ZŁY film: Igrzyska śmierci. Kosogłos. Część I

Za: hdwallpapers.in

Za: hdwallpapers.in

The Hunger Games: Mockingjay Part 1

USA, 2014

reż. Francis Lawrence, scen. Danny Strong, Peter Craig

wyk. Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Philip Seymour Hoffman

Znalazłem w Internecie recenzję, która — jak mi się wydawało — w sumie dosyć trafnie podsumowuje najnowszą część „Igrzysk Śmierci”. Przypomnijmy, „Kosogłos” jest pierwszą częścią trzeciej części trylogii opartej na bestsellerowej powieści dla młodzieży autorstwa Suzanne Collins. Na portalu foch.pl możemy przeczytać m. in. tak (podkreślenia moje):

Znowu premiera, z okazji której cały świat wstrzymał oddech? Co tym razem? Ach, kolejna część „Igrzysk śmierci”. Która to już, piętnasta? I co za tłumaczenie, przecież wszyscy wiedzą, że oryginał nazywa się „Igrzyska Głodu”, nie można było tak zostawić? I kto by tam sięgał po książkę, przecież została już prawie całkowicie zekranizowana!

Czytaj dalej

DOBRY rumuński kandydat do Oscara: Pozycja Dziecka

Za: www.stockholmfilmfestival.se

Za: www.stockholmfilmfestival.se

Poziția copilului

Rumunia, 2013

reż. Călin Peter Netzer, scen. Călin Peter Netzer, Răzvan Rădulescu

wyk. Luminița Gheorghiu, Bogdan Dumitrache

W 2005 r. świat dowiedział się, że w biednej Rumunii, mozolnie wygrzebującej się z koszmaru komunistycznej dyktatury, da się robić kino na światowym poziomie. „Śmierć pana Lazarescu”, czarna komedia o pacjencie odsyłanym od Annasza do Kajfasza, traktowana na Zachodzie jako dramat (o subtelności rumuńskiego poczucia humoru odsyłam do doskonałego reportażu „Krew i kurz” Małgorzaty Rejmer), weszła do klasyki światowego kina, zapowiadając coś, co nazwane zostało rumuńską nową falą. Największym sukcesem był oczywiście triumf w Cannes w 2007 r., czyli Złota Palma dla „Czterech miesięcy, trzech tygodni i dwóch dni” szerzej nieznanego Cristiana Mungiu. Parę lat po tych sukcesach, kraj w którym ostatnio wybrano na prezydenta etnicznego Niemca, po raz kolejny pokazuje, jak minimalnym nakładem sił, zrobić niezwykle głęboką historię z życia wziętą. „Pozycja dziecka” zdobyła w końcu główną nagrodę na festiwalu w Berlinie w 2013 r.

Czytaj dalej

Gościnnie na Pulpozaurze: Siłą rozpędu. Czwarta seria „Homeland”

Za: ShowtimeNie ukrywam, byłem mocno zdziwiony, gdy dowiedziałem się, że w moje urodziny (5 października) czeka nas premiera czwartej odsłony przygód niezbyt stabilnej psychicznie, ale (chyba) genialnej agentki CIA Carrie Mathison (Claire Danes). Szokująca i kontrowersyjna, aczkolwiek jak najbardziej logiczna i podobająca mi się końcówka trzeciej serii, w której Nicolas Brody (Damian Lewis) dowiedział się, że dźwig budowlany jest naprawdę wielofunkcyjnym urządzeniem w Iranie, świetnie wieńczyła dotychczasowe sezony zabawy w kotka i myszkę między CIA a siatką terrorystów. A tu taka, raczej wywołująca konsternację niż radość, niespodzianka… (cd.)

Jak idziemy w gości, to społem. Ostatnio Współautorka pisała o tygrysach w serialach, teraz przyszła kolej na mnie. Na zaprzyjaźnionym portalu pulpozaur.pl dzielę się moimi ambiwalentnymi wrażeniami z czwartej serii serialu „Homeland”.

Niezmiennie przypominamy, że w najbliższą niedzielę (23 listopada) od godz. 13:00 Współautorka będzie się mądrzyć na okoliczność Szekspira na youtube w sali B krakowskiej Arteteki. Wszystko to w ramach serlialowego konwentu organizowanego przez pulpozaury, czyli Serialkonu. Polecamy najserdeczniej!

(Choć jak będzie mieli chwilę wpadnijcie też do lokalu obok, Pauzy in Garden, na jedyny festiwal poświęcony podróżowaniu po Polsce, czyli TRAWERS w Polskę. Będą hamaki, łemkowskie dusze i afterparty z DJ-em Zamenhoffem!)

(Współautor zaś wybiera się na azjatycką edycję TEDx Youth i Festiwal Filmów Eksperymentalnych w Kuala Lumpur KLEX).

