DOBRY „krypny” film: „The One I Love”

Raz na jakiś czas dystrybutorzy uraczają nas wyjątkowo nieudanymi tytułami, które na blogu bojkotujemy. W tym przypadku uważam, że oficjalne nazwanie tego filmu „Czworo do pary” jest wręcz chamskie, bo — nieznacznie, ale jednak — może zdradzić fabułę. 

źródło: thetalkhouse.com

źródło: thetalkhouse.com

The One I Love

USA 2014

reż. Charlie McDowell; scen. Justin Lader

wyk. Elizabeth Moss, Mark Duplass

Przed obejrzeniem tego filmu czytałam, że jest to „komedia romantyczna”. Cóż, jeśli na siłę chcemy to gdzieś sklasyfikować, to raczej jest to śmieszny thriller romantyczny, czy romantyczny dreszczowiec komediowy. Po obejrzeniu zwiastunu (w dalszej części artykułu) dalej niezbyt wiadomo o co chodzi: złowroga muzyka, dużo ujęć jak Moss i Duplass (dalej mnie to nazwisko śmieszy) trzaskają drzwiami. Tyle.

Ethan (Duplass) i Sophie (Moss) są małżeństwem z problemami. Aby je rozwiązać, wyjeżdżają na weekend w „miejsce odosobnienia” — widzimy ładną okolicę z przestronnym domem, basenem i uroczym gościnnym domkiem w ogrodzie. I tu zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Tu wielu recenzentów kończy się wymądrzać, twierdząc, że najlepsze w odbiorze tego filmu jest zaskoczenie. Ja jednak chciałabym móc conieco o „The One I Love” więcej napisać, więc jeśli chcecie koniecznie być zaskoczeni, to nie czytajcie po trailerze. Jeśli film już widzieliście, lub lekkie „zepsucie” (nie będę zdradzać wszystkich szczegółów, obiecuję) Wam nie straszne — czytajcie dalej. Nieczytających zapewniam: warto, zwłaszcza jeśli lubicie mroczne komedie.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=jCOvhojlZzQ&w=560&h=315]

Czytaj dalej

DOBRY rosyjski film: Geograf przepił globus

Za: vaspress.com

Za: vaspress.com

Geograf globus propil

Rosja, 2013

reż. Aleksandr Veledinsky,

scen. Rauf Kubayev, Aleksandr Veledinsky, Walery Todorovsky,

wyk. Konstanty Khabensky, Elena Lyadova

Znalezienie w sieci, nawet rosyjskojęzycznej, hasła „rosyjska nowa fala” jest trudne. Kompleksowy spis podany przez Aloszę Bezhumanova na portalu mubi.com zawiera filmy powstające jeszcze pod koniec lat 90. („Brat” z fenomenalną ścieżką dźwiękową) po najnowsze produkcje, w tym recenzowane na tym blogu dawno temu „Niebiańskie żony łąkowych maryjczyków”. Jeśli wierzyć Alosze, nawet wśród krytyków rosyjskich nie ma zgody na to, czy rzeczywiście można mówić o tak uwielbianej przez filmowych geografów nowej fali. Wydaje się, że po prostu od jakiegoś czasu w Rosji zaczęły powstawać DOBRE filmy, różnorodne, dotykające wielu tematów i wymykające się próbom wrzucenia do jednego worka. Jakiej metki byśmy nie przydali „Geografowi, który przepił globus”, mamy tutaj do czynienia z DOBRYM dramatem zza wschodniej granicy.

Czytaj dalej

DOBRA komedia sprzed lat: Clue

clue-movie-postermoeatthemovies

 

Clue

USA 1985

reż. Jonathan Lynn, scen. Jonathan Lynn i John Landis

wyk. Tim Curry, Madeline Kahn, Eileen Brennan i inni.

Współautor niedawno wspomniał o filmach widzianych (niezależnie od ich „dobroci” czy też „stopnia ulubioności”) najwięcej razy. Poruszył też temat wielokrotnego oglądania czy czytania różnych dzieł, w której to kwestii nasze podejścia drastycznie się różnią. Słoń ulubioną książkę czytał dwa razy (phi! co to jest!), ja nawet nie wiem ile razy czytałam moją „ulubioną dwudziestkę”, choć co roku do listy przeczytanych książek przybywa mi co najmniej paręnaście nowych pozycji, mam książki, które czytam lub podczytuję naokrągło, a w drastycznych przypadkach jestem już na którymś zaczytywanym na śmierć wydaniu (patrz: „Duma i Uprzedzenie”, zbiór opowiadań Stanleya Weinbauma, „Przygody Sherlocka Holmesa”, „Dzieci z Bullerbyn”)

tumblr_mic1nimV7k1r1ad86o1_500

Tak samo jest z filmami. Jeśli jestem szczęśliwą posiadaczką jakiegoś filmu, który mi wyjątkowo przypadnie do gustu — zaoglądam aż do znudzenia (najchętniej do jedzenia). Tak więc nie wiem, czy więcej razy widziałam Tajemniczy Ogród, Zabity na Śmierć, Perswazje, czy „Rozważną i Romantyczną” Emmy Thompson (dlaczego o tym jeszcze nie napisałam?), czy niektóre odcinki „Przystanku Alaska”. Jest jednak coś, co łączy nawet tak skrajne jak moje i Współautora gusta wielokrotnego oglądania: oboje lubimy pełne „celebrytów” filmy o dziwnych imprezach. U Współautora jest to przerażający Projekt X, w moim przypadku są to starsze dzieła i trochę inne imprezy: Zabity na Śmierć (1976) i Clue (1985).

Czytaj dalej

DOBRY film: Locke

Za: www.trbimg.com

Za: www.trbimg.com

Żeby oczywiście nie było, że nie chodzę na nowości, tylko piszę o starociach to urbi et orbi oświadczam, iż w ostatnim czasie byłem w kinie. Pozwolicie jednak, że „November Man” z Piercem Brosnanem i (oscarowy?) „Kill the Messanger” z Jeremy Rennerem, do którego coraz bardziej się przekonuję, zrecenzuję w bardziej dogodnym czasie, gdy wejdą do kin w Polsce. Tymczasem w ramach interludy między tym co obecnie na kinowych ekranach, pozwolę sobie na wakacyjne wspominki i napiszę dwa słowa o świetnym, acz ubogim w formę „Locke”, który światową premierę miał rok temu, lecz polscy kinomani mieli go okazję zobaczyć w kinach dopiero wiosną tego roku.

Czytaj dalej

DOBRA, choć ZŁA komedia sprzed lat: Project X

Za: www.spietati.it

Za: www.spietati.it

„Jaki jest twój ulubiony film?” Upierdliwe pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Bloger filmowy jest postawiony w szczególnie trudnej sytuacji. Sposób na wybrnięcie z z tej niezręcznej sytuacji jest pozornie prosty: jaki film widziałeś najwięcej razy? Pozornie, bo w moim przypadku do niedawna było to „Goldeneye”. Pozornie, bo niektóre cuda widzimy raz w życiu, na dziwnych festiwalach, starych kasetach VHS i tak dalej. Nie uważam oczywiście, żeby durna komedia o nastolatakach, którzy robią wiksę tysiąclecia była najlepszym obrazem, jaki widziałem, jednak na pewno widziałem go najczęściej: chyba z pięć razy. (Tak, zazwyczaj idę w różnorodność, a nie ilość, ulubioną książkę, „Mistrza i Małgorzatę” przeczytałem zaledwie dwa razy!). Dobra, „durna”, mizoginiczna, ale cóż — świetnie się ją ogląda, reżyser decyduje się na niełatwą konwencję home video, a w kulminacyjnym momencie zadajemy sobie pytanie: „Co to do licha jest?” A że niedługo do kin wchodzi ciekawy filmy z przemykającym w tle Milesem Tellerem, to recenzja będzie świetnym pretekstem do zapoznania was ze zwiastunem świetnego filmu, który na moje oko powinien wejść do dystrybucji w Polsce.  

Czytaj dalej

Dwa DOBRE filmy z miasta grzechu

Za: img1.wikia.nocookie.net

Za: img1.wikia.nocookie.net

Sin City: A Dame to Kill For

USA, 2014

reż. Robert Rodriguez, Frank Miller, scen. Frank Miller

wyk. Mickey Rourke, Eva Green, Bruce Willis, Jessica Alba, Lady Gaga, Joseph Gordon-Levitt,

Sin City Franka Millera uznawane jest przez fanów komiksu za dzieło absolutnie kultowe, wykorzystujące pełnię możliwości, jakie dają powieści graficzne. Opowiastki z miasta grzechu, skąpane w charakterystycznym oceanie czarnego tuszu to klasyka gatunku, świadomie naziwązująca do kina noir. Nie jest łatwo przenieść coś tak doskonałego na ekran kinowy, ale nie da się ukryć — twórcom udało się znaleźć bliżej niz dalej ideału. Wszystko to oczywiście pod warunkiem, że odpowiada wam estetyka filmowa Rodrigueza, który w „Sin City: Damulka warta grzechu”, w ślad za swoim kolegą i częstym współpracownikiem, kinowym erudytą Quentinem Tarantino obficie, choć — w przeciwieństiwe do reżysera „Pulp Ficiton” — bez większej głębi intelektualnej, czerpie z historii kina. Kółko się zamyka: film oparty na komiksie, opartym na filmie. Kwintesencja postmodernizmu. Otrzymujemy porządną dawkę kinowych emocji, wizualną jazdę bez trzymanki, ucztę dla ucha i oka. (W końcu Eva Green…)

Czytaj dalej

DOBRA ciekawostka: jak się kręci sceny seksu?

Totalnie offtopowo: przez przypadek znalazłem w internetach filmik nagrany w trakcie kręcenia wchodzącej właśnie w Stanach do kin komedii „Stretch”. Nie wiadomo czy naszpikowana gwiazdami i znanymi twarzami produkcja (Patrick Wilson z recenzowanych przez nas „Jacka Stronga” i „Obecności”, Ed Helms z „Kac Vegas” oraz Jessica Alba i David Hasselhoff, których nie trzeba nikomu przedstawiać), przypominająca komediową wersję „Transportera” będzie DOBRA, ale polecam Wam rzucić okiem na ten krótki klip z filmowej kuchni. Urocze, prawda?

No i z blogerskiej powinności zwiastun samego filmu:

Dwa horrory (jeden DOBRY, drugi ZŁY) o nawiedzonej lalce: Obecność i Annabelle

Za: yallknowwhat.com

Za: yallknowwhat.com

Jak zwykle na imprezie zeszła rozmowa na filmy. Jedna z koleżanek odparała, że „Conjuring” („Obecność”) był jednym z najbardziej przerażających obrazów filmowych, jakie miała (nie)przyjemność w życiu oglądać. Na tyle traumatycznym, że wręcz histerycznie zareagowała, jak ktoś, kto miał pod ręką komputer z Internetem znalazł szybciutko film w sieci i zaczął odtwarzać początek. Z szacunku dla wrażliwości znajomej odpuściliśmy sobie projekcję hitowego horroru z 2013 r., ale co ma wisieć nie utonie. W kinach można było już oglądnąć „Annabelle”, dlatego nadarzyła się okazja by nadrobić zaległości, znaleźć DOBRY powód, żeby iść do kina, a w rezultacie napisać podwóją recenzję. Ciekawą, bo choć „Obecność” nie wywołała we mnie jakiś strasznych emocji, uniemożliwiających zaśnięcie w nocy, to uważam ten obraz — w przeciwieństwie do ZŁEGO sequelu — za kawał DOBREGO kina grozy. Mamy zatem recenzję DOBREGO i ZŁEGO, nowego i starego filmu na raz!

Czytaj dalej

DOBRY film z intrygującą potrawą, czyli „What if”

Co jakiś czas trafiamy na film, którgo polski tytuł jest tak durnie dobrany, że go bojkotujemy. Oto jeden z takich przypadków. U nas w kinach to się nazywa „Słowo na M”., prawdopodobnie dlatego, że w niektórych anglojęzycznych krajach reklamowano ten film jako „The F Word” (chodzi oczywiście o FRIENDSHIP). Niestety zamiast „Słowa na P” (jak PRZYJAŹŃ) mamy generyczny tytuł, który mógłby nosić jakikolwiek film. 

źródło: radiotimes.com

źródło: radiotimes.com | Grają DOBRY film!

What if/The F Word

Kanada, Irlandia 2013

reż. Michael Dowse

scen. Elan Mastai (na podst. sztuki T.J. Dawe’a i Michaela Rinaldiego)

wyk. Zoe Kazan, Daniel Radcliffe, Adam Driver, Mackenzie Davis

Lato się chyba naprawdę skończyło. Jest wstrętnie, zimno, czasem siąpi. Brr. Trzeba owinąć się kocykiem i obejrzeć coś uroczego. Ten film jest i uroczy, i DOBRY. A na dodatek inspiruje kulinarnie (o tym później). Strzał w dziesiątkę.

Gdzieś już to widzieliśmy: Wallace (Radcliffe) i Chantry (Kazan) poznają się na imprezie, gdzie dobrze im się gada przy lodówce z fajnymi magnesami. On jest sfrustrowany, ona ma chłopaka. Zostają przyjaciółmi. Czy tylko to ich łączy? Co by było gdyby…?

Jak zobaczyłam zwiastun pomyślałam: „O nie! Kolejny przewidywalny film, w którym się udowadnia, że kobieta i facet niby nie mogą się  przyjaźnić, a tym razem jeszcze  trzeba oglądać tą parszywą mordę Radcliffe’a. Ale było z niego ładne dziecko, a teraz co?”. Tak pomyślałam, nic na to nie poradzę. Na szczęście film mnie pozytywnie zaskoczył, a nawet szczegóły zakończenia mnie trochę zdziwiły (pozytywnie). Oczywiście, nie trudno domyśleć się, jak to się skończy (kto z kim itd.), ale „What if” pokazuje, że kobieta i mężczyzna MOGĄ się przyjaźnić, nawet jeśli potem ta przyjaźń może się przerodzić w coś bardziej romantycznego. A nawet Radcliffe nie dość, że mnie tym razem nie denerwował, to był całkiem w porządku, zwłaszcza, że jest bardzo dobrze zgrany z Zoe Kazan, która jest tu świetna.

Czytaj dalej