DOBRY, choć poniżej oczekiwań: JURASSIC WORLD

Za: i.ytimg.com

Za: i.ytimg.com

Dinozaury wracają. Po trzech odsłonach, z których „Park Jurajski” z 1993 r. był absolutnym majstersztykiem, „Zaginiony Świat…” dzielnie dotrzymywał mu kroku, a trzecia część wydawała się już trochę odcinaniem kuponów od minionej chwały, dostajemy czwartą odsłonę przygód na tropikalnej wyspie, gdzie zamiast delfinów oglądamy plezjozaury, a dzieci nie ujeżdżają kucyków, ale triceratopsiki. Nie ma tutaj nic nowego, odkrywczego, ani zachwycającego. Bohaterowie są mdli jak mydło, fabuła naćkana absurdami, a twórcom chyba umknęło to, co się w kinie akcji stało się przez ostatnie lata. Całość ogląda się jednak na tyle znośnie, że ciężko mówić o ZŁYM filmie.

Czytaj dalej

Niezły, a tym bardziej nie gó….ny film: Polskie Gówno

Za: dkferoica.mokskierniewice.pl

Za: dkferoica.mokskierniewice.pl

Film będący na estetycznych antypodach produkcji, jaką ostatnio recenzowała wniebowzięta (w przenośni i dosłownie) Współautorka. Już od samego tytułu włosy jeżą się na głowie, wskazując, że producenci nawet nie będą próbować serwować nam czegoś dobrego, a komizm będzie zasadzał się na przaśnych dowcipach i dowcipasach znad Wisły. Za wszystkim stał jednak Tymon Tymański, legenda polskiej alternatywy; facet, który miło grał i śpiewał, a i dał się poznać od aktorskiej strony (umęczony grajek na weselu w „Weselu” Smarzowskiego). Bez większych oczekiwań dałem szansę tej wyjątkowo niskobudżetowej i polskiej produkcji. I choć ostatecznie jest to DOBRY film na granicy reklamacji, miejscami trochę niedomaga, i zakończenie pozostawia wiele do życzenia, to zabawę miałem przednią, a i chyba udało się przekazać to, o co chodziło.

Czytaj dalej

Mr. Turner: DOBRY film w chmurach, falach i promieniach słonecznych

Za: domagalasiekultury.blog.pl

Za: domagalasiekultury.blog.pl

„Ten film o Turnerze, co o nim wszyscy mówią, ale u nas jeszcze nie grali” obejrzałam w bardzo odpowiednim miejscu: w chmurach, w blasku wschodzącego słońca; unosząc się wyżej i wyżej. Jest to jedno z nielicznych widzianych w  samolocie dzieł, które mi się podobały, i to mimo zatkanych uszu. Ale też nie ogląda się tego tak, jak zwykle ogląda się film. Pana Turnera ogląda się, jak serię obrazów.

Czytaj dalej

DOBRA komedia akcji: Agentka

FOX

FOX

Pierwszy raz usłyszałam o tym filmie, jak mój brat opowiadał entuzjastycznie, że jego przyjaciel opowiadał, że tytułowa Agentka zostaje wyposażona w antidotum ukryte w tabletkach na zmiękczenie stolca. Jak zobaczyłam plakat (przesłany poniżej) pomyślałam, że to kolejna kretyńska parodia Bonda, jakiś Agent specjalnej troski czy Jaś Fasola, gdzie mamy się śmiać tym razem nie dlatego, że bohater jest głupi i dzieją mu się okropne rzeczy, tylko dlatego, że bohaterka jest gruba (a co za tym idzie — głupawa i niezgrabna) i przytrafiają jej się okropne rzeczy. Potem jednak słyszałam z wielu źródeł, że nie jest aż tak źle, że nawet śmieszne. Postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze, więc wybraliśmy się z bratem do kina (z góry przepraszam towarzyszy seansu za zachowanie podczas reklam). Nie miałam wysokich oczekiwań, ale na seansie bardzo dobrze się bawiłam i film mnie pozytywnie zaskoczył.

Czytaj dalej

DOBRY japoński żeński rock: Tricot

Z kompletnie zupełnie innej beczki, ale przepraszam — jestem tak zachwycony, że nie mogę nie podzielić się tym, co odkryłem, ze światem. To znaczy nie do końca ja odkryłem, ale podzielono się ze mną wiedzą tajemną, że na obrzeżach miasta zagra dobry japoński zespół rockowy. Japońskie, świetne recenzje w „Rolling Stonie” i te wpadające w ucho melodie. Kalkulacja ekonomiczna zeszła na drugi plan, a cała playlista piosenek, których tytułów nie potrafiłem nawet przeczytać, wylądowała na moim odtwarzaczu dzień przed przyjazdem dziewcząt z Kraju Kwitnącej Wiśni do Kraju Gdzie Powstała Firma, Która Proponuje Kobietom Skromny Ubiór na Poród, Bo Przecież Nie Trzeba w Szpitalu Bezwstydnie Nóg Pokazywać.

Czytaj dalej

ZŁE filmy w chmurach: Szef [kuchni], Drugi Hotel Marigold i inne filmy, które znudziły mnie w podróży.

7756491560_3e383757f6_bWróciłam z wakacji od komputera, podczas których rozkoszowałam się rześkim powietrzem pod sekwojami i  (jak już złośliwie doniósł pełen zazdrości duszący się w kualalumpurskim i chińskim smogu Współautor) pod gigantycznymi krzakami ostrężyn. Miesiąc bez toshibowego ekranu był super! Raz tylko nabazgrałam jednego prywatnego i jednego „profesjonalnego” maila na pożyczonym na godzinkę laptopie, tak to raz na parę dni patrzyłam na maila na komórce i odpowiadałam zdawkowo. Poza tym nic, mimo usilnych błagań Współautora. Rozkoszowałam się drzewami i Pacyfikiem. Dobrze mi to zrobiło.

Nalatałam się też przy tym aż zanadto, dzięki czemu mogłam rozkoszować się wyborem filmów w samolotach różnych sieci wchodzących w skład Star Alliance w komfortowym fotelu najniższej klasy ekonomicznej (z ekranami mniejszymi od „lepszej” klasy ekonomicznej „plus”). W tych lotach, gdzie się dało, mogłam porównać, że Lufthansa ma większe ekrany i lepszy (moim zdaniem) wybór kinowych nowości oraz dużo Wesa Andersona, natomiast w United Airlines ekrany są mniejsze, ale jest lepszy wybór kinowej klasyki, a podczas długich lotów międzynarodowych serwują lody (podczas „krótkich” lotów, takich jak prawie sześć godzin z San Francisco do Waszyngtonu dostaje się tylko picie). W obu jednak można obejrzeć dużo DOBRYCH filmów, na przykład Grand Budapest Hotel, What Maisie Knew, Still Alice, Whiplash, Interstellar czy Birdman oraz trochę złych (Kingsman: Tajne Służby, Jupiter Ascending, Dzika droga czy Pitch Perfect 1 (który pewnie by się podobał Współautorowi, ale mi nie. Zwłaszcza początek jest bardzo ZŁY do samolotu). Udało mi się  obejrzeć wyczekiwanego wciąż w Polsce Pana Turnera (o nim wkrótce). Dziś jednak piszę o ZŁYch filmach, których nawet nie byłam w stanie skończyć. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę, że będąc zamknięta przez wiele godzin  w latających puszkach i po bieganiu przez hale lotnisk rybia irytacja wzrasta, a maleje rybia tolerancja na teksty kultury, jednak w wypadku niektórych to rzeczywiście filmy ZŁE.

Czytaj dalej