Lepszy, niż jedynka: Deadpool 2

Antybohater z niewyparzoną (ale mocno poparzoną) gębą wraca z petardą. Nie bierze zakładników, pozostawia po sobie pył, spustoszenie oraz ból mięśni brzucha. Od samego początku wsiadamy na kolejkę górską pełną zwrotów akcji, wulgaryzmów, nawiązań do kultury i szydery z wszystkiego, co się rusza. Bardzo świeża „jedyna” była jak się zdaje jedynie niewinną rozgrzewką przed iście frenetycznym sequelem…

Deadpool 2

USA, 2018

reż.  Tim Miller, scen. Rhett Reese, Paul Wernick

wyk. Ryan Reynolds, Morena Baccarin

„Deadpool 2”, jak komiks, ma w swoim zamierzeniu być farsą na pompę kina o superbohaterach. Filmowy świat Marvela naładowany jest dużą dozą dystansu wobec samego siebie, ale Deadpool posuwa te granice daleko za horyzont. Rubaszne i seksistowskie żarty skrzą się jak niegdyś piła łańcuchowa w puszczy białowieskiej. Nie daje nam wytchnienia, ale i nie nuży.

Konstruktywny chaos

Najciekawsze to właściwie dekompozycja każdego klasycznego komponentu filmu o superbohaterach. Aspołeczny i niestroniący od używek Deadpool, a właściwie Wade Wilson (Ryan Reynolds), nawet swoją aparycją znacząco odbiega od tego, jak wyobrażamy sobie herosów z nadnaturalnymi mocami. Buldożer satyry jedzie jednak dalej. Dramat śmierci okraszony jest łzawą nutą Celine Dijon, a zaciekła walka — piosenką Enyii (jak ją się deklinuje??). Wstępniak to prześmiewcza wersja bondowskich czołówek, a rekrutacja i perypetie grupy superbohaterów X-Force przypominają zawody „Mam talent” w reżyserii twórców „Happy Tree Friends”. Jakby tego dystansu było za mało, bohater nieraz łamie tzw. czwartą ścianę, zwracając się bezpośrednio do widzów i krytykując scenarzystów.

Paradoksalnie, kwestionując i łamiąc wszystkie konwencje, „Deadpool 2” jest świetnie zmontowanym filmem z klasycznymi elementami. Erupcja paskudnie dobrego, czarnego humoru, który nie uznaje żadnej świętości, jest ozdobą pokręconej, ale sensownej i wkręcającej fabuły. W ciągu filmów główny zły zmienia się dwa razy, co dodatkowo nadaje wszystkiemu rewelacyjnej dynamiki. Pojawiają się X-meni, żarty z millenialsów, Rosjan, Azjatów i sieci społecznościowych. W tym całym szaleństwie udaje się przemycić wzruszające love-story, krytykę przemocy w szkołach i w sumie dydaktyczną przypowiastkę o zagubionej młodej duszy.

Rewelacyjne, pełne werwy, świeżości i dobrego humoru kino. Polecam, nie tylko fanom!

Współautor

P.S. Ciekawostka dla tych, co są już po seansie ostatnich, DOBRYCH, Avengersów:  pamiętacie końcówkę pierwszego „Deadpoola”? Jak nie, to przypomnijcie sobie. Dobre, nie?;)

 

Jedna myśl nt. „Lepszy, niż jedynka: Deadpool 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *