Dobry film: Atak Paniki

 

Zgadzamy się, że „Atak Paniki” to film wyjątkowo dobry: wciągający, z doskonałą muzyką, świetnymi dialogami, poplątaną fabułą wiodącą do frenetycznego zakończenia. Nie jest to jednak kultowa komedia i to bynajmniej nie ze względu na fakt, że „Narzeczony na niby” miał lepszy weekend otwarcia… Ale zrozumcie nas dobrze — to jest i tak jest najlepszy polski film od lat!

„Atak Paniki”

Polska, 2018

reż. Paweł Maślona,

scen. Paweł Maślona, Bartłomiej Kotschedoff, Aleksandra Pisula,

wyk. Bartłomiej Kotschedoff, Aleksandra Pisula, Dorota Segda, Artur Żmijewski,

Jakby Tom Clancy napisał nad Wisłą scenariusz  „Dzikich historii” to wyszedłby trochę „Atak Paniki”: z początku niezwiązane ze sobą wątki, chaos opowieści, daremne poszukiwanie przez widzów wspólnych mianowników. Im dalej w las, tym losowym bohaterom coraz bardziej sypie się koniec urlopu, spokojny dzień w pracy, czy pierwsza narkotyczna sesja. A wraz z tym narasta ilość powiązań, klarują się relacje rodzinne, na jaw wychodzą kolejne zrządzenia losów i przypadkowe spotkania. Dziejące się w różnym miejscu i czasie epizody, jak puzzle powoli składają się w całośc, nabierają sensu, a początkowo niejasne wydarzenia osiągają kulminacyjny punkt w tym samym momencie.

Brzmi znajomo, ale jakże świeżo! Do tego wszystko dzieje się przecież na rodzimym podwórku, co jest świetnie wykorzystaną okazją, do wiwisekcji duszy utrapionego Polaka. Upierdliwi współpasażerowie w samolotach częstujący swoją nalewką, spaleni na raka Janusze bojący się swojego szefa, młodzi amatorzy miękkich dragów, czy uwięziona w toksycznych przyjaźniach samozatrudniona aktorka porno. Wszyscy  stopniowo tracą kontrolę nad otaczającym ich światem, potem swoimi emocjami, co prowadzi do tytułowej reakcji.

Oczywiście, władztwa nad swoim losem Rodacy nie mieli od dawna, ale dopiero specyficzne okoliczności, które łączą ich życie z losem innych, przelewają stopniowo czarę goryczy badziewia ich życia. Nie jest to jednak zamulasta psychodrama na życie w kraju smutnym jak cytat z „Chłopaki nie płaczą”, ale wysublimowany obraz w sumie nieźle pokręconych ludków. Rewelacyjni są straumatyzowani powrotem z urlopu w Egipcie Andrzej (Artur Żmijewski) i Elżbieta (Dorota Segda) czy niestabilna emocjonalnie pisarka Monika (Magdalena Popławska). W scenach kłótni tępawego, ale nadrabiającego pasją swojego nieco zbyt wciągającego hobby Miłosza (Bartłomiej Kotschedoff) z mamą, doskonale ukazane są za to absurdy generacyjnych konfliktów.

Dlaczego nieco w kontrze do zachwyconych recenzentów uważam, że nie jest to kultowa komedia? Niestety, wraz z rozwojem historii, wytraca się komizm filmu, którego nie za bardzo rekompensują fabularne rozwiązania. Tym zaś daleko do szoku z „Dobrze się kłamie…” czy satyry ze wspomnianych już „Dzikich opowieści”. Zrzucam to jednak na karby debiutu, o którym wielu i tak może jedynie pomarzyć.

Dlatego też, zamiast czarnej komedii wolę określić „Atak Paniki” mianem thrilleru czy dramatu narodowego (i „Korona królów” może się schować). W tym sensie, że fantastycznie uchwyca nastroje społeczne, duszę Polaka końca drugiej dekady XXI w. Bez zbędnych aluzji politycznych opowiada o frustratach, mających problem z ogarnięciem życia i sytuacji wokół siebie. Co jest tyleż straszne, co śmieszne, ale i uniwersalne. Bo nie ma tu rządów PiSu, postkomuny, czy innych nadwislańskich problemów, ale w sumie ogólne dylematy klasy średniej, mogącej sobie już pozwolić na parę luksusów.

I już kończąc: ten film to na rodzimym podwórku mistrzostwo, jeśli chodzi o montaż i muzykę. Paweł Maślona szturmem wchodzi na salony, pokazując, że perfekcyjnie opanował język filmowy. Zwróćcie szczególnie uwagę na przejścia między poszczególnymi scenami i to, jakie napięcie buduje muzyka Jimka (który już pokazał jak napisać dobrą muzykę filmową). Do tego lekkie jak płatki styczniowego śniegu dialogi, z fajnymi przekleństwami i dobrze odtworzonym językiem najmłodszych obywateli. Widać, że za scenariuszem stali sami aktorzy.

Pomimo mojej rezerwy wobec nieskrępowanego entuzjazmu i nadziei na kultową produkcję, (reżyser jeszcze pokaże, że to nie był szczyt jego możliwości) bawiłem się na „Ataku Paniki” świetnie.

Na tyle dobrze, że dziewczyny z rzędu przede mną, poprosiły mnie, żebym wyszedł z sali. Rozbawiło mnie to prawie tak, jak rzygający Artur Żmijewski.

Ale na szczęście, nikt nie dostał ataku paniki.

Współautor

Jedna myśl nt. „Dobry film: Atak Paniki

  1. Myślę, że to, czy film jest kultowy okazuje się dopiero po dłuższym czasie, więc nie przesądzajmy. Popławska – genialna! Zakończenie pozostawia niedosyt. Ale może to dobrze? Jak byłam w kinie, to jeden gość też dostał ataku… śmiechu 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *