Zły film: Dawca Pamięci

Za: www.pagetopremiere.com

Za: www.pagetopremiere.com

The Giver

USA, 2014

reż. Phillip Noyce, scen. Micheal Mitnick, Robert B. Weide

wyk. Brenton Thwaites, Jeff Bridges, Maryl Streep

Kolejna adaptacja popularnej książki dla młodzieży i po raz kolejny czuję się co najmniej wysoko nieusatysfakcjonowany tym, jak przełożono historię z kart powieści na ekran kinowy. O ile jednak w „Igrzyskach Śmierci” i „Więźniu Labiryntu” jeszcze coś się działo, był jakiś dramat, cel, i mniej więcej — jako osoby, które z literatury dla młodzieży wyłączyły się w okolicach Harrego Pottera — łapaliśmy o co kaman, to w „Dawcy Pamięci” cholernie ciężo stwierdzić o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi. Pragmatyczny do szpiku kości dystopijny świat bez uczuć, od początku wydaje się trochę mało przekonujący, ale niech będzie. Jednak stopniowo narastający konflikt w samym centrum władzy, w który siłą rzeczy zostanie wciągnięty główny bohater, przybiera wysoko unoszący brwi widzów finał w postaci… zjechania sankami do bożonarodzeniowej chatki. Sorry za spoiler, ale wydaje mi się, że definicja zdradzania zakończenia zakłada, że takowe jest w jakiś sposób zaskakujące. No, faktycznie jest, ale chyba nie takim sensie, jakim go rozumie większość ludzkości.

Czytaj dalej

Nudny i Zły Film: Igrzyska Śmierci. W pierścieniu Ognia.

Źródło: mashable.com

Źródło: mashable.com

The Hunger Games: Catching Fire

USA, 2013

reż. Francis Lawrence

scen. Simon Beaufoy, Michael Arndt

wyk. Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Liam Hemsworth

No i udało im się. Złapałem się w pułapkę zastawioną przez tłumaczy, czego bardzo nie lubię. W ogóle nie lubię wpadać w pułapki, ale te związane z tytułem filmu są szczególnie irytujące, bo to tytuł jest zawsze pierwszym wskaźnikiem tego, czy coś jest warte zobaczenia. Zestawcie sobie „Zabójcze ryjówki” z – powiedzmy – „Metro Manila”. Czujecie na wstępie, na co warto wydać kasę by się ukulturalnić, prawda?

Zobaczyłem angielski tytuł „Hunger Games”, więc licząc na wysoki poziom realizmu filmu, zakupiłem sobie przed seansem jakąś drożdżówkę (co w Malezji graniczy prawie z cudem) i sok z ananasa. Niestety, trzeba mi było zobaczyć polski tytuł („Igrzyska Śmierci”) i – o dziwo – posłuchać kreatywnych polskich speców od tłumaczeń. Nastawiłbym się wtedy na nieco inne zagrożenie i zamiast prowiantu, wziałbym poduszkę. Zamiast cierpieć głód i przerażenie, przyszło mi bowiem rzeczywiście umierać. Niestety, w ten najgorszy z możliwych sposobów – z nudów.

Czytaj dalej