DOBRY dokument (Człowiek, który miał zostać królem polki) i DOBRA fabuła (Król polki) o naszym intrygującym rodaku

Prawdziwy Jan Lewan | Scranton Times Tribune

Niedawno na Netflixie pojawiły się dwa filmy — dokumentalny z 2009 roku, oraz inspirowany nim film fabularny z 2017 — dotyczące bardzo ciekawej postaci Jana Lewana (właściwie Jana Lewandowskiego), naszego rodaka, o którym u nas mało kto słyszał, natomiast od wielu lat jest o nim bardzo głośno w północno-wschodniej Pensylwanii.

To film o spełnieniu Amerykańskiego Snu. Historia Króla Polki, nominowanego do Grammy właściciela sklepu z pamiątkami z Polski  i ulubieńca polonusów (którzy uważają, że polka to istota polskości); opowieść o skandalach na stanowych konkursach piękności, wielkiego sukcesu i wielkiego upadku, o próbach spłacenia długów. Historia człowieka, który w sumie przez przypadek stworzył coś w rodzaju piramidy finansowej, przez którą wielu chciwych staruszków życzy mu śmierci.

Tym razem mamy dwa filmy opowiadające w trochę inny sposób tę samą historię — polecam zapoznać się z oboma pozycjami. Mamy ku temu dwie drogi. Albo można obejrzeć najpierw dokument, a potem zobaczyć, jak to zostało rozegrane po przydzieleniu ról znanym hollywoodzkim aktorom, albo obejrzeć najpierw film, a potem zobaczyć w dokumencie, że rzeczywistość była znacznie, znacznie dziwniejsza. Ja polecam to drugie podejście.

The Man Who Would Become Polka King

USA 2009

scen. reż. Joshua Brown, John Mikulak

Jack Black jako Jan Lewan | Spider’s Web

The Polka King

USA 2019

reż. scen. Maya Forbes, Wallace Wolodarsky

wyk. Jack Black, Jason Schwartzman, Jenny Slate

 

Chłopak zachęcił mnie do obejrzenia obu filmów stwierdzeniem, że Jan Lewan „to taki Tommy Wiseau polki, tyle że bez tajemniczej przeszłości”. Jest w tym dość dużo prawdy. To człowiek, który bardzo ciężko pracował, aby osiągnąć marzenia, który bardzo wierzył, że mu się uda i posuwał się do kroków, które inni uznaliby za szaleńcze.  Ma tyle uroku, że potrafił namówić ludzi, aby uwierzyli w niego tak, jak on sam. I pod wieloma względami mu się udało. Do czasu.

Jan Lewan, ulubieniec „senior citizens”

Jan Lewandowski urodził się w 1941 roku w Bydgoszczy. Studiował na Akademii Muzycznej w Gdańsku, ale marzył mu się inny świat. Przez Kanadę trafił do Stanów, tam założył rodzinę i sklep z pamiątkami, ale cały czas marzył o karierze muzycznej. Osiedliwszy się w Pensylwanii znalazł dla siebie niszę: pensylwańską polkę. W rodzinnej miejscowości jego żony 40% populacji stanowi Polonia, która z łezką w oku kupuje zamerykanizowaną (i w dużej mierze zbawaryzowaną) karykaturę polskości, jaką jest podrygiwanie w rytm polki, kupowanie bursztynów, wódki i strojów krakowskich. Wśród nich znalazło się dużo inwestorów „w niego”, których skusiło nietypowo wysokie oprocentowanie i urok Polaka. Lewan naprawdę chciał je wypłacać, ale do tego potrzebował jeszcze więcej inwestorów. Od 1989 roku do początku lat 2000 organizował w obfitujące w liczne wrażenia, w tym spotkania z najważniejszymi polskimi „celebrytami” wycieczki do Polski i całej Europie. Istnieje wiele teorii, jak taki człowiek miał dojścia do takich osobistości (jakich — przekonacie się sami) — na potrzeby filmu wybrano oczywiście jedną z najbardziej niedorzecznych. Niestety, w pewnym momencie sprawa się rypła. Zobaczycie, jak bardzo.

Oba filmy opowiadają niewiarygodną, ale prawdziwą historię skandali małomiasteczkowej Ameryki i wirującego świata polki. Film fabularny jest czarną, absurdalną komedią, w której Jack Black mówi „dupa”. Całkiem nieźle wychodzi mu udawanie Lewana, choć nie jest w stanie odtworzyć bardzo charakterystycznego akcentu. Reszta aktorów została bardzo dobrze dobrana — po obejrzeniu dokumentu tym bardziej jest to widoczne. Co ciekawe, ażeby zachować wiarygodność, film troszeczkę tonuje niektóre szaleńcze pomysły głównego bohatera (świetnym przykładem jest maskotka zespołu Lewana, która w filmie jest dziewczyną przebraną za misia, a w rzeczywistości była bardzo krypnym klaunem, który wywiadów w dokumencie udziela w przebraniu). Sam dokument jest starszy, więc opowiada trochę mniej i jest zarówno niezwykle ciekawy i zadziwiający, jak i uroczo małomiasteczkowy (narrator siedzi w pubie i sączy piwo). W wielu przypadkach film zmienia imiona postaci i pewne szczegóły — na przykład postać Schwartzmana, która de facto odgrywa rolę mrocznego akordeonisty zaznacza na początku, że nie gra na akordeonie.

Podsumowując: polecam oba sposoby zapoznania się z fascynującym życiem i twórczością Jana Lewana. Tylko ostrzegam: będziecie podśpiewywać skoczne melodyjki.

Ryba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *