DOBRA, polska komedia: Gotowi na wszystko. Exterminator.

Wprawdzie film ustępuje dramaturgią świetnemu zwiastunowi, a scenariusz nie jest bez wad, to „Gotowi na Wszystko. Exterminator” daje nadzieję, że być może jeszcze wrócą czasy na dobre, rodzime komedie. Choć na seansie nie było dużo ludzi, to ta garstka ryzykantów naprawdę dobrze się bawiła. Świeżość pomysłu, liczne aluzje (w tym polityczne) dobre żarty i epickie wykonanie hitu Piaska wynagradzały wszystkim tym, którzy parę lat temu nie otarli się spektakularny sukces muzyczny (Współautorowi to nigdy nie groziło, ale były przymiarki...)

Czytaj dalej

Występy gościnne: Ryba o serialach roku 2017

Zanim napiszemy reckę DOBREGO polskiego filmu, gdzie Rysio z „Klanu” śpiewa nuty Starego Dobrego Małżeństwa, a Janusz Chabior rozpoczyna obrzęd metalowej Mszy Św., polecamy gościnny występ, gdzie Współautorka podsumowuje miniony rok w serialach…

Czytaj dalej

DOBRY film: The Party

„The Party”, wbrew moim wrażeniom po zobaczeniu zwiastunu, nie jest brytyjską odpowiedzą na rewelacyjne „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”. Bliżej filmowi Sally Potter ciężarem gatunkowym do „Rzezi” Polańskiego. Żarty są, acz nieczęsto, atmosfera komediodramatyczna, lecz gęsta i ponura, bo i przeważa gorzka refleksja nad spapranym życiem osobistym… „The Party” to film dobry, ale chyba zbyt toporny…

Czytaj dalej

DOBRY czy ZŁY?: Morderstwo w Orient Expressie

Kolejny raz okazuje się, że jesteśmy podzieleni. Współautor, po raz pierwszy miał do czynienia z Agathą Christie, więc mu się podobało — nic dziwnego, pomysł i intryga DOBRA. Współautorka wyszła z kina nie tyle niezadowolona, co znudzona. Dobrze zna książkowy oryginał, poprzednie adaptacje tego dzieła też może oglądać po kilka razy bez nudy. A to chyba nie jest tylko wina tego, że wiedziała, kto zabił? O naszych różnych opiniach o „Morderstwie w Orient Expressie” poniżej… Czytaj dalej

DOBRY film, który nas podzielił: Ostatni Jedi

Wszem i wobec głoszą, że „Ostatni Jedi” jest najbardziej kontrowersyjnym filmem z serii. Potwierdzamy: Współautorka z Lubym bawiła się wyśmienicie właściwie cały czas. Współautor zaś z drugą połówką wyszli mniej ekstatyczni (może dlatego, że wyżarto im słodycze?). Film jest oczywiście bardzo dobry, dla fanów — obowiązkowy. O subtelnej różnicy w naszym odbiorze poniżej, acz raczej bez spoilerów!

Czytaj dalej

DOBRY film: Wolny Strzelec

Z trzech filmów z Jakem Gyllenhaalem, jakie miałem przyjemność oglądać w tym roku (obok niniejszego obrazu pisałem o przekombinowanym „Wrogu” oraz DOBRYM „Labiryncie”), ten jest zdecydowanie najciekawszy. I kto wie, czy rola psychopatycznego freelancera nie jest najlepszą rolą w życiu 34-letniego aktora. Gyllenhaal, jako tytułowy wolny strzelec, wreszcie ma szansę by pokazać co umie, kreując złożoną postać — koniec końców: demonicznego — bohatera. Przekonujące, dające do myślenia, zapadające w pamięć i niepokojące kino z wyrazistymi postaciami, przesłaniem i mocnym finałem.

Czytaj dalej

My idziemy w gości, a wilki w las. Wataha

Za: hbo.pl

Za: hbo.pl

A Wam jak się podobał serial „Wataha”? Swoimi wrażeniami z pierwszego (ostatniego?!) sezonu wielkiej nadziei, jaką była kryminalna opowieść o polskich pogranicznikach zrealizowana przez HBO dzielę się na pulpozaur.pl.

„Dajcie mi punkt podparcia, a poruszę ziemię” – miał powiedzieć Archimedes. „Dajcie nam kasę i możliwości, damy wam dobry serial” – zdawali się mówić twórcy polskich seriali. Przyszło HBO, dało co trzeba i w efekcie wyszła Wataha. Serial, obok którego chyba ciężko przejść obojętnie. Chociaż po zobaczeniu pierwszej serii wiemy, że źródła problemów polskich seriali należy szukać nie w braku możliwości finansowych, ale w głowach samych twórców, to mam wrażenie, że – jak mówią politycy po przegranych z kretesem wyborach – jest na czym budować… c.d.

Dwie DOBRE francuskie „kolorowe” komedie: „Za jakie grzechy, dobry Boże?” i „Podróż na sto stóp”

Dwie komedie francuskie, z przymrużeniem oka zajmujące się problemem tarć między kulturami, przy czym w obu z Innymi przychodzi zmierzyć się francuskiej arystokracji: restauratorce prowadzącej lokal z gwiazdką Michelina oraz bogatemu małżeństwu. W obu znaczące role odgrywają też upierdliwi seniorzy. I o ile „Podróż na sto stóp” polecam z czystym sumieniem, to „Za jakie grzechy, dobry Boże?” sprawiło mi dużo radości, jednak chyba bardziej z powodów radosnego towarzystwa w kinie i paru wątków, które najpewniej nie są śmieszne dla statystycznego widza (tak, to z koleżanką E. rozpływałem się w zauroczeniu w trakcie scen z topiącymi najzatwardzialsze ludzkie serca chińskimi bliźniaczkami).

Czytaj dalej

ZŁA cenzura: Gościnnie dla 16mm

Za: www.loyarburok.com

Za: www.loyarburok.com

W Malezji, podobnie jak w Hongkongu czy Australii, cenzura jest instytucją rządową (state-based), a nie zorganizowaną w ramach branżowych instytucji, jak w USA czy Wielkiej Brytanii (industry-based). Jednak w przeciwieństwie do tych krajów, Malezja nie może pochwalić się produkcjami, które zyskały międzynarodowy rozgłos i uznanie krytyków. Wynika to z dużej pieczołowitości instytucji cenzury filmowej, jaka wpisuje się w cały system ograniczenia wolności słowa w Malezji. To dzięki niemu kraj wylądował w 2014 roku na zaszczytnym sto czterdziestym siódmym miejscu w rankingu wolności prasy (World Press Index)… c.d.

Dając upust swoim zainteresowaniom politologicznym i filmowym na raz, napisałem gościnnie dla znanego i lubianego żurnalu studentów-filmoznawców „16 milimetrów” to i owo o tym, dlaczego w Malezji nie mieliśmy do czynienia z „nową falą”. O DOBRYCH festiwalach filmowych w duchu „Do It Yourself”, zmuszonym do emigracji Tsai Ming-liangu i tym, dlaczego kinomanom jednak dane było w kinach zobaczyć „Zack i Miri kręcą porno” możecie przeczytać tutaj.

P.S. „16 milimetrów” jest poważnym żurnalem, dlatego wycięto moje humorystyczne zakończenie, w którym wspominałem wizytę w Urzędzie Cenzorskim, gdzie po daremnej próbie wyjaśnienia, że „damska nagość jest dziełem Boga”, w drodze do windy minąłem m. in. plakat z filmu „Noe. Wybrany przez Boga”. Niedopuszczonego do dystrybucji.

Dwa DOBRE pożegnania: „Bardzo poszukiwany człowiek” i „Brudny szmal”

Za: www.gambitmag.com

Za: www.gambitmag.com

Dwa godne polecenia, zrobione w bardzo podobnym, niespiesznym klimacie filmy. Żmudna szpiegowska intryga z polowaniem na snującego się po Berlinie azylanta podejrzewanego o terroryzm oraz namolny właściciel pewnego pitbulla, nie dający spokoju średniorozgarniętemu barmanowi z nowojorskich suburbii. Oba obrazy są adaptacjami: „Bardzo poszukiwanego człowieka” autorstwa mistrza szpiegowskiej powieści, Johna le Carré (który miał przyjemność bycia tłumaczonym przez ojca Współautorki!), oraz noweli „Gdzie jesteś, Amando”. W obu w niezbyt pozytywnych rolach pojawiają się mieszkańcy Czeczenii. Łączy je coś jeszcze — oba filmy są ostatnimi obrazami dwóch aktorów, którzy z pewnością za wcześnie opuścili ten świat. A w swoich ostatnich kreacjach udowadniają, że byli jednymi z najzdolniejszych aktorów swojego pokolenia.

Czytaj dalej