od niej, czy dwie biografie Hawkinga. Still Alice, traktujący o pięćdziesięciolatce dotkniętej wczesnoujawniającą się, dziedziczną odmianą Altzheimera jest oparty na powieści autorstwa Lisy Genovy, która swoją drogą ma doktorat z neurobiologii.

Czytaj dalej

Dobry film dokumentalny: Historie rodzinne

źródło: rogerogreen

źródło: rogerogreen

Stories We Tell

Kanada 2012

reż. i scen. Sarah Polley

Zawsze uwielbiałam oglądać stare zdjęcia rodzinne i męczyć krewnych by opowiadali mi liczne historie z ich życia, czy życia tych protoplastów, których nie dane mi było pamiętać. Zdjęcia są różnorakie: kilkuletni dziadziuś w góralskim kubraczku, prababcia z kotem w tatrzańskim schronisku, nobliwe ciotki uchwycone jeszcze jako śliniące się, nagie bobasy. Jest też wiele rodzajów opowieści rodzinnych: te śmieszne (np. o tym, jak sędziwy prapradziadek Apolinary wyskakiwał z tramwaju na zakręcie), te smutne, te zabawne anegdotki, które wydają się fascynujące i lubimy je opowiadać tylko dlatego, że zdażyły się dawno temu i nie dotyczą nas bezpośrednio. Są też historie tajemnicze, o których dowiadujemy się pobierznie, lub których możemy się tylko domyślać. Jakieś podejrzane zdjęcie nieznanego dziecka czy kogoś w nie tym mundurze, znaleziony list, kartka pocztowa podpisana nie tymi inicjałami. Historie, które nigdy już nie zostaną wyjaśnione, ponieważ nie ma już tych, co mogliby wypełnić luki i rozwiać wątpliwości w rodzinnych legendach.

Parę lat temu Sarah Polley (aktorka i reżyserka o której już pisaliśmy: tu i tu) postanowiła  — póki to możliwe — sprawdzić, ile prawdy jest w żartach jej rodzeństwa o tym, że jej ojcem nie jest ich tata, a przy okazji dowiedzieć się więcej o swojej matce, która zmarła, gdy Polley miała jedenaście lat. Parę lat po dokonaniu ciekawych i zaskakujących odkryć, reżyserka, pod pozorem tworzenia filmu o tym, w jaki sposób opowiadamy o swojej przeszłości i kształtujemy wspomnienia swoje i innych, opowiada poruszającą historię swojej rodziny, jak również dzieje odkrywania szczegółów tej historii.

Czytaj dalej

DOBRY film: Daleko od niej

„Don’t worry, darling. I expect I’m just loosing my mind.”

Away from her

Kanada 2006

reż. i scen.Sarah Polley, na podstawie opowiadania Alice Munro „The Bear Came Over The Mountain”

wyk. Julie Christie, Gordon Pinsent

Pierwsze opowiadanie z tomiku Alice Munro „Hateship, friendship, courtship, loveship, marriage” (polski tytuł „Kocha, lubi, szanuje”) to historia o psikusie który dwie nastolatki robią pomocy domowej. Ostatnie, „The Bear Came Over the Mountain” (za diabła nie wiem jak to przetłumaczyli), opowiada o małżeństwie z ponad czterdziestoletnim stażem, Grancie i Fionie, oraz ich wspólnych zmaganiach gdy Fiona zapada na chorobę Alzheimera.

Właśnie zaczynałam czytać to opowiadanie, kiedy dowiedziałam się, że Alice Munro dostała (bardzo zasłużonego) Nobla. Wiedziałam, że Sarah Polley („Take this waltz„) wyreżyserowała adaptację tego opowiadania, więc zbieg okoliczności polegający na tym, że właśnie je czytałam podczas ogłoszenia tegorocznej Noblistki uznałam za znak z Niebios by zobaczyć „Away from her” i, rzecz jasna, moje wrażenia Wam opisać.

Tak samo jak w wielu swoich opowiadaniach Munro bawi się chronologią wydarzeń, tak samo Polley skacze z jednego wydarzenia w drugie. Mamy srogą kanadyjską zimę, mamy krótką wiosnę i lilie, mamy młodość, mamy starość, mamy wspomnienia. Czytając zastanawiałam się, jak została przeniesiona na ekran mowa pozornie zależna stanowiąca ważny element opowiadania. Polley w mistrzowski sposób wcieliła przemyślenia bohaterów i rozważania narratora w dialogi. W ogóle film jest bardzo wierny oryginałowi, nie tylko jeśli chodzi o akcję i dialogi, ale i o oddanie — w tym przypadku przy pomocy muzyki i pięknych zdjęć — słodko-gorzkiej atmosfery całości. Julie Christie wspaniale poradziła sobie z rolą Fiony — te jej przebłyski świadomości, te momenty zakłopotania i te chwile, kiedy nie rozpoznaje swojego męża są świetnie zagrane i naprawdę wzruszają. Grający Granta Cordon Pinsent przekonująco gra męża który widzi, jak jego ukochana żona się zmienia, który sam już nie wie, kim ona jest i czy to, co ich łączyło się liczy.

Trudno pisać o tym bez zdradzania i spłaszczania fabuły. I opowiadanie, i film, to piękna i smutna historia miłości takiej, o której raczej się mało mówi i to w sytuacjach, o których raczej nie chcemy myśleć, choć prawdopodobnie wielu z nas się w nich znajdzie. Dlatego radzę, byście w wolnej chwili sięgneli po twórczość tegorocznej Noblistki oraz po ten film, który zdecydowanie jest DOBRY.

Rybka

Ciekawoska: Głos Gordona Pinsenta znany jest dzieciom anglojęzycznym jako głos Słonia Barbara. Ta informacja nie ma wiele wspólnego z filmem, ale mnie zaciekawiła.