Znalezione w sieci: 6 lat, jajecznica Iana McKellena, filmy z jedzeniem i inne.

giphy

Weekend. Niedziela. Drogie bilety do kina… Czekając na „tani poniedziałek” poserfujmy po sieci (czy dalej tak ktokolwiek mówi?).

Pamiętacie, jak narzekałam, że fetyszyzacja jedzenia w filmie (i selfie-stick) to oznaki upadku naszej cywilizacji? Oto lista DOBRYCH i ZŁYCH filmów fetyszyzujących jedzenie, w tym zjechany przeze mnie Szef.

Pozostając w kręgu kina, jedzenia i upadku: Sir Ian McKellen smaży jajecznicę. Za rzadka i za mało puszysta, jak na mój gust, ale może niektórzy taką lubią.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=EfKFEKXAGlg&w=560&h=315]

Z mniej smakowitych wieści kinowych: puszczono w sieć nowy trailer filmu 6 years.  Zwykle kolejny film o kolejnym rozpadającym się związku młodych pięknych ludzi by mnie nie zainteresował, ale ten jest twórców Safety Not Guaranteed i The One I Love, więc chętnie zobaczę, choćby po to, by ponarzekać.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=A3iNOjfUm18&w=560&h=315]

Z blogowych rzeczy, które mogliście przegapić: Współautor był ostatnio na tak cudownie ZŁYM filmie, że zzieleniałam z zazdrości.

Miłej niedzieli!

Ryba

Hitchcock: DOBRY film

„Hitchcock”

USA 2012

reż. Sasha Gervasi

Anthony Hopkins, Helen Mirren, Scarlet Johanson

Jak robi się film o jednym z najlepszych i najsławniejszych reżyserówświatowego kina trzeba się liczyć z tym, że będzie on porównywany z dziełami Mistrza. Sasha Gervasi poradził sobie bardzo dobrze. Nie imituje nachalnie Hitchcockowego stylu, choć wielokrotnie nawiązuje do jego dzieł — zarówno poprzez charakterystyczne monologi Hitchcocka z „Alfred Hitchcock przedstawia” jak i poprzez ukryte cytaty i aluzje w dialogach. Samym tonem film bardziej nawiązuje do Hitchcockowskiego poczucia humoruniżdo elementu „dreszczowca” – nie traktuje się zbyt serio, raczej pokazuje burzliwą historię powstawania jednego z najbardziej przerażających filmów z przymrużeniem oka. Podkreśla często niedostrzeganą rolę Almy Reville, scenarzystki, montażystki, asystentki reżysera i, co gorsza, żony Sir Alfreda, która nie dość, że miała z nimstały kontakt na planie, to jeszcze musiała go wytrzymywać w domu*. W rolę Almy(niestety, mi to imię zawsze będzie się kojarzyło z supermarketem, przepraszam, z delikatesami) wcieliła się Helen Mirren, w jej męża zaś cudownie pogrubiony Hannibal Lecter ten lokaj  Anthony Hopkins.

Który jest który?

Film zaczyna się tuż po premierze jednego z moich ulubionych (w końcu jest tam Cary Grant) filmów, „Północ, północny zachód”. Sześćdziesięcioletni reżyser już jest trochę znudzony własnym stylem i poszukuje czegoś nowego. Chce znowu zaskoczyć widzów, którzy zdążyli przywyknąć do jego „chwytów”. Co robi? Postanawia nakręcić horror, któryto gatunek, zwłaszcza pod koniec lat pięćdziesiątych, nie był przez nikogo traktowany poważnie (=a na pewno nie przez kogokolwiek kto by chciał wyłożyć  na to złamanego centa). Przyglądamy się, jak państwo Hitchcockowie radzili sobie z „Psychozą” (i kto tej psychozy dostawał).

Cóż mogę więcej napisać — przyjemny film na sobotni wieczór. Z czystym sercem polecam, a jeszcze bardziej — filmy samego Sir Alfreda (choć może nie wszystkie tak na noc…).

Rybka

*Bardzo podobała mi się „zdrada” w wykonaniu „Hitcha” i Almy: ona pisze dla kogoś innego, on wyżera z lodówki pasztet po nocy. Sceny Hitchcockowego podżerania są bardzo, bardzo realistyczne.