DOBRY film: The Party

„The Party”, wbrew moim wrażeniom po zobaczeniu zwiastunu, nie jest brytyjską odpowiedzą na rewelacyjne „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Bliżej filmowi Sally Potter ciężarem gatunkowym do „Rzezi” Polańskiego. Żarty są, acz nieczęsto, atmosfera komediodramatyczna, lecz gęsta i ponura, bo i przeważa gorzka refleksja nad spapranym życiem osobistym… „The Party” to film dobry, ale chyba zbyt toporny…

The Party

Wielka Brytania, 2017

reż. i scen. Sally Potter

wyk. Sally Potter, Kristin Scott Thomas

I jak we wspomnianym już „Dobrze się kłamie…” mamy spotkanie znajomych, które niekoniecznie kończy się tak, jak by się organizatorzy (tutaj: organizatorka) spodziewali. W „The Party” pretekstem jest nominacja naszej głównej bohaterki, Janet (Kristin Scott Thomas, m.in. „Tylko Bóg Wybacza”) na minister zdrowia w brytyjskim rządzie. Animuszu akcji dadzą mocne wyznania męża Billa (Timothy Spall), którego toczy już delikatna demencja. Puszka pandory, pełna wzajemnych animozji i tajemnic otworzy się z hukiem. I nie skończy się na przypalonym daniu głównym.

Kino wraca do teatru — wszystko toczy się w ciągu jednej imprezy, akcja zamknięta jest w domu gospodyni, choć poważną rolę do zagrania ma mały ogródek. Nie siedzimy oczywiście na spektaklu, o czym przypomina nam fenomenalnie pracująca kamera. Żabie perspektywy, skale szarości zamiast kolorów czy ujęcia z góry nieraz podkreślają absurd sytuacji, mętlik relacji i problemów, w jakie wdali się nasi bohaterowie. A dodajmy, że pochodzący z Niemiec trener personalny zafascynowany wschodnim ezoteryzmem, Tom (Cillian Murphy, m. in. „Dunkierka”, „Mroczny Rycerz Powstaje”) biznesmen na wejściu serwujący sobie ścieżkę kokainy bądź duet lesbijek starających się o dziecko (jedna z połówek to znana z serialu „Newsroom” Emily Mortimer) stanowią interesującą paczkę, która w kryzysowej sytuacji nie za bardzo pomoże coraz bardziej zszokowanej gospodyni.

Film jest dobry, ale chyba trochę brak mu świeżości, pazuru. Nie za bardzo przekonuje mnie relacja wspomnianego Gottfrieda (Hitler z filmu „Upadek”, tego z kultową dla polskiego Internetu sceną, czyli Bruno Ganz), jako chłopaka April (Patricia Clarkson, m. in. „House of Cards”, „Igrzyska Śmierci”), którzy chyba nie byli na pierwszej randce. Sceptycyzm Niemca wobec zachodniej medycyny wyszedłby chyba dużo wcześniej, więc co trzyma przy nim zagorzałą racjonalistkę? Dziewczyny, które zdecydowały się na dzieci, też się chyba nie za bardzo znają, skoro nie miały okazji porozmawiać o chyba ważnych faktach, jakie ujawni na przyjęciu mąż. Zwrot akcji w finale, jedynie przypieczętowuje surrealizm sytuacji i wydaje się jednak trochę naciągany.

„The Party” to jednak dobry i świetnie zagrany film, z interesująco rozwijającą się zagadką i nieoczywistym rozwiązaniem. W tle ważne pytania o to, jak polityka niszczy życie prywatne, jak słabo się znamy i nie umiemy dbać o relacjach z najbliższymi. Mówienie o rewelacji czy wbijaniu w fotel zostawmy jednak na inne produkcje.

Bez entuzjamu, bez rozczarowania.

Współautor

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *