Lepszy, niż jedynka: Deadpool 2

Antybohater z niewyparzoną (ale mocno poparzoną) gębą wraca z petardą. Nie bierze zakładników, pozostawia po sobie pył, spustoszenie oraz ból mięśni brzucha. Od samego początku wsiadamy na kolejkę górską pełną zwrotów akcji, wulgaryzmów, nawiązań do kultury i szydery z wszystkiego, co się rusza. Bardzo świeża „jedyna” była jak się zdaje jedynie niewinną rozgrzewką przed iście frenetycznym sequelem…

Czytaj dalej

Dobra, czarno-czerwona komedia: Śmierć Stalina

Armando Iannucci, twórca wybornej farsy „Figurantka” czy równie śmiesznych „Zapętlonych”, nie zawodzi i z animuszem przenosi na ekran francuski komiks o zawierusze po śmierci Generalissimusa. Dzięki doborowej obsadzie, czarnemu jak węgiel humorowi i solidnej powtórce z historii, daje nam świetną i inteligentną komedię o dyktaturze, która wkurzyła Ruskich. Dobry film, nie tylko dla politologów!

Czytaj dalej

Uroczo zły: Śmierć w miękkim futerku

Dawno temu dobre kino Agrafka w Krakowie miała festiwal filmowej kiszki. Później ponoć w kinie Kijów odbywały się w krwawe poniedziałki. Dlatego, gdy dowiedziałem się, że idea żyje i ma się dobrze, pognałem jak kot po dachówkach do Cafe Szafe, gdzie w ramach Bloody Monday puszczono „Śmierć w miękkim futerku”. Produkcja z 1988 r. o demonie-kociaku była urzekająco zła, a ja dowiedziałem się po raz kolejny, że życie mi uciekło…

Czytaj dalej

Świetny film: Avengers: Wojna bez granic (a recka bez spoilerów)

Oklaski na sali w trakcie seansu i niemal mistyczna cisza po ostatniej scenie. Zawrotne 29 milionów dolarów zarobionych tylko w Stanach w dniu otwarcia i krytycy, nieumiejący zrecenzować tego filmu bez spoilerów. Fakt — gdy po raz pierwszy zobaczyłem zwiastun nowych przygód Kapitana Ameryki i spółki, trochę kręciłem nosem. Znowu wielcy i potężni mieli walczyć z kolejnym szwarccharakterem, by go pokonać, po epickiej bitwie. Są Strażnicy Galaktyki (bardzo dobra zarówno pierwsza jak i druga część!), Thor (dobra druga i trzecia część), Czarna Pantera i cała gwardia awendżersowa, ale czy jest to coś nowego i odkrywczego? Cóż — TAK. Kino totalne. Bez spoilerów o epicko DOBRYM filmie.

Czytaj dalej

DOBRY film o DOBRYCH psach i meandrach przekładu: Wyspa psów

Z: thefilmexperiance.net

Oczywiście, że czekałam na ten film — jak na każdy tego reżysera. Tym razem powodów do radości i ciekawości jest więcej: mamy animację poklatkową (jak w Fantastycznym Panu Lisie), której akcja umiejscowiona jest w Japonii, w niedalekiej przyszłości. Ponadto jest to film  dwujęzyczny. Moje tłumacko-przekładoznawcze serduszko rosło już od samego początku, gdzie widza uprzedza się o „strategii językowej” twórców: szczekanie przetłumaczono na angielski, japońscy bohaterowie mówią po japońsku, ich wypowiedzi są (czasem) tłumaczone przez postaci (wśród nich mamy też tłumaczy ustnych, często dodających co nieco od siebie) lub paski z tłumaczeniem, lub translatory. W Japonii oraz w innych krajach, gdzie przekład jest naturalnym elementem odbierania kultury zostało to przyjęte z entuzjazmem jako element głębszego przesłania filmu. Natomiast w Stanach Zjednoczonych wywołało to  burzę, przeciekawą dyskusję i oskarżenia o „apropriację kulturową”, co — jak zauważają nieamerykańscy krytycy krytyków — dużo mówi o anglo(ameryko)centryzmie amerykańskiego odbiorcy i jego zagubienia w świetle nierozumianego. Tymczasem ta zabawa niejasnością i brakiem (po/z)rozumienia doskonale wpisuje się w tą opowieść o nierównościach, nadużywaniu władzy i próby dojścia do głosu tych zagłuszanych.  Jest to film o prawach zwierząt ale i ludzi. 

Czytaj dalej

Zły jak „Botoks”? „Twarz”

„O niebo lepszy od tej Cichej Nocy” — skomentowali siedzący za nami emeryci, gdy seans dobiegł końca. Wywołało to mój śmiech, a gdy wyjaśniłem bileterowi, że chodzi o moją zgoła odmienną opinię, przyznał mi rację. „To są dwa różne światy”. „Gorszy niż Botoks„, jak to ujęła Towarzyszka seansu, to może zbyt dużo powiedziane, ale nie bójmy się powiedzieć, że „Twarz” to film zły i nudny. Już wyjaśniamy i zapraszamy do dyskusji…

Czytaj dalej

Zły Film: Maria Magdalena

Po modlitwie do Bożego Miłosierdzia, jaką odmawiano akurat, gdy z rodziną poszliśmy święcić m. in. asyryjskie symbole płodności (czekoladowego królika i jajca na twardo) oraz udziale w finale festiwalu Misteria Paschalia (POLECAM!), poszedłem za ciosem. I tak z Rodzicielem trafiłem na seans „Marii Magdaleny”. Finał tego wielkanocnego tryptyku wynudził niemożebnie, stając się wierną ilustracją historii Marii Magdaleny. Najzgrabniej ujął to jednak pewien kinoman…

Czytaj dalej

Dobra winna przyjemność: Pitbull. Ostatni Pies

Niestety, „guilty pleasure” ma na Wikipedii jedynie tłumaczenie na serbskochorwacki, więc wybaczcie nieporadność tłumaczeniową w tytule. Trzecia filmowa odsłona przygód „Despero” nie ma wszystkiego tego, czego nienawidzimy w filmach Vegi i chyba dlatego ląduje w kategorii dobry. Ja potraktowałem seans w kategorii sadomasochistycznego żartu primaaprilisowego. I nawet nie płakałem…

Czytaj dalej

DOBRA odnaleziona perełka: Příhody Toma Bombadila

 

Żródło: Filmový přehled

Nie co dzień mamy okazję recenzować film stary, lecz dotąd nieznany, i to w dodatku coś, co przez pół wieku uznawało się za stracone. Mowa oczywiście o „Przygodach Toma Bombadila”, cudownie odnalezionym niedawno przedstawieniu teatru telewizji produkcji polsko-czechosłowackiej z 1967, debiucie Krzysztofa Kowalewskiego. Scenariusz powstał po konsultacji z samym J.R.R. Tolkienem —  scenarzystka, Jana Kručková-Małysiejko, studiowała u niego na Oksfordzie. Mająca przybliżyć Śródziemie Słowiańszczyźnie produkcja zapowiadała się niezwykle ciekawie, rozwinęła wiersze o najbardziej enigmatycznej postaci Tolkienowskiej i niewydane jeszcze legendy w sztukę, łącząc animacje i teatr telewizji. Co nieco można o niej przeczytać w korespondencji Autora z Marią Skibniewską oraz w pamiętnikach Kručkovej. Niestety, na drodze tak obiecującej współpracy stanęła Polska inwazja na Czechosłowację. Wydawało się, że wszystkie taśmy przepadły w 1968 roku. Tymczasem w Sosnowcu, na początku tego roku jedną kopię znaleźli spadkobiercy pewnego anonimowego oficera Ludowego Wojska Polskiego, którzy  przekazali znalezisko Telewizji Polskiej.

Czytaj dalej

DOBRY film z fantastyczną ścieżką dźwiękową: Ja, Tonya

W ostatnim czasie mamy dużo filmów przedstawiających w ciekawy sposób historie osób intrygujących, ekscentrycznych i z nieźle popapraną biografią. Król polki to i tak stonowana historia naszego rodaka, który zbudował imperium jarmarcznych tańców i wycieczek do Polski a przy okazji (przypadkiem?) stworzył piramidę finansową. Disaster Artist jest o kolejnym Polaku, który zrobił film tak ZŁY, że na tym blogu znajduje się nie jedna, lecz dwie recenzje. Niedługo zrecenzujemy też Głupi i pusty gest, który pokazuje absurdalnie tragikomiczne losy redakcji „National Lampoon”. Ja, Tonya (pełny polski tytuł: Jestem Najlepsza. Ja, Tonya) — film ze zdecydowanie największym budżetem spośród wymienionych — doskonale wpisuje się w ten trend tragikomicznego „life fiction” dotyczący biografii tak niesamowitych i absurdalnych, że czasem trudno uwierzyć, że są w dużej mierze oparte na faktach. Tym razem oglądamy opowieść o Tonyi Harding — łyżwiarce figurowej, pierwszej Amerykance której udał się potrójny axel, która dorastała w okropnych warunkach, której kariera rozwijała się pomimo przeciwności, a zakończyła się w sposób niezwykle przykry. 

A grająca matkę tytułowej bohaterki Allison Janney zdobyła za tę rolę Oskara. 

Czytaj dalej