Trzy dobre komedie ze Skandynawii

Trzy komedie z północnej Europy. A konkretniej z Danii, Szwecji i Norwegii. Jedna stara staroć, którą warto przypomnieć i dwie produkcje, które były do zobaczenia w Polsce w tym roku. Niby wszystkie trzy zaklasyfikowane jako komedia, ale każda z nich operuje innym poczuciem humoruDo wyboru do koloru: komedia kryminalna, czarna i taka-nie-do-końca-czarna. Nie brakuje też neonazistów, (sam Hitler się pojawia!), przemocy w szkole, dużej dozy dystansu do swoich nacji i momentów, gdy zadajemy sobie pytanie, co to do licha jest. Ale jest dobrze. I ciekawostka: w każdej z nich pojawia się wątek azjatycki, z czego w dwóch tak obecna ostatnio na tym blogu Indonezja.

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Zacznijmy od filmu, który urzekł mnie swoim tytułem. Wyprodukowany w 2013 r. w Szwecji „Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął” zapowiadał dość pokręcone przygody geriatryków. Okazało się, że jest bardziej przaśno niż dziwnie, ale i tak nie można narzekać. Allan (Robert Gustaffson), tytułowy stulatek (choć aktor go grający jest młodszy od mojego ojca!), zirytowany nudą w domu spokojnej jesieni postanawia po prostu wyjść przez okno i uciec w świat. Po drodze zawija pewnemu neonaziście walizkę z kasą i dzięki pomocy przygodnie poznanego dróżnika Juliusa (Iwar Wiklander) stara się zgubić pościg wściekłych reprezentantów skrajnej prawicy. Po drodze dołączy do niego wybitnie nieogarnięty Benny (David Wiberg), student wszystkich możliwych kierunków, jedna kobieta i śmiercionośny słoń (że zwierzę).

Czytaj dalej

DOBRY film z Indonezji: Raid II. Infiltracja.

Jeszcze posiedzimy chwilkę w Azji. Tym razem, krótko, o filmie, którego bardziej należy traktować jako ćwicznie stylistyczne. Czytaj: nie spodziewajcie się za wiele od fabuły, ale rozsiądźcie się wygodnie i napawajcie oczy i ucha scenami bijatyk sfilmowanymi w iście matriksowym stylu. Co ciekawe, bedziecie mieli ku temu okazję, pod warunkiem, że będziecie 12-20 listopada w „stolycy”. Film będzie do oglądnięcia w ramach rozpoczynającego się jutro 8. Festiwalu Filmowego Pięć Smaków.

Za: nekonekomovielitterbox.files.wordpress.com4

Za: nekonekomovielitterbox.files.wordpress.com

Serbuan maut 2: Berandal

USA, Indonezja, 2014

reż. i scen. Gareth Evans

wyk. Iko Uwais, Arifin Putra

Na dniach wystartuje Pięć Smaków — zacny i dobry jak chleb festiwal, który przyniesie nam słodko-kwaśny oddech kina z dalekiej Azji. Uściślijmy: Azji Południowo-Wschodniej i Dalekiego Wschodu. Będzie zatem okazja, żeby zobaczyć wszystko co DOBREGO dzieje i działo się w salach kinowych rozproszonych od Sri Lanki po Japonię: baśniowe horror-opowieści z Tajlandii, przerażające skośnookie kino grozy (o dziwo, skrępowane absurdalną cenzurą, o której kiedyś się rozpiszę, kino malezyjskie ma również swojego przedstawiciela na festiwalu, właśnie w sekcji z dreszczykiem!), westerny z wasabi i inne cuda. Tytuły mówią same za siebie: „Taniec Orchidei”, „Tygrysie Serca”, „Łzy Czarnego Tygrysa”, choć osobiście frapuje mnie „Dobry, Zły i Zakręcony” (recenzja powinna znaleźć się na tym blogu). Oprócz tego rozmowy, koncerty, dyskusje, prelekcje. Będzie się działo.

Czytaj dalej

DOBRY rosyjski film: Geograf przepił globus

Za: vaspress.com

Za: vaspress.com

Geograf globus propil

Rosja, 2013

reż. Aleksandr Veledinsky,

scen. Rauf Kubayev, Aleksandr Veledinsky, Walery Todorovsky,

wyk. Konstanty Khabensky, Elena Lyadova

Znalezienie w sieci, nawet rosyjskojęzycznej, hasła „rosyjska nowa fala” jest trudne. Kompleksowy spis podany przez Aloszę Bezhumanova na portalu mubi.com zawiera filmy powstające jeszcze pod koniec lat 90. („Brat” z fenomenalną ścieżką dźwiękową) po najnowsze produkcje, w tym recenzowane na tym blogu dawno temu „Niebiańskie żony łąkowych maryjczyków”. Jeśli wierzyć Alosze, nawet wśród krytyków rosyjskich nie ma zgody na to, czy rzeczywiście można mówić o tak uwielbianej przez filmowych geografów nowej fali. Wydaje się, że po prostu od jakiegoś czasu w Rosji zaczęły powstawać DOBRE filmy, różnorodne, dotykające wielu tematów i wymykające się próbom wrzucenia do jednego worka. Jakiej metki byśmy nie przydali „Geografowi, który przepił globus”, mamy tutaj do czynienia z DOBRYM dramatem zza wschodniej granicy.

