DOBRY film: Wilk z Wall Street

Źródło: blog-wallstreetsurvivor-com

Źródło: blog-wallstreetsurvivor-com

„Wolf of the Wall Street”

USA, 2013

reż. Martin Scorsese, scen. Terence Winter

wyk. Leonardo di Caprio, Jonah Hill, Margot Robbie

Weźcie bardzo głęboki oddech. Bo najnowszy film Martina Scorsese to nic innego jak chwycenie kurczowo za płetwę szalonego rekina biznesu, który zabiera nas w otchłań fascynującej i przerażającej opowieści o tym, jak się robi naprawdę dużą kasę. Utoniemy w morzu kokainy, oceanie nagich kobiecych ciał, nieskończonym przestworze dolarów. „Wilk z Wall Street” pomimo tego, że i tak został autoocenzurowany przez reżysera, żeby zmieścić się ze swoim nowym działem w niższej kategorii wiekowej — czytaj: zarobić jeszcze więcej — pozostaje obrazem mocnym i szokującym. Leonardo naprawdę świetnie dźwiga rolę, która — jak się wydaje — ma mu w końcu utorować drogę do upragnionego Oscara. W końcu to już jego piąta nominacja…

Czytaj dalej

Oceniamy filmy po zwiastunie (i nie tylko) część 2, czyli noworoczne prognozy Współautora

Haha, sam nie wierzę, że to robimy, ale dzieje się: nie dość, że nie robimy żadnych podsumowań końcoworocznych (zawsze najbardziej mi się podobał sylwestrowy flesz na teleexpressie i nic tego nie pobije), to jeszcze typujemy filmy po zwiastunach, a i czasem zaryzykujemy, że już po trailerze widać, że będzie źle. No, ale jak napisała Ryba poprzednio, trza nam patrzeć w przyszłość. Ja się cieszę niezmiernie na parę tytułów: od nowego Nolana, przez powrót zjawiskowo pięknej Jennifer Connelly („Requiem dla snu”) po intrygujący „LEGO: Przygoda” i kolejną część „Igrzysk Śmierci (z nudów)”, która nabije nam punktów hejtingu na forach fanów „Hunger Games” i wywoła kolejne awantury z nieletnimi w komentarzach. Co z tego będzie — zobaczymy. Oczywiście, nie chcemy z góry skreślać żadnych filmów, jednak jak wierzę w pierwsze wrażenie w interakcjach międzyludzkich, tak sądzę, że w większości zwiastunów można się doszukać tego czegoś, co nam powie, czy warto iść do kina. W miarę możliwośći postaramy się zobaczyć wszystkie te filmy o których piszemy, z chęcią przyznamy się do błędu i za 365 dni zobaczymy, w których punktach mieliśmy rację, co bezpodstawnie skrytykowaliśmy, a gdzie pospieszyliśmy się z zachwytem. Oczywiście wszystko to robimy z przymrużeniem oka, więc proszę nas nie trzymać za słowo. No bo przecież frustracja rodzi się z nadmiernych oczekiwań. I może dlatego lepiej w tych prognozach być bardziej wybrednym niż zazwyczaj — w końcu lepszy pozytywny zawód, od gorzkiego rozczarowania. Ale do rzeczy.

Czytaj dalej