DOBRY film dla ośmiolatek: Czarownica

Źródło:  pop-verse-com

Źródło: pop-verse-com

Maleficent

USA, 2014

reż. Robert Stromberg, scen. Linda Woolverton, Charles Perrault

wyk. Angelina Jolie, Elle Fanning

— Widzieliście „Czarownicę”? — spytała siedząca za stołem B., głosem bardziej zmęczonym, niż przepitym. Choć impreza była już w stanie mocno zaawansowanym (mogło być chyba nawet po trzeciej w nocy, bo rozmowa miała miejsce chyba  jak szlag trafił stream meczu Holandia-Hiszpania) i z trudem dało się już znaleźć lód do drinków, to B. była zaskakująco trzeźwa. W przeciwieństwie do mnie — kolejne wysokie szklanki rumu z Colą trochę dawały się we znaki.

— Tak! Ale… — jako bloger filmowy poczułem się wywołany do tablicy.

— No! To tam najfajniesze było pokazanie tego, co jest świętą prawdą: na świecie nie ma prawdziwej miłości! — B. nie ukrywała goryczy w swoim głosie.

— Bullshit. — udało mi się skutecznie włączyć do rozmowy i sklecić parę sensownych zdań — Nie dość, że to co mówisz o miłości nie jest prawdą (<romantyk>), to cały film jest raczej pozbawioną większej treści apoteozą matczyno-lesbijskiej miłości… (<bloger>) — nieodparta chęć palnięcia czegoś cholernie głupiego zmieszana (nie wstrząśnięta) z pewną ilością nędznego rumu nie wróżyły niczego dobrego tej — jakby się wydawało — niewinnej pogawędce filmoznawczej. Na szczęście B. nie zwróciła uwagi na to, co powiedziałem i kontynowała wylewanie swoich gorzkich żali na to, że ciężko jest znaleźć w Iranie fajnego faceta.

Czytaj dalej