Czytaj dalej

DOBRY film: Locke

Za: www.trbimg.com

Za: www.trbimg.com

Żeby oczywiście nie było, że nie chodzę na nowości, tylko piszę o starociach to urbi et orbi oświadczam, iż w ostatnim czasie byłem w kinie. Pozwolicie jednak, że „November Man” z Piercem Brosnanem i (oscarowy?) „Kill the Messanger” z Jeremy Rennerem, do którego coraz bardziej się przekonuję, zrecenzuję w bardziej dogodnym czasie, gdy wejdą do kin w Polsce. Tymczasem w ramach interludy między tym co obecnie na kinowych ekranach, pozwolę sobie na wakacyjne wspominki i napiszę dwa słowa o świetnym, acz ubogim w formę „Locke”, który światową premierę miał rok temu, lecz polscy kinomani mieli go okazję zobaczyć w kinach dopiero wiosną tego roku.

Czytaj dalej

DOBRA, choć ZŁA komedia sprzed lat: Project X

Za: www.spietati.it

Za: www.spietati.it

„Jaki jest twój ulubiony film?” Upierdliwe pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Bloger filmowy jest postawiony w szczególnie trudnej sytuacji. Sposób na wybrnięcie z z tej niezręcznej sytuacji jest pozornie prosty: jaki film widziałeś najwięcej razy? Pozornie, bo w moim przypadku do niedawna było to „Goldeneye”. Pozornie, bo niektóre cuda widzimy raz w życiu, na dziwnych festiwalach, starych kasetach VHS i tak dalej. Nie uważam oczywiście, żeby durna komedia o nastolatakach, którzy robią wiksę tysiąclecia była najlepszym obrazem, jaki widziałem, jednak na pewno widziałem go najczęściej: chyba z pięć razy. (Tak, zazwyczaj idę w różnorodność, a nie ilość, ulubioną książkę, „Mistrza i Małgorzatę” przeczytałem zaledwie dwa razy!). Dobra, „durna”, mizoginiczna, ale cóż — świetnie się ją ogląda, reżyser decyduje się na niełatwą konwencję home video, a w kulminacyjnym momencie zadajemy sobie pytanie: „Co to do licha jest?” A że niedługo do kin wchodzi ciekawy filmy z przemykającym w tle Milesem Tellerem, to recenzja będzie świetnym pretekstem do zapoznania was ze zwiastunem świetnego filmu, który na moje oko powinien wejść do dystrybucji w Polsce.  

Czytaj dalej

Dwa DOBRE filmy z miasta grzechu

Za: img1.wikia.nocookie.net

Za: img1.wikia.nocookie.net

Sin City: A Dame to Kill For

USA, 2014

reż. Robert Rodriguez, Frank Miller, scen. Frank Miller

wyk. Mickey Rourke, Eva Green, Bruce Willis, Jessica Alba, Lady Gaga, Joseph Gordon-Levitt,

Sin City Franka Millera uznawane jest przez fanów komiksu za dzieło absolutnie kultowe, wykorzystujące pełnię możliwości, jakie dają powieści graficzne. Opowiastki z miasta grzechu, skąpane w charakterystycznym oceanie czarnego tuszu to klasyka gatunku, świadomie naziwązująca do kina noir. Nie jest łatwo przenieść coś tak doskonałego na ekran kinowy, ale nie da się ukryć — twórcom udało się znaleźć bliżej niz dalej ideału. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że odpowiada wam estetyka filmowa Rodrigueza, który w „Sin City: Damulka warta grzechu”, w ślad za swoim kolegą i częstym współpracownikiem, kinowym erudytą Quentinem Tarantino obficie, choć — w przeciwieństiwe do reżysera „Pulp Ficiton” — bez większej głębi intelektualnej, czerpie z historii kina. Kółko się zamyka: film oparty na komiksie, opartym na filmie. Kwintesencja postmodernizmu. Otrzymujemy porządną dawkę kinowych emocji, wizualną jazdę bez trzymanki, ucztę dla ucha i oka. (W końcu Eva Green…)

Czytaj dalej